Resort zdrowia jeszcze niedawno twierdził, że rozporządzenie ma wejść w życie na przełomie marca i kwietnia 2016 r., ale są szanse, że nastąpi to wcześniej. Projekt trafił do skróconych 21-dniowych konsultacji. – Dobrze, że ukazał się szybciej, niż się spodziewano. Widać, że ministrowi zdrowia zależy, by jak najszybciej rozwiązać nasze problemy – komentuje Wojciech Werbicki, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego.

Na razie ratownik, wykonując inne czynności medyczne, ryzykuje, że niezadowolony pacjent lub jego bliscy zarzucą mu przekroczenie kompetencji. – Słuszność takich roszczeń lub jej brak w każdym wypadku będzie oceniana indywidualnie, ale powstałe wątpliwości mogą działać na niekorzyść ratowników medycznych – uważa Karolina Kolary z kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy.

W nowym rozporządzeniu uprawnienia ratowników zostaną nie tylko potwierdzone, ale i poszerzone. – Przepisy dadzą im możliwość wykonywania m.in. wybranych świadczeń zdrowotnych, począwszy od badania i oceny stanu pacjenta aż po resuscytację. To niemal rewolucja. Ratownik wreszcie nie będzie ograniczony tylko do systemu publicznego ratownictwa – zwraca uwagę ratownik Roman Badach-Rogowski, członek KZZPRM.

Ale w związku z nowymi kompetencjami ratowników pojawiły się także kontrowersje. Przedstawiciele innych zawodów medycznych poczuli się zagrożeni. Najwięcej zastrzeżeń mają pielęgniarki. Wolą, by ratownicy pracowali tylko w karetkach i na izbach przyjęć. Wśród kwestionowanych przez nie zadań jest np. pobieranie krwi w placówkach medycznych, choć to samo ratownik może robić np. w warunkach bojowych. – Ratownicy nie zastąpią pielęgniarek, a pielęgniarki ratowników. To dwa osobne zawody medyczne – uspokaja Roman Badach-Rogowski. Zwraca uwagę, że projekt i tak jest już znacznie okrojony wobec pierwotnych propozycji. – Mam nadzieję, że większość jego zapisów pozostanie. Chodzi przecież o dobro pacjenta, a nie sztuczne ograniczanie zadań, do których ratownicy i tak są przygotowani – konkluduje.