Ministerstwo wygasiło program chemioterapii niestandardowej. Stało się tak w przeddzień wejścia w życie pakietu onkologicznego
ikona lupy />
Zachorowania na nowotwory / Dziennik Gazeta Prawna
Zgodnie z art. 70 ustawy refundacyjnej (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 345), która obowiązuje od początku 2012 r., program mógł być realizowany tylko przez trzy kolejne lata. Do końca 2014 r. powinny być ustalone jego nowe zasady. Przy czym w listopadzie ub.r. Najwyższa Izba Kontroli alarmowała resort o potrzebie opracowania nowych rozwiązań. Te jednak do tej pory nie zostały przygotowane i jak się dowiedzieliśmy, resort nie zamierza nic robić w tej sprawie.
Tymczasem dla wielu chorych program był jedyną opcją uzyskania dostępu do innowacyjnych leków. Procedura była stosowana przede wszystkim wtedy, gdy terapia refundowana przez NFZ nie była skuteczna. Przy czym uzyskanie zgody funduszu na pokrycie jej kosztów (w 2014 r. NFZ wydał na ten cel 42,99 mln zł) wiązało się z przejściem długiej i żmudnej drogi. Wniosek musiał zostać m.in. zaaprobowany przez konsultanta wojewódzkiego z onkologii klinicznej lub hematologii.
Pozostawieni na lodzie
Chorym po 1 stycznia pozostały dwie ścieżki leczenia: mogą korzystać z leków refundowanych w ramach katalogu chemioterapii oraz programów lekowych. Problem w tym, że dla części osób obie są niedostępne.
– Procedura niestandardowa dawała możliwość uzyskania leczenia skojarzonego np. dla kobiet z zaawansowanym rakiem piersi, u których po długiej wcześniejszej terapii wystąpiła hormonooporność – tłumaczy Agata Polińska z fundacji onkologicznej Alivia.
Niestety tego typu pacjentki nie mogą korzystać z dostępnych obecnie procedur, bo nie pasują do podstawowych schematów leczenia, które lekarze muszą bezwzględnie stosować.
Część osób cierpiących na raka nie ma szansy na leczenie, gdyż z różnych indywidualnych względów, np. chorób współistniejących, nie mogą być włączone do obowiązujących programów lekowych.
– Tymczasem dzięki chemioterapii niestandardowej lekarz mógł szukać dla takiego pacjenta innych terapii, jak najmniej obciążających dany narząd – podkreśla Agata Polińska.
Wskutek wygaszenia chemioterapii niestandardowej chorzy zostali też pozbawieni niektórych leków stosowanych w onkologii, które nie mają zarejestrowanego wskazania medycznego do stosowania w danym typie nowotworu. Przy czym z praktyki lekarzy wynika, że są skuteczne. Niestety firmy farmaceutyczne nie są zainteresowane, by te specyfiki zostały objęte standardową refundacją. Powód? W tym celu musiałyby wykonać badania kliniczne na grupie pacjentów z rzadką odmianą danego raka, a to się nie opłaca – populacja chorych jest zbyt mała, aby zwróciły się koszty.
– Po wygaszeniu programu spora grupa pacjentów chorujących na niektóre odmiany raka nerki nie ma więc zagwarantowanego żadnego leczenia – podkreśla prof. Cezary Szczylik, kierownik Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.
Resort umywa ręce
Ministerstwo Zdrowia nie widzi jednak potrzeby opracowania nowego programu chemioterapii niestandardowej. Podkreśla, że od 2012 r. na listy refundacyjne systematycznie trafiają nowe specyfiki. Stale są też poszerzane wskazania do stosowania leków już wcześniej refundowanych.
– Objęcie refundacją systemową tych technologii lekowych ułatwiło więc lekarzom i pacjentom dostęp do nich – podkreśla Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia.
Wylicza, że do katalogu chemioterapii zostały włączone m.in. medykamenty stosowane w leczeniu ostrej białaczki, nowotworów złośliwych dróg żółciowych czy nowotworów złośliwych nerki. Wskazuje także, że wprowadzone zostały programy lekowe dla chorych na czerniaka skóry, zaawansowanego raka jajnika czy opornego lub nawrotowego szpiczaka mnogiego.
Jednak jak wskazuje Agata Polińska, między przepisami o refundacji leków a życiem jest przepaść. W efekcie spora grupa pacjentów nie mieści się z różnych powodów w kryteriach programów lekowych.
Takie osoby chcąc obecnie rozpocząć innowacyjną terapię, muszą ją finansować z własnej kieszeni lub uzbierać pieniądze za pośrednictwem fundacji.
– Leczenie jest bardzo kosztowne i trwa miesiącami. Pacjenci wydają na leki tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie – stwierdza Agata Polińska.
– Ministerstwo Zdrowia powinno wykazać się pewną elastycznością i pozostawić miejsce dla przypadków niestandardowych. Jakaś ścieżka musi być. Choćby ze względu na to, że obecna sytuacja pozbawia część obywateli konstytucyjnego prawa do równego traktowania – podkreśla dr med. Elżbieta Senkus-Konefka z Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.