Na tle innych krajów Polska wydaje się oazą spokoju – pokazują dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Depresję deklaruje u nas 4 proc. badanych dorosłych w wieku 25–64 lata. W Wielkiej Brytanii i Szwecji przyznaje się do niej co dziesiąty mieszkaniec. Jeszcze gorzej jest w Niemczech, Turcji i Irlandii – tam choroba dotyka 12 proc. populacji. Na Islandii – 14 proc. Wszędzie potwierdza się jednak tendencja: im wyższe wykształcenie, tym stan zdrowia psychicznego lepszy.

Statystyki dotyczące depresji opierają się na danych Eurostatu, zebranych w badaniu „European Health Interview Survey”, oraz na ankietach krajowych w przypadku państw spoza UE. Badani deklarowali, czy mieli depresję w ciągu 12 miesięcy poprzedzających ankietę. Wyniki pokazują, że największa przepaść między dobrze i słabo wykształconymi jest w Irlandii – wśród osób z wykształceniem podstawowym depresję deklaruje 23 proc. dorosłych. Wśród osób z dyplomem uczelni – tylko 9 proc. O 10 pkt proc. różnią się wyniki w Norwegii i Austrii, o 9 – na Węgrzech, w Holandii i Luksemburgu. W Polsce różnica między absolwentami szkół wyższych i osób po podstawówkach to ledwie 4 pkt proc. Najniższy wpływ na deklarowaną depresję wykształcenie ma w Estonii (2 pkt proc. różnicy).

– W prowadzonych przeze mnie badaniach klinicznych w placówkach służby zdrowia także okazało się, że większość pacjentów oddziału to osoby z wykształceniem średnim i podstawowym. Wyjaśnienie tego zjawiska może być bardzo złożone albo bardzo proste. Proste może polegać na tym, że osób z takim wykształceniem jest proporcjonalnie więcej w populacji niż tych z wyższym. Choć wiadomo też, że jednym z czynników mających duże znaczenie na prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzenia jest wychowanie. Jeśli w dzieciństwie ktoś nie nabył kompetencji do radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, później może być mu ciężej – mówi dr hab. Mirosława Huflejt-Łukasik, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego. Wyższe oceny podczas studiów czasem korelują z lepszym zdrowiem psychicznym, lepszymi zdolnościami przystosowania się do sytuacji.

Eksperci z OECD upatrują przyczyn także w samym procesie edukacji. „Przyczynia się ona do rozwoju różnych umiejętności, ale nie wszystkie te umiejętności w taki sam sposób wpływają na tendencje depresyjne” – zwracają uwagę autorzy raportu „Jak depresja jest związana z edukacją”. Przekonują też, że wcześniejsze badania wykazały, że „rozwijanie umiejętności społecznych i emocjonalnych (np. samoocena) jest bardziej niż inne zestawy umiejętności skuteczne w zmniejszaniu depresji”. Nie mają na to wpływu na przykład umiejętności czytania, pisania i liczenia.

Większy wpływ edukacja wywiera na kobiety. Wśród osób z wykształceniem podstawowym depresję deklaruje 10 proc. mężczyzn i 15 proc. kobiet. W przypadku wykształcenia wyższego odsetek spada do 5 proc. w przypadku mężczyzn i 6 proc. kobiet. Czym tłumaczyć tę zależność? „Większy odsetek przypadków depresji zgłaszanych przez kobiety można tłumaczyć korelacją między wykształceniem a wynikami na rynku pracy. Bycie zatrudnionym wiąże się zazwyczaj z mniejszą częstością występowania depresji” – zaznaczają autorzy raportu. „Nierówności między płciami na rynku pracy są najniższe wśród wysoko wykształconych dorosłych” – zaznaczają.

– To także kwestia uwarunkowań kulturowych. Mężczyźni i kobiety inaczej radzą sobie ze stresem, kobiety mają większe przyzwolenie na okazywanie emocji – mówi dr hab. Huflejt-Łukasik.

Choć Polska wypada na tle krajów OECD nieźle, eksperci i tak ostrzegają, że depresja jest u nas coraz poważniejszym problemem. – 4 proc. to ponad 1,5 miliona Polaków – zauważa dr Anna Rogala z Uniwersytetu SWPS. Dodaje, że podobny poziom zachorowań potwierdziły też polskie analizy. Badanie stanu zdrowia psychicznego Polaków „EZOP” ujawniło zachorowalność na poziomie 3 proc. Dane GUS z kolei – 5 proc. – 7,5 mln z nas skarży się na zły stan zdrowia psychicznego. Koszty absencji chorobowej związanej z depresją to według ZUS ponad 760 mln zł – wylicza ekspertka.

W przyszłości może być jeszcze gorzej. Ze zdrowiem psychicznym coraz większe problemy ma młodzież do 18. roku życia. Jak pisaliśmy w DGP, z roku na rok rośnie w tej grupie liczba samobójstw – w 2017 r. było to już 730 przypadków. Jednocześnie dostęp do specjalistów w dziedzinie psychiatrii jest trudny, bo lekarzy jest zwyczajnie zbyt mało. Kuleje też pomoc psychologiczno-pedagogiczna w szkołach. NIK wykazała, że w 2016 r. 44 proc. szkół nie miało zatrudnionego ani pedagoga, ani psychologa. W szkołach podstawowych jeden pedagog przypadał na 483 uczniów. Psycholog – na 2037. Na kolejnych szczeblach edukacji jest jeszcze gorzej.