statystyki

Polsko-rosyjska wojna transportowa. O co tak naprawdę chodzi?

autor: Tomasz Żółciak, Patrycja Otto03.02.2016, 07:17; Aktualizacja: 03.02.2016, 08:40
Tir

Od kilku dni prowadzone są trudne rozmowy między rządami Rosji i Polski, które mają przybliżyć nas do wyjścia z transportowego klinczu. źródło: ShutterStock

Moskwie chodzi nie tylko o ograniczenie roli naszej floty. Jej główny cel to przejęcie władzy na szlaku łączącym Europę z Chinami

reklama


reklama


Od kilku dni prowadzone są trudne rozmowy między rządami Rosji i Polski, które mają przybliżyć nas do wyjścia z transportowego klinczu. Dziś ok. godz. 10 do dyskutujących od kilku dni ekspertów dołączą wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit oraz wiceminister transportu FR Nikołaj Assauł. Jeszcze wczoraj niewiele zapowiadało, że kompromis jest bliski. – Na razie nie wygląda to optymistycznie – stwierdziła w rozmowie z nami jedna z osób biorących udział w negocjacjach.

Od początku lutego na przejściach granicznych hula wiatr. Polskie ciężarówki nie mogą wjeżdżać na terytorium Rosji, a rosyjskie – do Polski. Ci polscy przewoźnicy, którzy wciąż znajdują się na terytorium FR, muszą je opuścić do 15 lutego. Problemem są nowe regulacje rosyjskie, które traktują przewóz towarów firm zagranicznych, dokonywany przez polskich kierowców, jako przewóz z krajów trzecich. W związku z tym taki transport powinien odbywać się na innych zezwoleniach niż te na przewozy między Rosją a Polską. Z taką interpretacją nie zgadzają się polskie władze.

Na razie polski rząd cieszy się poparciem całego środowiska przewoźników. – Jest pełna konsolidacja. Większe znaczenie od strat na bieżącej działalności ma dla nas możliwość utraty części wpływów na rynku. Chodzi nie tylko o rynek rosyjski, ale także tranzyt do innych krajów przez Rosję – tłumaczy Andrzej Bogdanowicz z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego.

Podstawowe pytanie w tym konflikcie dotyczy tego, o co toczy się gra i kto ma ile do stracenia. Na Wschód swoje tiry wysyła ok. 2,6 tys. polskich firm zatrudniających 30 tys. osób. Rocznie wykonują tam ok. 200 tys. przewozów. Wartość jednego frachtu to ok. 2 tys. euro. Można więc założyć, że dzienna strata całej branży to ok. 4 mln zł. Do tego z czasem dojdą problemy z producentami, których produkty będą zalegać w magazynach. – Przewoźnicy prowadzą rozmowy z producentami, zwłaszcza niemieckimi, by wstrzymali się z planowaniem transportu na wschód. I apele te spotykają się ze zrozumieniem – przekonuje Andrzej Bogdanowicz.


Pozostało jeszcze 64% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

reklama