Coraz więcej gmin kwestionuje zasady gry na rynku odpadów i domaga się zmian. Na pierwszy plan przebijają się słowa „monopol” i „zmowy cenowe”. Z kolei firmy z branży odpadowej twierdzą, że podwyżki są uzasadnione. Zależności jest zbyt wiele, by stawiać tak ostrą diagnozę – mówią zaś eksperci. Pod lupę śmieci wziął także UOKIK. Wprawdzie zmowy cenowej się nie dopatrzył, sprawdza jednak odpadowe praktyki w zachodniej Polsce stanowisko c3 . Tymczasem obie zwaśnione strony zastanawiają się, czy wyjściem nie byłby regulator rynku, taki jak dla branży wodociągowej. Kto miałby stać za monopolistycznymi praktykami? Związek Samorządów Polskich (ZSP) wskazuje palcem zarządy regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) i firmy uczestniczące w przetargach na odbiór nieczystości od mieszkańców. Przekonuje, że grupy te są w obecnym stanie prawnym uprzywilejowane. Niestety odbywa się to kosztem gmin, które ustawowo mają związane ręce przy wyborze instalacji, do których miałyby trafiać zebrane od mieszkańców odpady. Muszą przekazywać je do RIPOK-ów, które w wojewódzkich planach gospodarki odpadami (WPGO) wskazuje marszałek. A to wyklucza konkurencję na zasadach rynkowych.

Stanowisko UOKiK z 29 marca 2018 r.

UOKiK na bieżąco monitoruje rynek gospodarowania odpadami komunalnymi, znamy sytuację na nim panującą i reagujemy w przypadku stwierdzonych nieprawidłowości. Odpowiedź do Związku Samorządów Polskich wysłaliśmy 14 marca. Informacje przekazane przez Związek nie dają podstaw do podjęcia działań przez urząd. Z naszych obserwacji oraz otrzymanego pisma nie wynika, że pomiędzy RIPOK-ami doszło do zmowy cenowej.

Niezależnie od spraw poruszonych przez Związek Samorządów Polskich UOKiK będzie wszczynał postępowanie wyjaśniające w sprawie praktyk dotyczących gospodarowania odpadami w zachodniej Polsce. Będziemy tam również badać działania regionalnej instalacji. Wszczęcie postępowania to efekt naszej obserwacji rynku, o którym wspomniałem na wstępie.

Maciej Chmielowski, biuro prasowe UOKiK

Samorządowcy podkreślają też, że obecny system prowadzi do jeszcze innych patologii. W WPGO marszałkowie ustalają bowiem maksymalne ilości odpadów, które mogą być przetwarzane przez poszczególne instalacje. Rzecz w tym, że szacunki te często nijak mają się do rzeczywistego wolumenu śmieci w poszczególnych regionach, w wielu jest ich dużo więcej. Efekt jest taki, że RIPOK-i mogą dowolnie podnosić poziom cen. Surowca im nie zabraknie, gdyż i tak trafią do nich odpady z danego regionu, których jest po prostu więcej.

ZSP mówi wprost (a podobne zdanie mają też niezrzeszone w tym związku samorządy), że wolnorynkowy mechanizm samoregulacji zawiódł i konieczna jest jego jak najszybsza reforma schemat , bo koszty tej dysfunkcji muszą ponosić teraz mieszkańcy. A to, zwłaszcza w roku wyborczym, jest dla włodarzy wyjątkowo niekomfortowe – tak się złożyło, że właśnie teraz gminy notują nawet kilkukrotny wzrost cen przy przetargach na odbieranie i zagospodarowanie odpadów. Tego, że z cen nie da się zejść i niezbędne są podwyżki stawek dla gospodarstw domowych, wielu rozjuszonych wzrostem stawek mieszkańców już niekoniecznie rozumie.

Co zdaniem ZSP wymaga natychmiastowej zmiany

Niezbędne jest:

● Ustawowe uszczegółowienie kalkulacji kosztowej, definiujące koszty uzasadnione oraz godziwy zysk

● Powołanie regulatora (na wzór np. URE czy Wód Polskich), który będzie kontrolował rynek gospodarki odpadowej i zatwierdzał taryfy (ceny usług)

● Uelastycznienie zasad dostarczania odpadów do regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) – odejście od odgórnego przypisania gmin do RIPOK-u

● Precyzyjnie określenie warunków tworzenia nowych RIPOK-ów

Podwyżki nie do uniknięcia?

Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, uważa jednak, że ZSP koncentruje się na jednym i to wcale nie najważniejszym zagadnieniu, czyli rosnących kosztach zagospodarowania odpadów w RIPOK-ach. Jego zdaniem jest to jednak nieunikniony trend. Jest bowiem pochodną m.in. radykalnie wzrastających opłat marszałkowskich za składowanie odpadów i kosztów ogólnozakładowych i osobowych związanych chociażby z rosnącą płacą minimalną. Ekspert podkreśla też, że na całej branży dotkliwie odbija się również spadek cen surowców wtórnych, które nie cieszą się już taką popularnością, jak zakładano. Efekt? Prognozowane z ich sprzedaży zyski są dużo mniejsze. – Do tego dochodzą też koszty eksploatacji i koniecznej modernizacji instalacji do segregowania odpadów, kompostowni i innych niezbędnych urządzeń przetwórczych oraz zaplecza magazynowego i socjalnego. Muszą one być finansowane z opłat za gospodarowanie odpadami, jakie mieszkańcy wnoszą do gminnej kasy– mówi Matlak.

Włodarze skarżą do UOKiK

Na słowach i apelach samorządów w stosunku do firm zajmujących się odpadami jednak się nie kończy. Związek Samorządów Polskich złożył bowiem do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zawiadomienie o podejrzeniu zmowy cenowej na rynku zagospodarowania odpadów komunalnych. Zdaniem Roberta Perkowskiego, burmistrza Ząbek i prezesa ZSP, obowiązujący od 2013 r. system doprowadził do monopolizacji rynku. A w efekcie do drastycznego wzrostu cen, „który trudno uzasadnić jakimkolwiek obiektywnym czynnikiem mającym wpływ na tak daleko idący wzrost kosztów przez przedsiębiorców”.

Tygodnik GP 30.03.2018

Tygodnik GP 30.03.2018

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Co ciekawe, nie tylko samorządowcy z ZSP zwrócili się do UOKiK z wątpliwościami dotyczącymi kosztów, jakie muszą ponosić w związku ze śmieciami. Na wniosek 13 gmin z powiatów gnieźnieńskiego i wrzesińskiego urząd sprawdzi, czy gminy te nie przepłacają za śmieci niesegregowane. Samorządowcy zdecydowali się na ten krok po tym, jak Zakład Zagospodarowania Odpadów w Lulkowie od nowego roku prawie o 30 proc. podniósł ceny za te odpady (z 264,60 zł do 340,20 zł brutto za tonę). Przy czym gminy nie negują samej podwyżki, jednak powinna ona ich zdaniem być o połowę mniejsza.

Inicjatywie ZSP przyklaskują też inni samorządowcy. Zdaniem Marty Smal-Chudzik, dyrektor wydziału ochrony środowiska Urzędu Miasta Lublin, obowiązujące przepisy nie pozwalają gminom skutecznie ingerować w ustalanie opłat za zagospodarowanie odpadów. Wtóruje jej Agnieszka Skupień, rzecznik prasowy UM Rybnik. – Gminy mogą jedynie głośno mówić o problemie, monitować i życzyć sobie, aby ustawodawca wysłuchał tego, co mają do powiedzenia. – mówi. I zaznacza, że sytuacja na rynku odpadowym jest nierówna, bo to RIPOK-i de facto kształtują poziom cen. – Ostatnie drastyczne i nie do końca moim zdaniem uzasadnione zmiany w wysokości opłat środowiskowych ramka doprowadziły do tego, że RIPOK-i mają idealny pretekst, by stosować maksymalne stawki dla kalkulacji zagospodarowania odpadów – mówi Agnieszka Skupień.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA>>