Nieoficjalne informacje dotyczące zamierzeń prezydenta pojawiły się wczoraj podczas burzliwych obrad Sejmu dotyczących m.in. wprowadzenia opłaty drogowej czy zmian w sądach i KRS. Jako pierwszy poinformował o tym serwis 300polityka.

Naszej redakcji udało się nieoficjalnie potwierdzić te doniesienia w otoczeniu prezydenta. – Dokumenty w tej sprawie są już przygotowane, czekają tylko na podpis prezydenta – usłyszeliśmy. Inne źródło komentowało sprawę ostrożnie. – Przygotowane papiery to tylko rekomendacja dla prezydenta. Ostatecznie on sam podejmie decyzję. Ale wszystko wskazuje na to, że weto będzie – twierdzi nasz drugi rozmówca.

Formalnie Andrzej Duda miał czas do piątku na podjęcie decyzji, co dalej zrobić z przedłożoną ustawą.

Zgodnie z art. 122 konstytucji głowa państwa ma trzy opcje do wyboru: podpisać ustawę, skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego lub przekazać Sejmowi do ponownego rozpatrzenia (ta ostatnia czynność nazywana jest popularnie wetem).

Weto szykowanych przez rząd przepisów o RIO to zdecydowany ruch ze strony prezydenta. I to co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze, jest to pierwsze weto Andrzeja Dudy w tej kadencji Sejmu. A to może znacząco wpłynąć na jego relacje z kierownictwem PiS, zwłaszcza z Jarosławem Kaczyńskim. Tym bardziej że informacja wyciekła z pałacu wczoraj, gdy PiS miał spore kłopoty w Sejmie (w partii pojawił się rozłam w sprawie kluczowego projektu wprowadzającego opłatę drogową).

Po drugie, zawetowanie ustawy to nawet więcej niż to, o co niedawno głowę państwa prosiły samorządy. Te wnioskowały wszelkimi możliwymi sposobami, by Pałac Prezydencki przynajmniej skierował ustawę do TK. – W naszym piśmie do prezydenta stwierdzaliśmy, że projektowane przepisy są wprost niezgodne z konstytucją, ale nie chcąc stawiać głowy państwa w jakimś przymusie, sugerowaliśmy łagodniejsze wyjście. Zawetowanie ustawy byłoby dla nas najlepszą informacją – powiedział Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.

Po trzecie, weto prezydenta jest potencjalnie kolejnym dowodem na to, że sfera samorządowa to obszar, w którym Andrzej Duda chce istotnie zaznaczyć swoją niezależność. I wykazać, że nie jest wyłącznie „notariuszem dobrej zmiany”. Wystarczy wspomnieć, że jeszcze niedawno storpedował sztandarowy projekt PiS, który zakładał wprowadzenie zasady dwukadencyjności dla wójtów, burmistrzów oraz prezydentów miast – i to z mocą wsteczną. Po sprzeciwie prezydenta Jarosław Kaczyński wycofał się z tego pomysłu.

Kogo mogą kontrolować RIO

Kogo mogą kontrolować RIO

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zdaniem ekspertów Andrzej Duda będzie coraz częściej zaskakiwał. – Prezydent jest jedyną osobą w państwie, której Jarosław Kaczyński w tej chwili naprawdę nic nie jest w stanie zrobić. Co najwyżej może mu nie przyznać pieniędzy na kolejną kampanię prezydencką. Ale sam Andrzej Duda zyskał ogromny straszak na Kaczyńskiego, bo na razie to on jest jedynym realnym kontrkandydatem dla ewentualnej kandydatury Donalda Tuska w wyborach prezydenckich – przypomina Jarosław Flis, politolog z UJ.

Wczoraj posłowie PiS twardo wzbraniali się przed oficjalnym komentowaniem doniesień płynących z Pałacu Prezydenckiego. Jednocześnie nie kryli zaskoczenia nimi. – To jedna z kluczowych regulacji mających na celu walkę z niekontrolowanym zadłużaniem się samorządów – przyznał wczoraj po południu w rozmowie z DGP jeden z polityków PiS.

Chwilę później przewodniczący sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej Andrzej Maciejewski (Kukiz’15) komentował sprawę dość wstrzemięźliwie. – Poczekajmy na oficjalny komunikat z Kancelarii Prezydenta. Jeśli prezydent to zawetuje, trudno będzie przegłosować projekt w Sejmie – zauważył poseł. Posłowie musieliby uzbierać większość trzech piątych, by odrzucić weto. Na to jednak nie ma zbyt dużych szans.

Przypomnijmy: nowelizacja ustawy o RIO (po uchwaleniu wpłynęła do Kancelarii Prezydenta 23 czerwca br.) dotyczy zwiększonego zakresu kontroli w samorządach. RIO miałyby badać długi zaciągane przez lokalne władze, np. pod nowe inwestycje, nie tylko pod kątem legalności, lecz także gospodarności. Drugi aspekt to roszady personalne, które czekałyby RIO po wejściu ustawy w życie. Prezesi izb nie byliby wybierani w drodze konkursów, lecz wskazywani przez premiera na wniosek szefa MSWiA. To oznaczało, że kadencje obecnych prezesów i ich zastępców wygasłyby z mocy prawa.

Samorządy przestrzegały, że takie regulacje zmienią RIO w „polityczną policję PiS”. Same RIO miały wątpliwości, czy uda im się prowadzić kontrole w szerszym zakresie, gdy brakuje im ludzi. W ub.r. średnie zatrudnienie w regionalnych izbach obrachunkowych wynosiło 1274 osoby, a przeciętne wynagrodzenie inspektorów wydziałów kontroli gospodarki finansowej – 4390 zł.