17 dni – tyle czasu samorządy mają na przekonanie prezydenta, by nie podpisywał z automatu kontrowersyjnego projektu, który rozszerza uprawnienia regionalnych izb obrachunkowych (zajmują się one m.in. kontrolowaniem finansów gmin).

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Ustawa wpłynęła do nas 23 czerwca, a więc termin na podjęcie decyzji upływa 14 lipca – informuje nas biuro prasowe Kancelarii Prezydenta RP. Zgodnie z art. 122 ust. 2 konstytucji Andrzej Duda ma trzy tygodnie na podpisanie ustawy, skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego lub przekazanie Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Którą drogę wybierze? Oficjalnie tego nie wiadomo, ale nasze źródła zbliżone do Pałacu Prezydenckiego twierdzą, że prezydent może zaskoczyć. – Niedawno otwarcie storpedował pomysł Jarosława Kaczyńskiego na wprowadzenie w samorządach zasady dwóch kadencji z mocą wsteczną – przypomina nasz rozmówca.

Ale łatwo nie będzie. Presja ze strony kierownictwa PiS jest olbrzymia. Projekt w obecnym kształcie popiera m.in. premier Beata Szydło i jej zastępca Mateusz Morawiecki.

Wymiana na swoich

Zdaniem lokalnych władz projekt zmian narusza art. 171 konstytucji, zgodnie z którym działalność samorządów podlega nadzorowi z punktu widzenia legalności.

Tymczasem planowana nowelizacja zakłada, że RIO będą mogły badać długi zaciągane przez lokalne władze nie tylko pod kątem legalności, lecz także gospodarności.

Do tego dojdą roszady personalne. Prezesi izb nie będą już wybierani w drodze konkursów, lecz na wniosek szefa MSWiA wskaże ich premier. To też oznacza, że kadencje obecnych prezesów i ich zastępców wygasną z mocy prawa.

Radna województwa lubelskiego Bożena Lisowska (PO) przekonuje, że siła rażenia nowej ustawy będzie dużo większa niż forsowana niedawno idea dwukadencyjności. – Wystarczy, że samorząd przeznaczy kilka tysięcy złotych na obchody jakiegoś święta czy na wydarzenie kulturalne, które przez RIO, w sposób uznaniowy, zostaną ocenione jako wydatek niecelowy. Wtedy sprawa zostanie skierowana do premiera, który może wszcząć procedurę odwołania wójta czy burmistrza w trybie natychmiastowej wykonalności – przekonuje Lisowska.

Szybkie odwołanie

Czy taki scenariusz jest realny? Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym (Dz.U. z 2016 r. poz. 446 ze zm.), jeżeli wójt regularnie narusza przepisy, wojewoda wzywa go do zaprzestania tych działań. A jeśli to nie skutkuje, występuje z wnioskiem do premiera o odwołanie wójta. Podobnie sprawa wygląda przy wprowadzaniu zarządu komisarycznego w gminie, która popadła w tarapaty finansowe. Przy czym od rozstrzygnięć nadzorczych szefa rządu przysługuje skarga do sądu administracyjnego. To oznacza, że do czasu wydania prawomocnego wyroku władze lokalne mogą nadal pełnić swoje funkcje.

W myśl nowej ustawy premier będzie mógł nadać swoim rozstrzygnięciom rygor natychmiastowej wykonalności. – To oznacza, że organ wykonawczy zostanie zmuszony do opuszczenia stanowiska na okres postępowania przygotowawczego, a odwołanie od takiej decyzji będzie w praktyce niemożliwe z powodu braku dostępu do podstawowych dokumentów – uważa Lisowska.

RIO tłumaczą, że rygor natychmiastowej wykonalności dotyczy przypadków, gdy np. nie ma możliwości uchwalenia wieloletniej prognozy finansowej lub budżetu gminy. Albo gdy izba nie wyda pozytywnej opinii o programie naprawczym przedłożonym lub gdy co najmniej jeden z organów gminy nie wykonuje zadań publicznych przez minimum pół roku.

W ocenie Grażyny Wróblewskiej, przewodniczącej Krajowej Rady RIO, scenariusz rysowany przez radną Lisowską jest przejaskrawiony. Co nie oznacza, że niemożliwy. – Z przepisów nie wynika, aby każdy stwierdzony przypadek niegospodarności był podstawą do występowania z wnioskami o wdrożenie procedury odwołania wójta czy wprowadzenia zarządu komisarycznego – przekonuje Wróblewska.

Lisowska odbija piłeczkę. – Są dwa przypadki, które mogą być nadużywane przez RIO. Pierwszy, gdy organ wykonawczy samorządu opracuje program naprawczy (w dodatku pozytywnie zaopiniowany przez radnych), ale izba w sposób uznaniowy wyda opinię negatywną. Drugi, gdy RIO uzna, że jeden z organów gminy nie wykonuje jakiegoś zadania publicznego przez pół roku. To ogólnikowe określenie. Przecież wiemy, że rząd zleca dodatkowe zadania samorządom, za którymi nie idą pieniądze – przekonuje Bożena Lisowska. Jej zdaniem taki zarzut wobec samorządu może być nadużywany.