statystyki

Urzędnicy mogą krytykować władzę i zmiany w prawie

autor: Artur Radwan14.06.2018, 08:00; Aktualizacja: 14.06.2018, 08:39
Sąd podkreślił, że każdy ma prawo komentować działania polityków, a tym bardziej idące za ich decyzjami zagadnienia prawne

Sąd podkreślił, że każdy ma prawo komentować działania polityków, a tym bardziej idące za ich decyzjami zagadnienia prawneźródło: ShutterStock

Pracownicy administracji państwowej, którzy opublikowali krytyczny artykuł dotyczący propozycji nowych rozwiązań prawnych, nie powinni zostać ukarani w postępowaniu dyscyplinarnym. Tak orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie, którego rozstrzygnięcie jest ostateczne.

Sprawa dotyczyła ekspertów zatrudnionych w urzędzie patentowym, którzy napisali w listopadzie 2016 r. dla DGP artykuł pt. „Nadchodząca demolka w przepisach patentowych”. Jak sami podkreślają, zrobili to z troski o dobro wspólne. Po publikacji wobec wszystkich zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne. Komisja oczyściła ich z zarzutów, poza jednym: naruszenia wymogu „godnego zachowania się” eksperta. Prezesowi urzędu nie spodobało się przyrównanie eksponowanych przedstawicieli władz do bohaterów powieści o Nikodemie Dyzmie i nazwanie osób im doradzających „znachorami”. Zainteresowani postanowili odwołać się do komisji wyższej, która nie oczyściła ich całkowicie z zarzutów. Dwie osoby postanowiły więc walczyć o to przed sądem. Postępowanie zostało wszczęte na podstawie art. 125 ust. 1 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. 2017 poz. 1889, ze zm.), w związku z art. 273 ust. 5 ustawy z 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej (t.j. Dz.U. 2017 poz. 776). Wczoraj Sąd Apelacyjny zmienił rozstrzygnięcia wyższej komisji dyscyplinarnej i całkowicie uniewinnił autorów tekstu.

Magdalena Tymińska, przewodnicząca składu orzekającego, uznała, że autorzy artykułu wyrażali w nim swoje stanowisko jako osoby fizyczne, a nie eksperci urzędu. Nie mniej jednak zaznaczyła, że mogli napisać, jakie pełnią funkcje, bo w innej sytuacji artykuł nie byłby ciekawy i ważny dla czytelników. Zaznaczyła też, że określenie „znachorów” nie odnosiło się z imienia i nazwiska do konkretnych osób, tylko ogólnie do doradców. Natomiast przywołanie w artykule ówczesnej premier Beaty Szydło i wicepremiera Matusza Morawieckiego było działaniem w granicach wolności słowa. Tego typu publikacja była zgodna z art. 54 konstytucji. Zgodnie bowiem z tym przepisem każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.


Pozostało jeszcze 40% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny