Rozliczanie kosztów wcześniejszej spłaty kredytu konsumenckiego to jeden z największych nierozwiązanych wciąż problemów na rynku pożyczkowym. Świadczą o tym choćby liczne skargi w tej sprawie, którymi od lat zasypywani są Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta czy rzecznik finansowy. Przyczyną sporów między firmami pożyczkowymi a ich klientami jest niejasny przepis ustawy o kredycie konsumenckim (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1528) dotyczący obniżenia całkowitego kosztu zadłużenia w przypadku jego przedterminowej spłaty. Regulacja mówi bowiem tylko tyle, że klient ma prawo otrzymać zwrot kosztów, „które dotyczą okresu, o który skrócono czas obowiązywania umowy”, nawet jeśli poniósł je przed tą spłatą.

Niekorzystna praktyka

Większość banków i instytucji pożyczkowych przyjęło interpretację, że muszą proporcjonalnie oddawać jedynie odsetki, ubezpieczenie i inne koszty uzależnione od czasu trwania umowy, ale już nie opłaty jednorazowe za uruchomienie kredytu – prowizje, opłaty przygotowawcze, rejestracyjne, administracyjne itp. Stało za tym przekonanie, że obie kategorie kosztów mają inny charakter: te pierwsze stanowią wynagrodzenie za korzystanie z pieniędzy pożyczkodawcy, a te drugie stanowią opłatę za samą usługę udzielenia kredytu, w której mieści się m.in. pensja konsultanta, rachunek za przygotowanie umowy czy wynajęcie biura.

– W praktyce czym wyższa pobrana kwota prowizji, tym niższa skłonność do jej proporcjonalnego obniżenia przy wcześniejszej spłacie. Rzadziej dotyczy to instytucji pożyczkowych działających w internecie, bo średnia rynkowa prowizja w ich przypadku to 180 zł, a więc ewentualny spór dotyczyłby przysłowiowych kilku złotych. Przy prowizjach idących w tysiące złotych, charakterystycznych dla kredytów bankowych, sprawy często kończą się w sądach – tłumaczy Jarosław Ryba, szef Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych.

Kwestia przedterminowych spłat bywa szczególnie kłopotliwa w przypadku chwilówek. – Na przykład gdy klient spłaca 60-dniową pożyczkę na dwa dni przed terminem, to dla firmy koszt rozliczenia opłat, wykonania przelewu itd. ostatecznie przekracza wartość zwracanych pieniędzy – dodaje Jarosław Ryba.

Interwencja urzędów

Na niekorzystną dla konsumentów praktykę rynkową usiłowały wpłynąć urząd antymonopolowy i rzecznik finansowy. W 2016 r. wydały one wspólną interpretację spornego przepisu ustawy o kredycie konsumenckim, w której wyraźnie stwierdziły, że zwrot odnosi się do wszystkich kosztów, niezależnie od ich charakteru oraz tego, kiedy faktycznie zostały poniesione one przez pożyczkobiorcę. W przypadku wcześniejszej spłaty zadłużenia instytucja kredytowa powinna zatem proporcjonalnie obniżyć pobrane już opłaty, a następnie oddać klientom ich należną część.

UOKiK i rzecznik finansowy przekonywały, że dzielenie kosztów na zmienne, których wysokość została rozłożona w czasie (czyli uzależnione od okresu trwania umowy), oraz stałe nie ma sensu. Ich zdaniem wszystkie one mieszczą się w worku całkowitego kosztu pożyczki, które konsument musi udźwignąć w związku z zawarciem umowy kredytowej. Co więcej, urzędy ostrzegały, że gdyby przyjąć interpretację branży pożyczkowej, to droga do obchodzenia ustawy otworzyłaby się szeroko. Zamiast pobierać odpowiednie odsetki, których obniżenie przy przedterminowej spłacie nie budzi wątpliwości, firmy zaczęłyby mnożyć i windować prowizje i opłaty wstępne jako formę ukrytego wynagrodzenia dodatkowego.

Niepewność rynku

Jednak zdaniem niektórych ekspertów takim tłumaczeniem urzędy pośrednio przyznają się tylko do swojej bezradności. A brak jasnych i jednolitych zasad rozliczania opłat w przypadku wcześniejszej spłaty pogłębia tylko niepewność na rynku. – Trzeba patrzeć przedsiębiorcom pożyczkowym na ręce, ale też nie sposób odmówić im racji, że muszą ponosić określone koszty stałe, związane z faktem udzielania kredytu – za przygotowanie umowy, wynajęcie biura itd. Jeśli mieliby zwracać ich część klientowi, to pytanie, kto miałby je pokryć? I czy nie grozi to obciążaniem jednej grupy konsumentów kosztami wygenerowanymi przez inną grupę? – zastanawia się Bernadeta Kasztelan-Świetlik, partner w Kancelarii Gessel i była wiceprezes pionu konkurencji UOKiK.

Sądy nie przyjęły zresztą stanowiska urzędu antymonopolowego bezkrytycznie, w efekcie czego orzecznictwo poszło w różnych kierunkach. Eksperci przewidywali więc, że jest tylko kwestią czasu, kiedy ten spór interpretacyjny trafi do trybunału w Luksemburgu. I mieli rację: niedawno pytanie prejudycjalne w sprawie interpretacji unijnej dyrektywy dotyczącej umów o kredyt konsumencki (2008/48/WE) skierował Sąd Rejonowy Lublin-Wschód na tle sporu banku z firmą specjalizującą się w odzyskiwaniu prowizji i opłat (sygn. akt C-383/18). – Moim zdaniem UOKiK, nakazując zwrot wszystkich kosztów kredytu – łącznie z tzw. kosztami utopionymi – poszedł chyba zbyt daleko. Dyrektywa europejska mówi bowiem tylko o proporcjonalnym zwrocie odsetek oraz kosztów przypadających na pozostały okres obowiązywania umowy. Wydaje się zatem, że zasada ta nie odnosi się do opłat „jednorazowych” za udzielenie pożyczki. Ale o tym rozstrzygnie TSUE – przekonuje mec. Kasztelan-Świetlik.

Wyrok TSUE jest o tyle potrzebny, że wiele firm udzielających pożyczek przez internet działa w wielu krajach Unii. – Najważniejsze jest ustalenie jednolitej dla wszystkich państw członkowskich interpretacji przepisów dyrektywy, a potem pilnowanie, czy są one przestrzegane. Zbyt duże różnice w sposobie implementacji dyrektywy mogą kreować różnice w warunkach konkurowania, a to może utrudniać budowanie unijnego rynku wewnętrznego – dodaje była wiceszefowa UOKiK.