W ostatnich dniach gruchnęła wiadomość, że wniosek o otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego złożyła Marka SA – firma pożyczkowa prężnie działająca na terenie Białegostoku i okolic. Jako jeden z powodów tego, że biznes nie idzie, akcjonariusze Marki wymieniają to, że mniej osób chce zaciągać pożyczki krótkoterminowe. Wynikać to ma ich zdaniem przede wszystkim z „dodatkowych rządowych transferów socjalnych, które pojawiły się w wielodzietnych gospodarstwach domowych” (Rodzina 500+).

W raporcie rocznym spółki za 2015 r. w pozycji „zobowiązania długoterminowe z tytułu emisji dłużnych papierów wartościowych” wpisano kwotę 7 mln zł. Jej zobowiązania krótkoterminowe to już blisko 14 mln zł. Okazuje się, że Marka SA finansowała swoją działalność z obligacji oferowanych inwestorom indywidualnym. Kusiła ich 9,5-proc. oprocentowaniem, a inwestycję przedstawiać miała jako pewną i całkowicie bezpieczną. Obecnie jednak, jak informuje sama firma, wypłata odsetek od obligacji się opóźnia.

„Opóźnienie ma związek ze złożonym przez spółkę wnioskiem o otwarcie przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego” – czytamy w raporcie sporządzonym 12 stycznia 2017 r. Jeżeli firma upadnie, najprawdopodobniej przepadną także pieniądze ludzi, którzy kupili jej obligacje.

Co ciekawe, pomysł na pozyskanie kapitału przez Markę opisywaliśmy na łamach DGP już w lutym 2015 r. (DGP nr 32/2015, „Firmy pożyczkowe oferują obligacje. Podwyższonego ryzyka”). Pisaliśmy wówczas, że potencjalnie duże zyski obarczone są wysokim ryzykiem. Ale prezes spółki Jarosław Konopka odpierał ten argument i przekonywał, że nie ma żadnego ryzyka.

– Nikomu nie życzę źle, ale ludzie sami sobie są winni. Jeśli ktoś wierzy w oprocentowanie kilkakrotnie wyższe niż standardowe, ponosi ryzyko. Nie ma darmowych obiadów – komentuje prezes jednej z firm pożyczkowych. Jego zdaniem problemy Marki to dopiero początkek. Wiele firm znajduje się w równie trudnej co ona sytuacji. A to nie wróży niczego dobrego osobom, które zainwestowały w nie setki milionów złotych.