Wiatraki rosną w Polsce jak grzyby po deszczu – ubiegły rok był pod tym względem wyjątkowo dobry. Jednak im więcej takich inwestycji, tym więcej protestów środowisk lokalnych i sporów. Jutro Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie wyda wyrok w sprawie skargi trzech firm budujących farmy wiatrowe: Korsz Wind Farm, Long Wind Polska oraz Gamesa Energia na uchwałę sejmiku województwa warmińsko-mazurskiego z maja 2015 r. Zgodnie z zapisami wojewódzkiego planu zagospodarowania przestrzennego wiatraki nie mogłyby powstawać bliżej niż 2 km od zabudowy mieszkaniowej (istniejącej i wyznaczonej w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego).

To dla branży znaczne ograniczenie – Polska jest krajem nieźle zurbanizowanym, a jeśli dodać do tego tereny chronione (np. Natura 2000), możliwości lokalizacyjne gwałtownie się kurczą. Skarżący zwracali również uwagę, że określanie planu zagospodarowania przestrzennego dotyczącego inwestycji z branży energetyki wiatrowej należy do kompetencji gmin, a nie sejmiku, w związku z tym – jak podkreślali – samorząd wojewódzki wszedł w kompetencje lokalnych samorządów.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Rzeczywiście, dzisiejsze przepisy dają w tym względzie swobodę gminom. Mówi o tym m.in. ustawa z 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (Dz.U. z 2013 r. poz. 1235 ze zm.). Ocenie podlega konkretna instalacja i jej wpływ na środowisko w konkretnej lokalizacji.

Podobne uregulowania obowiązują w większości krajów europejskich – nie ma tam jednoznacznych przepisów ogólnokrajowych mówiących o minimalnej odległości turbiny wiatrowej od zabudowań. Może być to uzależnione np. od wielkości turbiny – w Danii odległość od zabudowań nie może być mniejsza niż czterokrotna wysokość turbiny. W Wielkiej Brytanii odległości uzależnione są od regionu (ale i decyzji władz lokalnych) – w Szkocji odległość od zabudowań to 2 km, ale w Walii już tylko 500 m. W Niemczech lokalizacja uzależniona jest od spełnienia norm poziomu hałasu wytwarzanego przez turbinę.

W Polsce do pomysłu uregulowania kwestii lokalizacji na poziomie ogólnokrajowym wrócił właśnie rzecznik praw obywatelskich. W liście do ministra środowiska z 3 lutego 2016 r. wskazał na „potrzebę podjęcia inicjatywy legislacyjnej, w wyniku której sytuowanie elektrowni wiatrowych w środowisku naturalnym ograniczy napięcia i konflikty społeczne”. Nieco wcześniej – 10 grudnia – z dezyderatem do rządu zawierającym podobny postulat wystąpiła sejmowa komisja rolnictwa i rozwoju wsi.

Te apele padają na podatny grunt. Posłowie PiS zamierzają powtórzyć swój projekt z poprzedniej kadencji parlamentu, który przewidywałby lokalizację dla turbin wiatrowych nie bliżej niż 3 km od zabudowań. Chodzi o projekt z 30 lipca 2012 r. o zmianie ustawy – Prawo budowlane i ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (druk nr 758). Wnioskodawcy proponowali wówczas m.in. dodanie punktu 3 do art. 7 ust. 2 ustawy, w świetle którego minister właściwy do spraw ochrony środowiska, uzyskując obowiązek wydawania rozporządzenia określającego warunki techniczne dla obiektu budowlanego stanowiącego elektrownię wiatrową o mocy ponad 500 kW, powinien je określić z uwzględnieniem: 3-kilometrowej strefy ochronnej od zabudowań mieszkalnych i terenów leśnych.

– Takie są i teraz główne założenia projektu, chociaż oczywiście możliwa jest dyskusja – usłyszeliśmy w PiS.

W grudniu poseł PiS Marek Zagórski zwrócił się do ministra środowiska z wnioskiem o rozważenie możliwości wydania zalecenia regionalnym dyrekcjom ochrony środowiska o wstrzymaniu wydawania decyzji środowiskowych zezwalających na lokowanie farm wiatrowych w odległości mniejszej niż 3 km od budynków mieszkalnych (interpelacja K8INT60). Resort odpowiedział, że uprawnień takich nie ma, ale „zamierza podjąć kroki legislacyjne w celu unormowania przedmiotowego zagadnienia w sposób określający minimalną odległość lokalizacji elektrowni wiatrowych od zabudowań”.

Według naszych informacji trwają rozważania, w jaki sposób procedowane byłyby nowe przepisy. Okazją do ich wprowadzenia mogłaby być zapowiedziana na połowę roku nowelizacja ustawy o OZE.