Wniosek taki byłby jednak wysoce mylący, bowiem tekst stanowi jedynie (notabene dość niewybredną) krytykę autorów sporządzonych opinii prawnych dotyczących projektowanych zmian w funkcjonowaniu OFE oraz samych opinii. Należy przy tym podkreślić, że słowo „krytyka” rozumiane jako „obiektywna ocena” jest tu nieadekwatne. Jest to raczej dość niewyszukany, niegodny pozycji sędziego, atak na autorów opinii, z niezrozumiałych względów utrzymany zresztą w histerycznym tonie.

Jako obiekt swych ataków były prezes Trybunału Konstytucyjnego wybrał wyłącznie tych autorów opinii, którzy projektowane zmiany uznali za dopuszczalne i zgodne z konstytucją, często zresztą opatrując swe tezy dodatkowymi zastrzeżeniami i warunkami. W tym kontekście nie jest jasne, dlaczego Stępień pominął – być może nie zapoznał się – jeszcze jedną opinię, mianowicie opinię sporządzoną przez prof. Marka Chmaja – tezy tej opinii są również nie po myśli autora artykułu. Stępień nie odniósł się także do innych publicznie dostępnych opinii, prezentowanych w ramach konsultacji społecznych projektu, chociażby opinii Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych i nie poddał ich równie „wnikliwej” analizie. Już sam ten fakt eliminuje tekst autora artykułu – mający dotyczyć doniosłej kwestii prawnej – z poważnej dyskusji merytorycznej. Autor – magister prawa – próbuje przybrać pozę recenzenta opinii profesorskich, przy czym sposób, w jaki to czyni, nie pozwala traktować jego wystąpienia poważnie. Pisze przy tym o „reliktach rozumowania paternalistycznego, charakterystycznego dla „władzy ludowej”. Jednak: „Ręce precz od OFE!!!” – niczym z bolszewickiej gazetki ściennej – zdają się grzmieć zjadliwe frazy dość rozwlekłego poza tym tekstu, z którego możemy dowiedzieć się, co autorowi opada, gdy czyta wybraną przez siebie opinię prawną.

Niezależnie od tych uwag „metodologicznych”: Stępień pisze o wszystkim – niestety poza samym problemem: „Czyje są środki w OFE?”. Na to pytanie nie znajdziemy odpowiedzi w ponad siedmiostronicowym tekście, za to przeczytamy o „kompromitujących się profesorach” oraz o tym, czy w mniemaniu mgr. J. Stępnia dany autor – z reguły uniwersytecki profesor prawa albo docent – posiada, czy też nie kwalifikacje do wypowiadania się na temat projektowanych zmian w przepisach. Z aptekarską precyzją nowy superarbiter w sprawach OFE wylicza, że jeden z pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego jest prawnikiem, a nie ekonomistą („autor nie jest ekonomistą, ale mimo to wdał się w rozważania” ekonomiczne), inny zaś wprawdzie jest prawnikiem, ale nie takiej specjalności, jakiej życzyłby sobie autor artykułu.

Autor właściwie nie wnosi do dyskusji własnych całościowych sądów w sprawach, które deklaruje tytuł artykułu. Jedynie z satysfakcją zestawia ze sobą wyrwane z kontekstu fragmenty opinii, stwierdzając, że są one np.: „materiałem dydaktycznym” dla aplikantów w celu pokazania skutków „niefrasobliwego przekraczania” granic profesjonalizmu. W tym obszarze artykułu niestety zabrakło konsekwentnego wykazania, że sam Stępień posiada tak pożądane przez niego kwalifikacje do zajmowania się tematem. Owa powściągliwość we wnoszeniu własnych wartości naukowych w kwestiach merytorycznych nie dziwi.

Gdy wypowiada się w sprawach zasadniczych, wykazuje niestety nieznajomość tematyki. Oto kilka przykładów wywodów prawnych.

Przedstawiona przez niego interpretacja znaczenia zmiany pojęcia „funduszu celowego” w ustawie z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, według której OFE miałyby być funduszami celowymi – przed dniem jej wejścia w życie – nawet formułowana przez aplikanta – zakończyłaby się oblaniem egzaminu. Sędzia Stępień – jak się wydaje – nie wie nawet, że zmiana ustawowego określenia „funduszy celowych” na „państwowe fundusze” nie ma nic wspólnego z OFE, a wynika z eliminacji funduszy celowych z systemu jednostek samorządu terytorialnego. Jak się wydaje, nie wie wobec tego również, że OFE nigdy nie był zaliczany ani do kategorii „funduszy celowych”, ani – tym bardziej więc – do kategorii „państwowych funduszy celowych”.

Co więcej, nie zgadza się z wyrażonym w jednej z opinii stwierdzeniem, że system OFE działa z woli państwa (ustawodawcy), choć zarazem w następnym zdaniu dodaje, że OFE „działają na podstawie ustawy”.

Na tych samych zasadach nie do zaakceptowania, jako również niezgodne z orzecznictwem, są m.in. wywody na temat składki do OFE określonej jako „dochody z mienia prywatnego”.

Nazywanie „całkowitym kuriozum” poglądu, według którego to, co proponuje rząd, to „zmiany daleko idące, niepowodujące jednak fundamentalnych przeobrażeń tego systemu”, jest co najmniej przesadne. Zmiany nie naruszyły przecież podstaw systemu emerytalnego, nie likwidują w szczególności II filara kapitałowego, OFE czy PTE – wówczas można by je uznać, tak jak np. na Węgrzech, za zmiany fundamentalne. Przy okazji – zwolennik OFE w dotychczasowej formule, prof. Stanisław Gomułka, stwierdził wręcz, że: „Przejęcie środków OFE to aspiryna, zmniejszy nieco ból głowy na krótką metę”.

Styl artykułu także nie licuje z zasadami prowadzenia dyskursu prawniczego ani szerzej – naukowego. Za jaskrawo nierzetelne i jednostronne można uznać odniesienie się tylko do niektórych, sformułowanych w przestrzeni publicznej wypowiedzi na temat reformy zasad funkcjonowania OFE. W zasadzie taki sposób odniesienia się do problemu zwalniałby z obowiązku ustosunkowania się do tekstu Stępnia. Na swój sposób można by nawet stwierdzić, że poziom argumentacji nie jest w stanie obrazić opiniodawców, a świadczy jedynie o autorze artykułu. Odrębną kwestią jest ocena, czy argumentacja tego rodzaju pomaga, czy raczej ośmiesza przeciwników reformy emerytalnej. Niemniej jednak wyrazić można zdecydowany sprzeciw wobec uzasadniania twierdzeń autorytetem Trybunału Konstytucyjnego (autor kilkukrotnie przypomina, że był jego sędzią), który uznać należy za wspólne dobro.

Elżbieta Chojna-Duch członek Rady Polityki Pieniężnej