Tak eksperci oceniają najnowszą propozycję Ministerstwa Rozwoju, która przewiduje bezterminowe płacenie niskich składek ubezpieczeniowych przez małych przedsiębiorców. Najniższa wpłata ma wynosić 32 zł. Skorzystają z niej ci, których miesięczny przychód nie przekroczy 200 zł. Składki będą rosły wraz z przychodem. Przykładowo, osiągający przychód od 800 do 1000 zł wpłaci do ZUS 160 zł. Dopiero od dwuipółkrotności płacy minimalnej (czyli 5 tys. zł) będą obowiązywać dotychczasowe zasady opłacania zryczałtowanych składek.

Prowadzący firmy mają powody do zadowolenia. Ci o najniższych przychodach każdego miesiąca na łącznych wpłatach do ZUS zaoszczędzą ok. 1000 zł. Jest i druga strona medalu. Jak podkreślają eksperci, sama składka emerytalna płacona przez takie osoby będzie symboliczna – przy przychodzie 200 zł będzie to 6,2 zł miesięcznie, przy przychodzie od 800 zł do 1000 zł – 31,2 zł.

– W świetle obowiązujących przepisów ubezpieczony dostaje na starość tyle, ile odprowadził do ZUS. Wyjątkiem jest emerytura minimalna. Gwarancję jej uzyskania ma ten, kto spełnia kryterium stażu (20 lub 25 lat). Nie ma zgody pracodawców, żeby osoby wpłacające przez całe życie – i bez żadnych ograniczeń – symboliczne składki zyskiwały uprawnienie do takiej emerytury – twierdzi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan, członek rady nadzorczej ZUS.

Podobnie mówi prof. Leokadia Oręziak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Autorzy tej propozycji nie biorą pod uwagę przyszłych wpływów do systemu ubezpieczeniowego. Nie ma żadnych wiarygodnych wyliczeń, z których wynikałoby, jakie będą wydatki na emerytury osób, które płacąc ZUS na nowych zasadach, zyskają w przyszłości prawo do świadczenia gwarantowanego przez państwo – ocenia. Andrzej Strębski, niezależny ekspert emerytalny, wskazuje, że propozycja resortu rozwoju jest sprzeczna z pomysłem Elżbiety Rafalskiej, minister rodziny. – Resort i ZUS chcą zlikwidować tzw. groszowe emerytury. A przecież z takimi świadczeniami będziemy mieć do czynienia, jeśli prowadzący firmę z jakiegoś powodu nie nabędzie prawa do emerytury minimalnej. O tym zagrożeniu też trzeba pamiętać – dodaje.

Resort rozwoju nie podziela tych obaw. Po pierwsze, jak twierdzi, ułatwienia dla przedsiębiorców spowodują wyjście części z nich z szarej strefy. Po drugie, zaczną w ogóle płacić ZUS. Po trzecie, będą robili to systematycznie. Efekt? Wyższe wpływy do ZUS, budżetu i rosnący PKB.

Ciemna strona nowych składek emerytalnych

Mali przedsiębiorcy będą mogli płacić tylko 32 zł na ubezpieczenie – bezterminowo. W zamian dostaną emeryturę minimalną. Za jej wypłatę zapłacą wszyscy podatnicy.

1 stycznia 2018 r. mają wejść w życie rewolucyjne zmiany dotyczące opłacania składek. Jak wyjaśniło DGP Ministerstwo Rozwoju, przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z trzech rodzajów ulg. Pierwsza z nich to „ulga na start”, która będzie zwalniać przez sześć miesięcy z obowiązkowego płacenia składek. Druga to dwuletni „mały ZUS” dla startujących firm (podstawę wymiaru preferencyjnych składek stanowi 30 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązującego w danym roku). Trzecią zaś ulgą będzie możliwość płacenia bezterminowo składek wyliczanych proporcjonalnie do swojego przychodu – do momentu przekroczenia progu 5 tys. zł. Resort potwierdza, że po zakończeniu „ulgi na start” przedsiębiorca będzie mógł korzystać z możliwości opłacania preferencyjnych składek.

Nowe zasady ubiegania się o minimalną emeryturę

Nowe zasady ubiegania się o minimalną emeryturę

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Zainteresowany będzie mógł wybrać najlepsze i najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie – tłumaczy Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan, członek rady nadzorczej ZUS.

Strona rządowa przekonuje, że zmiany są konieczne, ponieważ obecnie najwięcej przedsiębiorców rezygnuje z dalszego działania po 24 miesiącach, czyli w momencie, w którym tracą prawo do korzystania z preferencyjnych zasad podlegania ubezpieczeniu. Z szacunków resortu wynika, że uprawnionych do skorzystania z nowych rozwiązań będzie ok. 325 tys. firm, z których 187 tys. nie może obecnie skorzystać z preferencyjnej podstawy wymiaru. Oznacza to, że na niższe obciążenie może liczyć ponad 10 proc. osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą.

Wielkie rachunki

Jak będzie wyglądać nowa ulga? Najniższa stawka liczona od przychodu będzie wynosić 32 zł. Z takich preferencyjnych zasad skorzystają wyłącznie osoby, których przychód nie przekroczy 200 zł. Jeśli będzie to od 200,01 do 400 zł, składka wyniesie 64 zł, dla przedziału od 400,01 do 600 zł trzeba będzie zapłacić 96 zł, od 600,01 zł do 800 zł należność wyniesie 128 zł. Składki w wysokości 160 zł zapłacą ci przedsiębiorcy, których przychód będzie w granicach od 800,01 zł do 1000 zł.

Jak wyjaśnia Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), to rozwiązanie dla przedsiębiorców o nieregularnych lub bardzo niskich dochodach, którzy obecnie muszą płacić składki ZUS nawet w okresach, gdy nie osiągają przychodów. Wskazuje, że przyjęcie jako podstawy do wyliczenia składki przychodów, a nie dochodów, sprawia, że znaczna część przedsiębiorców nie będzie mogła skorzystać z nowego rozwiązania. Tak będzie np. w handlu, gdzie wysokim przychodom towarzyszą wysokie koszty.

– Przyjęcie przychodu jako podstawy obliczania składek faktycznie jest złym rozwiązaniem, ponieważ kryterium rentowności firmy jest dochód. I to on powinien być podstawą do płacenia składek. Co więcej, taka propozycja wręcz zachęca firmy do tego, żeby ograniczały rozwój. Jeśli ich przychód będzie coraz wyższy, to będą karane wyższymi daninami na rzecz ZUS – zauważa Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP, członek rady nadzorczej ZUS.

I to właśnie z tego powodu przedsiębiorcy są rozczarowani nowymi rozwiązaniami.

– Wiele osób liczyło, że faktycznie zostaną zmniejszone koszty prowadzenia firm. A tak naprawdę jest to oferta tylko dla mikrofirm – wyjaśnia DGP Dorota Wolicka, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Pułapka emerytalna

Osoby pragnące skorzystać z możliwości płacenia składek od przychodu muszą się także liczyć z tym, że ich stan konta emerytalnego może być dramatyczny. Z wyliczeń ZUS wynika, że właścicielka firmy (kobieta urodzona w 1958 r.), płacąca zryczałtowane składki, musiała podlegać obowiązkowemu ubezpieczeniu przez 27 lat, aby uzyskać emeryturę 1049,12 zł. Skoro więc obowiązkowa składka emerytalna dla przedsiębiorcy w 2017 r. wynosi 499,28 zł miesięcznie, a w przyszłości od kwoty 1000 zł składka wyniesie 160 zł, z czego na konto emerytalne trafi tylko 31,23 zł, to można założyć, że na takie samo świadczenie będzie trzeba pracować kilkanaście razy dłużej.

Nie lepiej wygląda to w przypadku przeliczenia kwoty składek niezbędnych do uzbierania jednej miesięcznej emerytury w wysokości tysiąca złotych. Obecnie są to niecałe trzy miesiące. W przyszłości może to być ponad 30 miesięcy.

– I takie oszczędności mogą okazać się groźne. Przed nami może być kolejna fala wypychania pracowników na samozatrudnienie. A w efekcie tego wpływy do ZUS spadną. Emerytury też – ostrzega Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek rady nadzorczej ZUS.

Oferta dla szarej strefy

Autorzy nowych rozwiązań mają nadzieję, że proponowana regulacja zachęci do podjęcia legalnej działalności osoby, które dotychczas pozostają w szarej strefie. Według szacunków GUS rozmiar tzw. działalności nieformalnej w 2013 r. wyniósł ok. 3,9 proc. PKB. Ministerstwo Rozwoju szacuje, że wpływy z podatków i składek każdego dodatkowego przedsiębiorcy, który skorzysta z nowych możliwości, wyniosą ok. 5600 zł rocznie.

– W praktyce może się to jednak okazać trudne. Wiele osób będzie się obawiać ujawnienia, bo nie będą pewne, czy nie przekroczą np. prognozowanego rocznego dochodu. A jeśli tak się stanie, będą musiały dopłacać składkę – podkreśla Dorota Wolicka.

Na pułapkę czekającą na osoby, które skuszą się na niskie składki, wskazuje także FOR. W ocenie ekspertów nowa regulacja będzie oznaczała, że w przypadku części przedsiębiorców niemal każda danina publiczna będzie liczona od innej podstawy. ZUS – od przychodu; Fundusz Pracy i NFZ – ryczałtowo, PIT – od dochodów.

– A to może spowodować, że bez księgowej mały przedsiębiorca nie da sobie rady. I jak przeliczy wszystkie wpływy i wydatki, to pozostanie tam, gdzie jest do tej pory, czyli w szarej strefie – zauważa Andrzej Strębski, niezależny ekspert emerytalny.