Zanim maszyny zniszczą ludzkość – jak w „Terminatorze” albo „Matrixie” – pozbawią nas zdobyczy państwa opiekuńczego. Zagrożone są nasze emerytury, renty, 500 plus, urlopy macierzyńskie. Chyba że rewolucja technologiczna pójdzie w parze z rewolucją podatkową.
Na początku roku świat obiegła informacja, że japońska firma ubezpieczeniowa Fukoku Mutual Life Insurance zamierza zwolnić 34 pracowników i zastąpić ich systemem sztucznej inteligencji. System miałby zajmować się wyceną szkód i obsługą wypłat odszkodowań. Firma nie ukrywała, że jej celem jest zwiększenie wydajności i oszczędności. Roczne wynagrodzenia pracowników to 140 mln jenów (1,2 mln dol.), zaś maszynom płacić nie trzeba. Chyba że za wypłatę uznać koszt utrzymania systemu, który rocznie miałby wynosić 15 mln jenów, czyli – z grubsza licząc – 10 razy mniej niż wynagrodzenia płacone ludziom.
Menedżerowie w FMLI zachowują się racjonalnie: skoro da się zmniejszyć koszty pracy i zwiększyć produktywność, to dlaczego tego nie zrobić. Tniemy koszty, optymalizujemy procesy, które pomagają zwiększyć wydajność, dzięki czemu proponujemy dobrą jakość za przystępną cenę. To budowanie przewagi konkurencyjnej. A, jak wiadomo, to konkurencyjność popycha sprawy do przodu w gospodarce, sprawia, że jest ona silna, bo więcej produkuje i sprzedaje, w efekcie – decyduje o bogactwie narodów.