Najlepsze na sprawdzianie szóstoklasisty okazały się dzieci z niepublicznych szkół. Jednak w ocenie szkoły istotna może się okazać odległość od domu albo dostatecznie duża klasa.
ikona lupy />
prof. Mirosław Handke, były minister edukacji w rządzie Jerzego Buzka / Dziennik Gazeta Prawna
Ranking szkół podstawowych sprawdzisz tutaj:
Placówki niepubliczne dominują wśród szkół podstawowych, które na teście szóstoklasisty miały najlepsze średnie wyniki – wynika z analizy przeprowadzonej przez DGP. To nie zaskoczenie – na każdym z kolejnych sprawdzianów średnia osiągnięć uczniów z placówek prywatnych jest wyższa niż tych, którzy kończyli szkoły samorządowe. Takie wyniki przyciągają rodziców. Rosnący popyt widać w statystykach – na początku 2011 r. w kraju działało nieco ponad 600 szkół niepublicznych. W 2014 r. – już ponad tysiąc. Nie odstrasza nawet wysokie czesne – w Przymierzu Rodzin, które znalazło się na drugim miejscu wśród stołecznych podstawówek, wynosi ono 1,3 tys. zł miesięcznie. W szczecińskiej szkole angielsko-polskiej, która uplasowała się na pierwszym miejscu, płaci się co miesiąc ok. 800 zł.
Jak tłumaczy Małgorzata Przybyła, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 1 im. Stanisława Konarskiego Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Katowicach, dobre wyniki to zasługa innowacyjnych rozwiązań wdrożonych przez szkołę.
– Już w pierwszej klasie diagnozujemy, z jakimi dziećmi mamy do czynienia, jakie są ich słabe i mocne strony, i pod tym kątem co roku ustalamy plan działania – czyli metody pracy. Co roku są one zmieniane, bo trzeba je dopasować do zmieniających się potrzeb dzieci, które – o czym trzeba pamiętać – przeżywają często swoje osobiste tragedie, jak np. konflikty rodziców w domu – tłumaczy dyr. Przybyła. – Ale praca nie polega tylko na organizowaniu i prowadzeniu w odpowiedni sposób zajęć. Zawsze staramy się dobierać uczniów w pary, czyli w 16-osobowej klasie jest osiem dziewczynek i ośmiu chłopców. W ten sposób ograniczamy konflikty w grupie. Nasze dzieci przebywają w szkole przez siedem godzin dziennie. Mają codziennie angielski i zajęcia wychowania fizycznego. Oprócz tego biorą udział w autokreacjach, co pozwala nam lepiej odkryć ich talenty – opowiada dalej.
Podobne pomysły nie są wyłącznie domeną placówek niepublicznych. Bożena Zięba, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 25 im. Prymasa Tysiąclecia w Rzeszowie, która uplasowała się na 4. pozycji w naszym rankingu, przekonuje, że aby osiągnąć takie efekty, wystarczyło zmienić strategię działania. – Dotychczas nasze dzieci zdawały egzamin na średnim poziomie. Pięć lat temu zmieniliśmy sposób nauczania. Na początku czwartej klasy spotykamy się z rodzicami uczniów i określamy nasze wymagania względem dzieci. Uprzedzamy, że rodzice powinni nam pomagać, utrwalać z dzieckiem przerobiony materiał – wyjaśnia. – Wprowadziliśmy też ćwiczenia aktywizujące: uczeń musi osiągnąć cel na lekcji. Na przykład jeśli podczas zajęć uczą się odczytywać wykres, to każde dziecko z lekcji musi wyjść z taką wiedzą. Sami organizujemy też egzaminy próbne, które potem dokładnie analizujemy, wynajdując słabe punkty w przygotowaniu dzieci. Staramy się jak najwcześniej wyłuskiwać uczniów z problemami i pracować z nimi dodatkowo – wylicza.
Dyrektor dodaje, że szkoła nie prowadzi żadnej selekcji. W tej chwili liczy 620 uczniów i 59 nauczycieli.
Jak przyznaje Urszula Moszczyńska, pedagog z poradni psychologiczno-pedagogicznej, wybór szkoły jest kwestią priorytetów. Jeśli ważna ma być nauka kontaktów społecznych, warto przemyśleć szkołę rejonową. – Jeżeli placówka jest blisko domu, łatwo rozwija się sieć kontaktów pozaszkolnych. Wspólne wyjścia na boisko czy na rower. Przy dojazdach, szczególnie na początkowym etapie edukacji, przyjaźnie są utrudnione – zauważa ekspertka. Podobnie plusy może przynieść brak selekcji uczniów. W szkole powszechnej dzieci przebywają w różnorodnej grupie społecznej, nie są dobrane pod kątem pozycji rodziców.
Nauczycielka z prywatnej szkoły dodaje, że paradoksalnie dla dziecka dobra może okazać się też większa klasa. – W małej grupie łatwo wykluczyć jednego ucznia. Jeżeli jest pięć dziewczynek, to cztery mogą przestać się odzywać do jednej. Ta nie ma szans szukać innych sprzymierzeńców – tłumaczy.
OPINIA
Wyznaczniki dobrej placówki to dodatkowe zajęcia i harcerstwo
Szkoły prywatne od lat utrzymują się na czołowych pozycjach w rankingach. Tegoroczne zestawienia, w których zajmują pierwsze miejsca, nie są więc dla mnie zaskoczeniem. Uważam jednak, że to szkoły katolickie są największymi wygranymi. Jest ich niewiele w skali kraju, mimo to plasują się wysoko.
Powody są dwa. Po pierwsze – selekcja. Wysyłane są do nich dzieci, których rodzicom zależy na edukacji i wykształceniu. Tymczasem do szkoły publicznej przychodzą uczniowie z rejonu i placówka ma obowiązek ich przyjąć. Po drugie – szkoły prywatne i katolickie dużo lepiej dobierają kadrę nauczycielską. Najczęściej są to osoby, dla których uczenie to pasja, wykonują swój zawód z ideowych pobudek.
Należy jednak zauważyć, że dzięki reformie poziom nauczania między szkołami się wyrównał. Różnice w wynikach nie są już tak duże jak kiedyś. Szkoły z wynikiem na poziomie 30–40 proc. należą do wyjątków.
Jak wybrać dla dziecka dobrą szkołę? Punkty z egzaminów szóstoklasistów to jak na razie najlepszy pomiar oprócz tego, jakie postępy robią uczniowie danej szkoły. Cenne jest także porównanie edukacyjnej wartości dodanej, czyli wskaźnika, który pokazuje przyrost wiedzy ucznia w czasie spędzonym w szkole. Uważam jednak, że trzeba brać pod uwagę jeszcze jeden czynnik, o którym często się zapomina. Myślę o wychowaniu dziecka przez szkołę w oparciu o spójny system wartości, tylko w ten sposób można dobrze uformować osobowość młodego człowieka. A jak sprawdzić, czy dana placówka wychowuje? Świadczyć o tym mogą dobrze działające grupy harcerskie, duży wybór zajęć nieobowiązkowych dla dzieci czy wreszcie koła Caritasu.