statystyki

Rodzina ma największy wpływ na osiągnięcia uczniów. Szkoły te podziały klasowe podtrzymują

autor: Anna Wittenberg10.12.2014, 07:00; Aktualizacja: 10.12.2014, 08:22
Badanie SUEK zrealizowane zostało na grupie blisko 6 tys. dzieci.

Badanie SUEK zrealizowane zostało na grupie blisko 6 tys. dzieci. źródło: ShutterStock

Wykształcenie rodziców, ich status materialny oraz zaangażowanie w wychowanie dzieci mają decydujący wpływ na osiągnięcia najmłodszych w nauce. Gorzej, że szkoły podtrzymują podziały klasowe – mówią eksperci.

reklama


reklama


Tylko 10 proc. tego, co umieją uczniowie, jest zasługą szkoły – pokazała przeprowadzona przez Instytut Badań Edukacyjnych analiza szkolnych uwarunkowań efektywności kształcenia (SUEK). Reszta to sprawa indywidualnych zdolności ucznia i kapitału społecznego rodziców. SUEK nie jest pierwszy – również wcześniejsze analizy udowadniają, że edukacyjna przepaść jest faktem. Im dziecko ma lepiej na starcie, tym lepiej poradzi sobie w przyszłości. Największych zaległości nie wyrówna żadna szkoła.

Badanie SUEK zrealizowane zostało na grupie blisko 6 tys. dzieci. Analiza ich losów trwała od 2010 r. – badacze przyglądają się im od trzeciej klasy szkoły podstawowej. W ramach SUEK rozmawiali z samymi uczniami, a także z dyrektorami ich szkół i nauczycielami. Z zebranych przez IBE danych wynika, że za osiągnięcia ucznia w 20 proc. odpowiada dom. Kluczowe dla edukacji są takie cechy rodziny, jak: wykształcenie rodziców, status wykonywanego przez nich zawodu i zasobność materialna. Ważna okazała się też liczba posiadanych książek. Najlepsze wyniki osiągali ci uczniowie, którzy mieli w domach księgozbiory liczące powyżej 200 tomów.

– Lepszy start nie zawsze oznacza start bogatszy. Rodzice zapewniający wszystko w sensie materialnym są bardzo często rodzicami nieobecnymi. To praca rodzica z dzieckiem najlepiej wpływa na jego przyszłe osiągnięcia – uważa prof. Maria Mendel z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego.

Skutki braku zaangażowania widać szczególnie mocno w przypadku tych uczniów, gdzie jedno z rodziców wyjechało za granicę. Pokazało to badanie przeprowadzone na zlecenie rzecznika praw dziecka. Młodzi z rodzin dotkniętych emigracją zarobkową jednego z dorosłych mają gorszą średnią ocen od tych, których rodzice żyją w kraju.

Znaczenie ma również to, gdzie dziecko mieszka. Wyższe wyniki w nauce mają te z miast. Średnia spada wraz ze zmniejszaniem się miejscowości. Na egzaminie gimnazjalnym w 2014 r. uczeń z miasta powyżej 100 tys. mieszkańców dostawał średnio 71 proc. możliwych do zdobycia punktów za zadania z języka polskiego. Gimnazjalista ze wsi – 66 proc. Za arkusz sprawdzający umiejętności matematyczne odpowiednio: 52 i 45 proc., a za część przyrodniczą – 55 i 51 proc. Największą różnicę widać było jednak w testach z języków, szczególnie angielskiego – między uczniami ze wsi i z dużych miast było aż 13 pkt proc. różnicy.

Choć w polskim systemie edukacyjnym szkoła miała walczyć z różnice, badania IBE pokazują, że to wyrównywanie jest fikcją. W przypadku trzecioklasistów szkoła odpowiada za umiejętności uczniów tylko w niewielkim procencie. Podobne wyniki przyniosły też wcześniejsze analizy IBE. Badanie zdolności komputerowych uczniów (ICILS) pokazało, że nasi gimnazjaliści są świetni, jeśli chodzi o obsługę komputera. Umiejętności nie wynoszą jednak z lekcji, a umieją tym więcej, im lepszy status społeczny mają ich rodzice. Nakłada się na to kolejny problem – szczególnie w dużych miastach gimnazja selekcjonują uczniów. A tendencja ta przenosi się także na szkoły podstawowe.

– Szkoła kształtuje swoją społeczność nie tylko według zdolności, ale też według klucza klasowego – ocenia prof. Maria Mendel.

Profesor Kazimierz Przyszczypkowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przekonuje, że proces ten zachodzi z powodu rozpowszechnienia testów. – Szkoła jest nastawiona na przygotowanie do egzaminów. Wyniki są w świadomości społecznej miernikiem jej jakości. Tymczasem powinno się porównywać, jak pojedynczy uczeń zmienił się między wejściem do szkoły a jej opuszczeniem – postuluje. Ekspert dodaje też, że szkoła musi zmienić swoją funkcję. – Powinna być nastawiona także na kształtowanie kapitału kulturowego. Testy stygmatyzują ucznia. Młodzież, która zdobywa wyniki poniżej pewnego poziomu, po prostu wycofuje się z życia społecznego. Te osobypo dziesięciu latach stają się klientami pomocy społecznej. Władze samorządowe muszą sobie zadać pytanie: czy zaniedbywanie ich edukacji się opłaca?

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • podatnik(2014-12-11 08:12) Odpowiedz 00

    Dzisiaj w naszej pięknej demokracji nauczyciel chodzi do szkoły nie po to by uczyć i wychowywać uczni tylko chodzi do kasy po wypłaty.Nie obchodzi ich praca tylko swoje awanse,duża ilość dni wolnych od pracy.Polska wykształciła całą chmarę leni którzy chodzą do pracy tylko po wszystko bierze się z nepotyzmu.Wartościowi ludzie są bezrobotni, a zarabiają pociotki,znajomki ,kolesie polityków i samorządowców.Bagno i szambo to polski dorobek.

  • artur(2014-12-10 17:10) Odpowiedz 00

    Drodzy rodzice może chcecie żeby nauczyciel waszym pociechom wycierał noski i pupki bo ich tego jeszcze przed wiekiem szkolnym nie nauczyliście.Jak pani ministra wyda takie zarządzenie to będziecie mieli prawo się o to ubiegać.Gdybyście czasem zapomnieli to pani Kluzik wam przypomni.

  • Bratzacieszyciela(2014-12-10 16:06) Odpowiedz 00

    'Te osobypo dziesięciu latach stają się klientami pomocy społecznej. ' literowka,

  • uczeń kiedyś bardzo zdolny(2014-12-10 16:40) Odpowiedz 00

    święta prawda, a ponadto nauczyciele nie lubią zdolnych uczni (chyba, że to ich dzieci) i postępują tak, żeby dziecko zniechęcić do nauki, ośmieszyć, ignorują je i ośmieszają ...

  • Ka(2014-12-11 14:33) Odpowiedz 00

    Nie zgadzam się z opinią, że dzieci z rodzin, gdzie jedno z rodziców pracuje za granicą są gorszymi uczniami. Mój mąż od 8 lat pracuje za granicą i nasi synowie rok w rok mają średnie powyżej 4,0 a teraz w gimnazjum starszy syn na półrocze będzie już miał średnią blisko 5.

  • oczko(2014-12-10 16:49) Odpowiedz 00

    Gazeta Prawna to brukowiec, który pisząc o nauczycielach zawsze wyciąga informacje z dupy. Wpływ rodziny na wyniki w nauce jest znany od dawien dawna. Gdyby gazeta "prawna" i jej bezmózgie pismaki zadali sobie trochę trudu żeby chociaż raz zbadać solidnie sprawę i kierować się faktami, jak zwykle wypisuje brednie. Wydaje mi się, że pudelek.pl kozaczek.pl i plejada.pl wspoldzielą " dziennikarzy". Gazeta Prawna to trzy poziomy niżej niż Superexpress.

  • Paweł(2014-12-10 16:58) Odpowiedz 00

    Oj tak, sama prawda ! Co z tego, że skończyłem studia prawnicze z wynikiem bardzo dobrym jak mój ojciec od wielu lat nie żyje, matka zaś jest nieuleczalnie chora a ja muszę z czegoś żyć. Chciałem iść na aplikację ale w każdej kancelarii proponowano mi tylko bezpłatną praktykę, zupełnie tak jakbym miał być wiecznym studentem na utrzymaniu rodziców. I tak niestety jest, ci z bogatych rodzin, dzieci lekarzy czy przedsiębiorców idą na aplikację bo będę dostawać kieszonkowe od mamy i taty a ja pracuję poniżej kwalifikacji bo nie stać mnie na pracę za darmo.

  • Ewa(2014-12-10 16:59) Odpowiedz 00

    do babci. Chyba droga babciu nie myślisz,że nauczyciele uczą twojego wnuka chamstwa.Chamstwa i wulgaryzmu uczy się twój wnuczek od kolegów lub koledzy uczą się od twojego wnuczka.. To jest zasługa wspaniałych pretensjonalnych i nadopiekuńczych rodziców.Idąc wczoraj ulicą zauważyłam jak babcia prowadzi wnuczka ze szkoły:
    staruszka gnie się pod ciężarem tornistra,a wnuczuś wyskakuje obok niej to świetny przykład jak uczycie swoich milusińskich.Będziecie zbierać owoce ale powiecie ,że to wszyscy winni tylko nie wy.

  • gbrstgregt(2014-12-13 20:59) Odpowiedz 00

    Niektóre ze szkół w moim mieście przyjmują tylko dzieci ą, ę. Jeżeli uczniowie tacy nie są, to przekonują rodziców, aby oddali dzieci do gorszych placówek. I moja jest taką "gorszą". Ilekroć szkołom ą, ę, nie chce się brudzić rączek dzieciakom z gorszym zapleczem, to odsyłają do nas. I tak "super" szkoły są chwalone za efekty, a takim jak nasze grozi się pięścią. W super szkołach nauczyciel siedzi i nic nie robi, zleca tylko wykonanie x ćwiczeń, u nas się staje na uszach, żeby dzieciak przyniósł zeszyt. W super szkołach, chwalonych za efekty, nie trzeba nic robić, tylko opierniczać rodzica, że dziecko czegoś nie zrobiło, u nas się użera człowiek z patologią, która wysyła dzieci na czujki, tylko się słyszy, że egzaminy słabo wychodzą. Jesteśmy pozostawieni samym sobie, zwykle kuratorzy zadają się z rodzinami, nie współpracują ze szkołą, usprawiedliwiają patologicznych rodziców, bywa że kłamią. Sądy dopóki nie ma osiniaczonego dzieciaka, nie chcą się wtrącać. Jeżeli rodzic nie chleje codziennie i się nie zatacza, to palcem nie kiwną. I takie szkoły jak nasza, która powinna mieć jak najwięcej środków na mało liczne klasy, zajęcia indywidualne, pomoc psychologa itd. jest spychana na margines, te szkoły, które praktycznie nic nie muszą robić, bo dzieciaki pilnują się same, stawiane są na piedestale. A już w ogóle będzie super, gdy pensja będzie uzależniona od wyników. Ci, którzy przeglądają katalog z Avonu z nogami na biurku dostaną super dodatki, a człowiek pracujący z patologią dostanie 5 zł za godzinę.

  • Bratzacieszyciela(2014-12-10 16:03) Odpowiedz 00

    Choć w polskim systemie edukacyjnym szkoła miała walczyć z różnice, badania IBE pokazują, że to wyrównywanie jest fikcją. - zwalczyc z roznice? albo zwalczyc roznice, albo walczyc z roznicami

  • el(2014-12-10 18:07) Odpowiedz 00

    Szanowni Państwo
    podziały były, są i będą. Nie każdy musi mieć maturę, jak ktoś chce się uczyć to będzie się uczyć, odrabiając lekcję i przygotowując się na nie regularnie i nie robiąc zaległości. Co do języków - jedni wymagają wielogodzinnego wałkowania inni natomiast mają łatwość w przyswajaniu takiej wiedzy. Mam syna w publicznej szkole w klasie językowej, aby się do niej dostać trzeba było zdać test predyspozycji językowych. Predyspozycje do nauki też trzeba mieć, bo czasami i korepetycje nie pomogą. A rodzice powinni znać wartość edukacji, która jest potrzebna nie tylko do zdobycia dobrej pracy, ale i poszerzenia własnej wiedzy o świecie i łatwiejszego się w nim odnalezienia.

  • Teo(2014-12-14 22:55) Odpowiedz 00

    Przecież nie wszyscy rodzice są jednakowi. Jedni byli dobrymi uczniami, inni nie cierpieli szkoły i różne będzie ich postępowanie w nauczaniu dzieci.Ja jestem babcią wnuka w kl. IV. Dzień w dzień przychodzi do mnie odrabiać lekcje. Wierci się jak może, tylko mysli jak się urwać do komputera, ale jakość prośbą i groźbą a przede wszystkim zainteresowaniem jego sprawami, potrafie go zmotywować. Tyle, że dla mnie nauka była przyjemnością i bardzo lubię patrzeć jak ten młody człowieczek ogarnia tę wiedzę.
    Teraz niestety taka moda , że rodzice robią łaskę, że mają dzieci.Dzieci to duży obowiązek a im starsze to większy.

  • Ja(2014-12-10 20:49) Odpowiedz 00

    Wspaniałe odkrycie naukowe! Nobel im się należy - za wykształcenie dziecka odpowiedzialny jest dom i rodzice. Przecież to oczywiste, gdyby całą odpowiedzialność zwalać na szkołę, to zaraz po narodzinach należałoby dziecko oddawać pod opiekę nauczycieli. Dzieci w domu uczą się uczyć i poznają świat przez pierwsze 5-6 lat swojego życia (kiedy to jest okres najszybszej nauki i zdobywana wiedzy). Szkoła później ją poszerza i porządkuje. To rodzice są odpowiedzialni za systematyczną naukę, powtarzanie materiału, ciągłe rozwijanie się a nie szkoła. Przez 45 minut lekcji dziecko poznaje tylko zagadnienie i wstępnie ćwiczy je pod okiem specjalisty, a dalszą pracę polegającą systematycznej pracy wykonuje w domu pod okiem i opieką rodziców. Drodzy rodzice, dzieci to nie tylko zabezpieczenie na przyszłą emeryturę, to mali ludzie o których trzeba dbać 24 godziny na dobę, uczyć je oraz uczyć się razem z nimi oraz umożliwiać ich rozwój, tak żeby poznały lepiej świat niż Wy.

  • jrthr(2014-12-11 22:31) Odpowiedz 00

    skoro tak, to proponuje zammknąc szkoły, to dopiero byłaby tragedia, a z komentarzy widzę, ze kuleje tu czytanie ze zrozumieniem, to artykuł o tym, że rodzice i warunki w domu mają największy wpływ na naukę dziecka, na jego możliwości, na jego koncentracje a nie,ze szkoła zrzuca wszystko na rodziców (bo każdy wie,ze jest odwrotnie) dzieci teraz umieją tylko to, co im sie w szkole przekaże, bo w domu nawet nie chce im sie zajrzeć do zeszytu,

  • Aina(2014-12-10 22:20) Odpowiedz 00

    do: 1951
    Strasznie stereotypowy punkt widzenia Pan/Pani prezentuje. Nauczyciel ma pracę cięższą niż jakikolwiek urzędnik.
    Świetnie to obrazuje ten tekst zamieszczony w gazecie wyborczej - http://wyborcza.pl/1,95892,17098639,Ten_list_MEN_do_rodzicow__to_brak_szacunku_do_nauczycieli.html#CukGW
    Może trochę pozwoli otworzyć oczy na to, jakie są minusy pracy powszechnie uważanej za najlżejszą i najprzyjemniejszą. Najzabawniejszy jest fakt, że głos podnoszą na ogół jednostki z kompleksem, zawistne, niezdolne do obiektywizmu. "XY nic, tylko siedzi, wakacje wolne, święta wolne".. Tylko pozory, dlatego trzeba mieć powołanie, by wykonywać ten zawód.

  • matka(2014-12-11 23:11) Odpowiedz 00

    Wychowuję ,,trójkę '' dzieci, jedno już na studiach 2-je w podstawówce- każde z nich ma inne uwarunkowania fizyczne i psychiczne. Sądzę że ,nie jest istotne zaangażowanie materialne - komputer jest w prawie każdym domu , tylko czas który rodzice poświęcają na rozwój i co istotne ,,motywowanie ''dziecka do nauki .
    Kasa nie jest istotna gdy dziecko nie chce się uczyć .

  • h.(2014-12-10 16:03) Odpowiedz 00

    Nauczyciel ma 25 dzieci na lekcji - a ze względu na podział na przedmioty, to z tym samymi dziećmi widuje się 2x na tydzień + 1 godzina wychowawcza jak jest wychowawcą. Żeby szkła pełniła rolę wychowawczą klasy powinny być ok. 10 osób i nauczyciel powinien mieć jakiś wpływ na życie ucznia.

  • marta z krakowa(2014-12-10 16:00) Odpowiedz 00

    Nie wiem o ktorej generacji dokladnie mowimy. Jest 30 letnia osoba, pochodze z duzego miasta, z rodziny niewyksztalconych rodzicow. Skonczylam studia bez problemow, mam prace, dom, i praktycznie wszystko co osiagnelam zawdzieczam sobie. Rodzice nie pomagali mi w odrabianiu lekcji, nie chodzilam na zajecia dodatkowe, i w odroznieniu od kolegow i kolezanek, ktorych rodzice zapisywali na rozmaite kursy jezykowe, mowie plynnie w jezyku angielskim. Natomiast jak spojrze na kolezanki, kolegow ktorych to rodzice sa po studiach, pomagali w lekcjach, zapisywali na dodtakowe kursy, sa to osoby ktore, prace dostaly dzieki powiazaniom rodzinnym, na studia tez raczej dostawali sie dlatego ze "znali" kogos, dostali w prezencie mieszkania, i do dzisiejszego dnia sa zalezni fainsowo od rodzicow (mowimy o wieku okolo lat 30 -tu). Takze nie wiem czy dokonca zgadzam sie z teza, ze ci ktorzy dostaja ogromne wsparcie na poczatku, rzeczywiscie koncza jako niezalezni, dorosli ludzie. Jak dla mnie koncza jak osoby, ktore od poczatku byly uczone, tego ze rodzice im pomoga, i przyslowiowa pepowina nie zostala odcieta az do dzis, kiedy maja prawie 30 lat.

  • Dorota(2014-12-10 09:21) Odpowiedz 00

    Fakt,szkoła podtrzymuje podziały klasowe.Ciało pedagogiczne inaczej traktuje dzieci rodziców z rodzin lepiej uposażonych.I dzieje się to także na wsi.Tu jest to bardziej widoczne,ponieważ społeczność jest mała.Jak na jednym końcu wsi ktoś kichnie,to z drugiego mówią na zdrowie-w sensie jak szybko roznoszą się wiadomości na wsi.Ludzie ze wsi,po przeprowadzce do miasta czują się jak uwolnieni i mają o sobie dużo lepsze mniemanie.Widzę to,bo ja dla odmiany przeprowadziłam się z dużego miasta na wieś.

  • do zwykłego RP(2014-12-10 11:36) Odpowiedz 00

    Dajesz się ponieść fantazji na temat przerwy świątecznej w szkole ? No to daj jeszcze bardziej. Co z dziećmi rodziców pracujących na II zm. ? A co dziećmi rodziców pracujących na III zm. ? A co z dziećmi rodziców pracujących w soboty i w niedziele ? Może szkoły powinny być czynne 24h/dobę prze 7 dni w tygodniu? Ministra tylko spojrzała z miejsca, na którym siedzi w ministerstwie od 9.00 do 13.00 i ogłosiła to, co DAWNO w szkołach obowiązuje. Mam żonę nauczycielkę, już od wielu lat pracuje w dniach okołoświątecznych, zarówno Bożego Narodzenia jak i Wielkanocy.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama