statystyki

Test do szkoły muszą zdać i dzieci, i rodzice. Jeśli opiekun nie spełni oczekiwań, 6-latek może nie zostać przyjęty

autor: Klara Klinger, Jakub Kapiszewski11.03.2014, 06:58; Aktualizacja: 11.03.2014, 08:26
Uczniowie szkół niepublicznych osiągają lepsze wyniki w nauce

Uczniowie szkół niepublicznych osiągają lepsze wyniki w nauceźródło: DGP

Niepubliczne szkoły podstawowe otwierają swoje drzwi przed sześciolatkami. Ale nie każdego przez nie przepuszczą. Chętnych jest tak wielu, że placówki weryfikują umiejętności nie tylko dzieci, lecz także ich rodziców.

Reklama


Reklama


– Dzieci najpierw piszą mały test, potem jest rozmowa z rodzicami – przyznaje w rozmowie z DGP Monika Gall, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 63 w Warszawie. Test jest oczywiście dostosowany do rozwoju dzieci. Jedno z zadań to pisanie po śladzie albo robienie szlaczków, inne – porównanie dwóch rysunków i zaznaczenie różnic między nimi. – Tak sprawdzamy zdolności grafomotoryczne dziecka – podkreśla Gall. Dodaje, że test jest przerywany zabawami ruchowymi, a dzieci przez cały czas obserwowane są przez nauczycieli. Później odbywają się rozmowy indywidualne z rodzicami. – Wybieramy te dzieci, które są gotowe intelektualnie i emocjonalnie do rozpoczęcia nauki w I klasie – mówi wicedyrektor.

W szkole nr 63 proces rekrutacji jest bezpłatny, ale niektóre niepubliczne placówki postanowiły zarabiać także na nim. W podstawówce nr 9 Społecznego Towarzystwa Oświatowego na warszawskim Ursynowie opłata za 2,5-godzinne spotkanie rekrutacyjne wynosi 100 zł. Szkoła nie kryje, że wybiera do grona uczniów te dzieci, które mają największy potencjał edukacyjny. Z kolei w Szkole TP I SLO „Bednarska” rozmowa kwalifikacyjna rodziców oraz testy dla dzieci to koszt 150 zł.

Choć nie ulega wątpliwości, że niepubliczne podstawówki selekcjonują dzieci, to jak ognia unikają słowa „egzamin”. „Psycholog obserwuje zajęcia prowadzone przez nauczyciela dla grupki dzieci kandydujących do szkoły. W trakcie spotkania może przeprowadzić krótką rozmowę indywidualną z dzieckiem” – tak tłumaczy się kwalifikacje w jednej ze stołecznych szkół. Zaznacza się przy tym, że wynik rozmowy i spotkań jest subiektywną oceną członków komisji i nie podlega wyjaśnianiu, przeliczeniu na punkty i weryfikacji.

Wybierając spośród młodych kandydatów jedynie tych najzdolniejszych, szkoły gwarantują sobie, że poziom klas będzie podobny, co znacząco ułatwia pracę nauczycielom. Ponadto im większy potencjał dziecka, tym lepszych wyników sprawdzianu kończącego podstawówkę można się spodziewać. A to właśnie główna zaleta niepublicznych podstawówek – ich uczniowie zdają test kończący edukację na tym poziomie lepiej niż ich koledzy z placówek państwowych. Rodzice o tym wiedzą, dlatego denerwują się bardziej niż ich dzieci.

– U mnie w szkole sprawdzali, czy syn umie pisać i czytać. Umiał drukowanymi literami nabazgrać kilka liter, ale nie umiał czytać. I podczas rozmowy ze mną pedagodzy zastanawiali się na głos, czy na pewno sobie poradzi w ich szkole – mówi matka, której dziecko ostatecznie dostało się do jednej z warszawskich szkół niepublicznych.

Najczęściej szkoły nie chcą też przyjmować dzieci z problemami. – Kiedy widzimy, że dziecko jest agresywne, co łatwo zauważyć podczas zabawy w grupie, odsyłamy je – mówi anonimowo jedna z dyrektorek. Niektóre placówki stawiają na dzieci, które są sprawne fizycznie – muszą przejść test sprawdzający ich umiejętności sportowe.

Zdaniem dr Aleksandry Piotrowskiej z Wyższej Szkoły Pedagogicznej ZNP takie postępowanie szkół może być uzasadnione jedynie w wyjątkowych wypadkach, na przykład kiedy szkoła jest sprofilowana. – Założyciel szkoły o profilu artystycznym może chcieć się upewnić, że rodzic wie, gdzie posyła dziecko, choćby po to, żeby potem nie miał pretensji, że jest za mało zajęć, np. z angielskiego – komentuje pedagog. Jednocześnie zaznacza, że zna przypadki świetnych szkół, które na wstępie eliminują dzieci, które mogą sprawiać kłopoty, czyli są np. nadpobudliwe albo mają dysleksję.

Część szkół egzaminuje również rodziców. Albo tylko ich. Sprawdzają, jaki mają kontakt z dzieckiem czy też na ile będą się angażowali w życie szkolne. Ocena jest w pełni subiektywna. – Na casting przyszłam jedynie ja z mężem. Dzieci nie egzaminowali. Pytali nas o poglądy życiowe, co nie było aż tak dziwne, bowiem chodziło o szkołę wyznaniową – mówi matka, której córka dostała się do placówki o profilu katolickim.

Na tym etapie rodzice również stresują się bardziej niż dzieci. – Nie obawiam się o córkę. Boję się, że to ja z mężem możemy nie spełnić oczekiwań szkoły – przyznaje jedna z matek, która przygotowuje się do spotkania z dyrekcją podstawówki wybranej dla swojej sześciolatki. Tylko patrzeć, jak wynik licealisty na maturze będzie zależał od tego, jakie poglądy życiowe mają jego rodzice.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Michał(2014-03-11 08:26) Odpowiedz 00

    Lekka paranoja. Za moich czasów nikt takich cyrków nie robił i dzieciaki jakoś sobie radziły. Pewnie, że jedne lepiej a jedne gorzej, ale powiedzmy sobie szczerze - nie wszyscy sa stworzeni do bycia profesorami czy olimpijczykami.
    A obecna sytuacja to w dużej mierze wina współczesnych rodziców i ich wygórowanych ambicji. Bo jak mamusia skończyła ledwo zarządzanie na jakiejś prywatnej "uczelni" to synuś czy córusia od początku muszą być najlepsi. Niestety, ale tak było zawsze - dzieci są najbardziej poszkodowane przez często chore ambicje rodziców.
    Kiedyś tak nie było i co? I jakoś ludzkość prosperuje, trafiają się geniusze matematyczni, trafiają się geniusze w układaniu kafelków czy mistrzowie olimpijscy.

  • Krociech(2014-03-11 19:58) Odpowiedz 00

    Aleksandra Piotrowska... Przesympatyczna Pani, która jakimś cudem zawsze mówi to, co aktualnie mówi rząd. Doskonały kandydat na rzecznika, tak przy okazji.

  • małolat(2014-03-13 11:51) Odpowiedz 00

    Ja w 1947 r zostałem też przyjęty do szkoły podstawowej.mając 6 lat 4 m-ce.
    W tym czasie do klasy 1 byli przyjmowani uczniowie w wieku 10-14 lat.
    To był problem,który do dnia dzisiejszego pamiętam.Klasy były bardzo liczne.
    Brak nauczycieli,brak podręczników i nie było tczej dyskusji.

  • BAJ(2014-03-14 06:19) Odpowiedz 00

    komuś z dobrobytu na mózg padło.

  • Specjalnie dla Buraków(2014-03-11 22:03) Odpowiedz 00

    Specjalnie dla rodziców cytat ze znanej piosenki:
    "Twoja ambicja zabija ciebie ..."
    Życzę wszystkim dużo zdrowia psychicznego szczególnie dzieciom rodziców z wygórowanymi ambicjami.
    P.S.:
    Pamiętać żeby wychowywać dzieci do pracy w grupie, indywidualiści tylko dla elit.

    Buahahaha

  • fibra(2014-03-12 08:45) Odpowiedz 00

    Dlaczego protestujecie? Jeśli ktoś lubi płacić i odciążać i tak kulawy i niewydolny finansowo system, niech płaci. Nie zgodzę się z którymś przedmówcą, w Polsce najlepsze uczelnie są państwowe, podobnie gimnazja i licea, nie ma w tym nic złego, co kraj to obyczaj. Proszę Państwa, żadna szkoła nie kształci elit, ani tzw. liderów, zabawne słowo. My rodzice tworzymy pewnego siebie człowieka, zdrowego, silnego, ambitnego, uśmiechniętego. Jak tego w domu nie ma, w szkole dziecko nie znajdzie. A dziecko otwarte, poszukujące odpowiedzi to sukces również domu.

  • ja(2014-03-11 21:49) Odpowiedz 00

    Szkoły prywatne oferują coraz wyższy poziom i zyskują na znaczeniu. Nie bez powodu najlepsze szkoły na świecie to szkoły prywatne. Niestety w Polsce panuje stereotypowe myślenie i ludzie uważają że jak ktoś płaci za szkołę to i za wyniki. Niestety płaci się za to by mieć lepszy poziom nauczania.

  • filologini(2014-03-11 21:09) Odpowiedz 00

    Cel osiągnięty. Oświata publiczna zdemolowana tak, żeby każdy, kogo stać zaczął płacić za naukę w szkołach niepublicznych. Bo oświata, tak jak i zdrowie, to przecież biznes, na którym przy wsparciu środków unijnych dobrze zarobią znajomi króliczka. Biznes, kasa, biznes, kasa ...

  • M.Rawicz(2014-03-12 03:09) Odpowiedz 00

    Jakoś nikt nie zauważa, że selekcja, czyli oddzielenie dziecka w tym wieku od różnorodnych jego rówieśników – dzieci mniej zdolnych, bardziej "kłopotliwych" itd. prowadzi do wyhodowania inwalidów życiowych, którzy w dorosłym życiu nie będą umieli znaleźć się w normalnych warunkach (no bo przecież szklarnia prywatnej szkoły, lub nawet uczelni) kiedyś się skończy...

    Te dzieci w przyszłości nie będą umiały dogadać się z nikim spoza własnego kółka. Nie będą mieć pojęcia o tym, jak ludzie są różni, jak różnie z nimi można postępować itd.

    Do czego prowadzi wyhodowanie elit nie rozumiejących otaczającej ich rzeczywistości i innych ludzi, chyba przekonywać nie trzeba. Konflikty społeczne – pewne i coraz groźniejsze aż doprowadzą do załamania całego tego systemu. Tak w końcu skończyły elity 19-wieczne, które nie umiały dostrzec, że ten "motłoch", który w 1968 r. zakłócał im spokój, przejmie władze i dzisiaj będzie rzędzić – po swojemu i po głupiemu, ale rządzić.

    Te dzieci nie będą dobrze wykształcone, bo jakież to wykształcenie, w którym brak elementarnego doświadczenia realnego życia??? To nic innego jak hodowla i tresura szklarniowa.

    Szkoły publiczne będą stadami dzieci wyselkcjonowanych negatywnie i skończy się tym, co jest w USA: 57 proc. ludzi to wtórni analfabeci. Ale – wyborcy!!!

    To okropna głupota i krótkowzroczność!!! Że też nikt nie oponuje!

  • kierowca z bombowca(2014-03-11 09:30) Odpowiedz 00

    Zastanawiam się tak, jako ojciec sześciolatka objętego obowiązkiem szkolnym, od kiedy to dziecko idąc do szkoły ma już umieć czytać i pisać?
    Ktoś tu chyba wymogów nie zna...

  • A.(2014-03-11 15:55) Odpowiedz 00

    Dzieci się uczą pisać i czytać dopiero w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Wcześniej uczą się rysować, pisać szlaczki, króre trochę przypominają litery. A w pierwszej klasie uczą się pisać po śladzie i liczyć w pierszym semestrze do dziesięciu !!!

  • Nie lubię bogatych(2014-03-11 12:51) Odpowiedz 00

    To szkoły dla burżujów i bogaczy

  • babcia(2014-03-11 12:19) Odpowiedz 00

    To prosta sprawa--dzieci w prywatnych szkolach lepiej sie ucza, bo pochodza z rodzin, ktore na takie szkoly moga sobie pozwolic i pewnie maja wyzsze wykszatalcenie. I bardzo to ciekawe, ze jednak sa ludzie, ktorzy uwazaja, ze szesciolatki moga chodzic do szkoly--jak zreszta wszedzie w Zach. Europie. Do tej pory nie rozumiem dlaczego w Polsce uwaza sie taka dziatwe za niedorozwinieta.

  • Lucynda(2014-03-11 12:09) Odpowiedz 00

    To jest jawna dyskryminacja i lamanie praw konstytucyjnych, ale oczywiscie Polskie niepubliczne szkoly musza sie jeszcze wiele nauczyc. W panstwach EU, kazda szkola w regulaminie szkoly musi miec przewidziany procent miejsc gwarantowanych dla dzieci na przyklad z problemami zdrowotnymi albo nie wyznajacych danej wiary, tu chrzescijanskiej...

  • w(2014-03-11 10:27) Odpowiedz 00

    gdzie jest nijaki plb,przydupas radwana???ono wie najlepiej co i jak,ono jest mistrzem jeśli chodzi o oświate!!!

  • Halina(2014-03-11 09:57) Odpowiedz 00

    To tylko kwestia czasu, kiedy urzędnicy będa decydowali kto może mieć dzieci /wychowywać/ a kto nie. Tym bez prawa będą zabierane i wychowywane na janczarów. To wszystko już było w historii świata.

  • x(2014-03-11 09:34) Odpowiedz 00

    Całkowicie zgadzam się z Przedmówcą! Chore ambicje dorosłych przekładają się na dzieci, które zamiast rozwijać swoje własne zainteresowania, realizują niespełnione marzenia swoich rodziców. Drżę przed obowiązkiem szkolnym, które ma objąć mojego 6 latka, chociaż sam jestem osobą pracującą na uczelni wyższej i posiadającą stopień naukowy.

  • małolat(2014-03-13 12:05) Odpowiedz 00

    Dlaczego szkoły nie publiczne mają wyższy poziom nauki.Odpowiedz jest prosta.Klasy liczą mniej uczniów,nauczycielami są młodzi , pełni zapału
    i mający inne spojrzenie na naukę.Nauczycielami dominującymi w tych szkołach
    są nie księża czy katechetki lecz nauczyciele i wychowawcy dla ,których
    nauka języka obcego czy innych przedmiotów jest priorytetem a nie nauka
    religijności.Mój wywód jest oparty na obserwacji wnuka ,który po dwóch
    latach nauki w szkole publicznej był właściwie rozliczany za obecność w kościele. Pod jedliśmy decyzje wysłania wnuka do szkoły prywatnej.Skończyły się kłopoty.Wnuk z zapałem biegnie do szkoły.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama