statystyki

MEN odpowiada na zarzuty: Referendum ws. sześciolatków może doprowadzić do katastrofy

autor: Artur Radwan07.11.2013, 06:40; Aktualizacja: 07.11.2013, 08:19
Krystyna Szumilas

Krystyna Szumilas, minister edukacji narodowejźródło: DGP

Kontrolujemy szkoły po to, aby były dobrze przygotowane na przyjęcie młodszych dzieci. Państwowa inspekcja sanitarna 93 proc. szkół podstawowych wystawiła ocenę dobrą, a zbadała ich 7,5 tys. Tymczasem NIK sprawdziła 32 placówki na 13,5 tys. szkół podstawowych. I zaznaczyła, że te niedociągnięcia szkoły mają naprawić lub wręcz już to uczyniły w trakcie kontroli- uważa Krystyna Szumilas, minister edukacji narodowej.

Reklama


Reklama


Jutro posłowie zdecydują, czy będzie przeprowadzone referendum m.in. w sprawie sześciolatków. Padają zarzuty, że pytania tam zamieszczone są bezsensowne lub wzajemnie się wykluczają. Chcielibyśmy jednak poznać pani zdanie na każde z nich. Pierwsze z nich brzmi, czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego dla sześciolatków?

Nie. Sześciolatki powinny rozpoczynać edukację w szkole. Mamy obowiązek wspierania dzieci. Wcześniejsza edukacja to ich lepszy rozwój i przygotowanie do życia. Dziecko, które wcześniej rozpoczyna naukę, ma większą szansę na osiągnięcie sukcesu w szkole, a później jako osoba dorosła. Warto pamiętać, że 75 proc. dzieci w Europie idzie do szkoły w wieku sześciu lat lub wcześniej.

Nie przeszkadza więc pani, że Państwowa Inspekcja Sanitarna, a ostatnio Najwyższa Izba Kontroli (NIK) wskazują, że szkoły nie są do tego właściwie przygotowane. Na przykład nie posiadają odpowiednich mebelków, w niektórych brakuje ciepłej wody, a dzieci przebywają w ciasnych pomieszczeniach. To wzbudza wielki niepokój wśród rodziców.

Kontrolujemy szkoły po to, aby były dobrze przygotowane na przyjęcie młodszych dzieci. Państwowa inspekcja sanitarna 93 proc. szkół podstawowych wystawiła ocenę dobrą, a zbadała ich 7,5 tys. Tymczasem NIK sprawdziła 32 placówki na 13,5 tys. szkół podstawowych. I zaznaczyła, że te niedociągnięcia szkoły mają naprawić lub wręcz już to uczyniły w trakcie kontroli.

Nie mamy pewności, że jeśli kontrola NIK byłaby szersza nieprawidłowości byłoby znacznie więcej. Z kolei trudno mówić o niedociągnięciach, jeśli stwierdzono, że w szkołach nie ma świetlic lub są, ale przebywa na niech nawet 80 uczniów.

Prowadzenie świetlicy jest obowiązkiem każdej szkoły podstawowej. I tam, gdzie ich nie ma, muszą powstać. Przepisy wyraźnie wskazują, że grupy świetlicowe nie mogą liczyć więcej niż 25 uczniów, więc 80 wychowankami musi zajmować się czterech nauczycieli. Na zajęcia świetlicowe, tak jak w przedszkolach, mogą i powinny być wykorzystywane sale lekcyjne, gimnastyczne i boiska szkolne. Podobnie jak w przedszkolu dziecko powinno mieć czas na zabawę, odpoczynek, ciekawe zajęcia, a dodatkowo na odrobienie lekcji. W świetlicy w sposób szczególny trzeba zająć się dziećmi przebywającymi w szkole przez cały dzień, bo ich rodzice pracują. Dlatego w tzw. ustawie rekrutacyjnej wyraźnie oddzielamy zajęcia organizowane dla tej grupy dzieci od innych, organizowanych np. dla uczniów dojeżdżających. Określamy również to, że szkoła ma obowiązek zapewnić opiekę świetlicową na wniosek rodziców.

Pani inicjatywy legislacyjne są bardziej gaszeniem pożaru, niż wdrażaniem przemyślanych wcześniej rozwiązań.

Jestem po prostu otwarta na głosy rodziców oraz kontrolerów.

Czyli będzie lepiej?

Bardzo mi zależy, aby małym dzieckiem w szkole opiekowali się nauczyciele w taki sam sposób, jak w przedszkolu.

Kolejne pytanie referendalne. Czy popiera Pani zniesienie obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków?

Nie. Walczymy o to, aby jak największa grupa dzieci miała zapewnione miejsce w przedszkolu. A obowiązek dla pięciolatków gwarantuje lepsze przygotowanie do szkoły.

Z kolei trzecie referendalne pytanie brzmi: Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów?

Nie, dlatego że w liceach jest pełen kurs historii oraz innych przedmiotów. Co więcej, obecnie przybyło nam uczniów, którzy uczą się historii na poziomie rozszerzonym. A to oznacza, że więcej z nich chce zdawać maturę z tego przedmiotu na wyższym poziomie.

Czy popiera Pani stopniowy powrót do systemu ośmioletniej szkoły podstawowej czteroletniej średniej?

Nie, ponieważ ta propozycja prowadzi do rewolucji w edukacji, wiążąc się z likwidacją jednego typu szkół i zastąpieniem ich innymi. To potężne zamieszanie z budynkami, programami, podręcznikami, które będzie wymagało ogromnych pieniędzy. Nauczyciele gimnazjów zaczną martwić się o stanowiska, co na pewno nie będzie sprzyjało spokojnej pracy, a uczniowie będą narażeni na rewolucję programową i podręcznikową. A ja chcę dać szkołom czas na pracę z uczniem i wykorzystać to, co sprzyja podnoszeniu jakości kształcenia. Mitem jest, że ośmioklasowa podstawówka była lepsza. Na pewno nie w przypadku wyników kształcenia. W międzynarodowych badaniach PISA absolwenci ośmioklasowych podstawówek osiągnęli wyniki poniżej średniej, wypadli gorzej niż ich rówieśnicy z Europy. Obecni gimnazjaliści są od nich dużo lepsi, mają wyniki powyżej średniej i z badania na badanie je poprawiają, Eksperci twierdzą, że to rezultat powstania gimnazjów.

Eksperci mówią też, że w gimnazjach jest dużo przejawów agresji.

Wiek „gimnazjalny” to trudny okres w życiu młodego człowieka. Dlatego zamiast rujnować system powinniśmy wspierać nauczycieli w pracy z uczniami w tym trudnym czasie.

Ostatnie pytanie referendalne: Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?

Każda szkoła jest ważna, dlatego proces likwidacji jest ustawowo ograniczony. Samorząd nie może zlikwidować szkoły, bo tak mu się podoba. Musi stanąć przed rodzicami i lokalną społecznością i wziąć odpowiedzialność polityczną za swoją decyzję.

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu odbyła się tylko debata na temat sześciolatków, ale nie przeprowadzono głosowania nad wnioskiem o referendum, bo były obawy, że posłowie poprą inicjatywę rodziców. To realny scenariusz?

Jestem przekonana, że sześciolatki obowiązkowo pójdą do szkoły od przyszłego roku, a dokładnie – połowa rocznika dzieci urodzonych w 2008 roku. Będą się uczyć w klasach nie przekraczających 25 uczniów, do których będą dobierane według wieku. Dlatego już teraz zachęcam nauczycieli i dyrektorów, aby przygotowywali się do tego procesu.

No właśnie. Protesty rodziców przyniosły jednak jakiś skutek, bo wcześniej rząd przesunął ten obowiązek z 2012 r. na 2014 r. A na dodatek określił liczebność klas i dobór do nich dzieci według wieku. Otrzymujemy sygnały od dyrektorów przedszkoli i nauczycieli, że taki podział jest niekorzystny dla rozwoju dziecka, jeśli w grupie jest np. czterolatek z trzylatkiem. Czy takie same protesty są potrzebne w przedszkolach, aby dzieci mogły tam być dobierane według wieku?

Grupy przedszkolne w większości tworzone są dla dzieci w zbliżonym wieku, mamy w nich grupy 3-latków, 4-latów, 5-latków i 6-latków. Jeżeli zdarza się, że tworzone są grupy mieszane, na tym etapie edukacji jest to możliwe i nie jest niekorzystne dla dzieci. Wręcz przeciwnie, w takich grupach podopieczni dobrze się rozwijają. W przedszkolach od dawna grupy nie mogą być większe niż 25 wychowanków i jest to kontrolowane przez kuratorów oświaty.

O ile jestem w stanie zrozumieć, że dziecko o rok starszego kolegi może się wiele nauczyć, to w przypadku odwrotnym chyba jest to niemożliwe?

Uczy się chociażby pomagania innym, a to przecież ważna i rozwijająca dziecko umiejętność. Dlatego nie zamierzam wprowadzać zmian w tworzeniu grup przedszkolnych. Elastyczność połączona z umiejętnościami nauczycieli przedszkoli jest lepszym rozwiązaniem.

Ostatnio o przedszkolach dużo się mówi, niekoniecznie w samych superlatywach. Czy doprowadzając do uchwalenia tzw. ustawy dotyczącej przedszkola za złotówkę miała pani świadomość, że robi krzywdę rodzicom zwłaszcza z dużych miast z uwagi na ograniczenie dodatkowych zajęć?

Zależało mi na obniżeniu opłat za pobyt dzieci w przedszkolu do jednej złotówki za każdą dodatkową godzinę powyżej podstawy programowej. Rodzice płacą więc mniej. Przedszkola mają obowiązek zadbać o szeroką ofertę dla dzieci, ale nie mogą tych zajęć finansować z dodatkowych opłat pobieranych od rodziców. Powinny płacić za nie z budżetu przedszkola. Od września przekazujemy z budżetu państwa dotację na edukację przedszkolną, więc samorządy mają pieniądze na ten cel.

Minęły już dwa miesiące nowego roku szkolnego. Czy kuratoria, zgodnie z pani zaleceniem, skontrolowały przedszkola, które inaczej niż resort interpretują pobieranie opłat za dodatkowe zajęcia?

Reagują w każdej sytuacji nieprawidłowego stosowania przepisów. Na przykład w Krakowie w przedszkolach nie są pobierane dodatkowe opłaty za te zajęcia, a są one prowadzone.

W Gdańsku wprost wskazano, że rodzice mogą płacić za nie poprzez pośrednictwo rady rodziców. Prawnicy z ratusza uważają, że nie może im pani zakazać przekazywać darowizny, bo to nie jest zabronione. Czy kurator skontrolował tamtejsze placówki?

Po naszych wyjaśnieniach Gdańsk wycofał się ze swojej argumentacji, a od kuratora oświaty mam informacje, że przedszkola są kontrolowane. W dużych miastach jak Warszawa w dodatkowe zajęcia w przedszkolach. Płaci za nie organ prowadzący.

Dotyczy to najczęściej niewielkiej liczby zajęć. A przed reformą opiekunowie mogli wybierać co chcieli i jeśli byli chętni, to dyrektorzy przedszkoli nie robili im przeszkód. W efekcie, poza rytmiką, angielskim mogli np. uczęszczać na zajęcia judo. Obecnie ta oferta zubożała.

Dlaczego pani się tak upiera przy swoim, może wato przyznać się do błędu i przywrócić w tym zakresie poprzedni stan?
Poprzednio z dodatkowych zajęć korzystały przede wszystkim dzieci zamożniejszych rodziców, a pozostałe tylko mogły się przyglądać. Obecnie mogą w nich uczestniczyć wszystkie dzieci, bez względu na status materialny ich rodziców. Ponadto nie ma żadnych przeszkód aby w przedszkolu organizować większą liczbę zajęć dodatkowych.

Część rodziców uważa, że w jest to wyrównywanie, ale w dół, bo uzdolnione dzieci nie mogą korzystać z pełnego wachlarza zajęć. A opiekunowie zapisują dzieci na zajęcia poza placówką. Czy to wyrównywanie szans?

Przedszkola muszą rozwijać swoją ofertę zgodnie z oczekiwaniami rodziców. Nie wyobrażam sobie przedszkola, które nie rozwija uzdolnień dzieci i nie organizuje zajęć sportowych, tanecznych czy też muzycznych. Jeżeli rodzice będą oczekiwali większego wyboru, to przedszkole będzie je musiało zorganizować, bo alternatywą jest utrata wychowanka. W ostateczności bardzo specjalistyczne dodatkowe zajęcia mogą być organizowane po zakończeniu zajęć w przedszkolu.

Dyrektorzy przedszkoli żalą się, że nie dała im pani co najmniej dwóch lat na przeszkolenie kadry w prowadzeniu dodatkowych zajęć. Czy to kolejny błąd?

Każdy nauczyciel powinien być przygotowany do prowadzenia zajęć zawartych w podstawie programowej, takich jak rytmika czy zajęcia plastyczne. Inaczej jest z językiem obcym, ale tu można skorzystać z usług nauczycieli pracujących w szkołach z młodszymi dziećmi. Język obcy zamierzam wprowadzić do podstawy programowej i od przyszłego roku będą się go uczyły obowiązkowo dzieci we wszystkich przedszkolach.

A co ma zrobić rodzic, któremu dyrektor mówi wprost, że jego nauczyciele nie mają predyspozycji do prowadzenia zajęć np. rytmiki. Powinien domagać się ich zwolnienia?

To byłoby bardzo radykalne rozwiązanie. W tej sytuacji dyrektor może zatrudnić również innych nauczycieli do prowadzenia zajęć dodatkowych.

To wątpliwe rozwiązanie. Bo kto zechce je prowadzić np. na 2/25 etatu?

Dyrektorzy nie powinni mieć z tym problemu. Wielu nauczycieli poszukuje pracy, a w przedszkolach jest więcej niż jedna grupa dzieci. W pięciooddziałowym przedszkolu to już jest 10/25 etatu. Mogą też zatrudnić firmę, jeśli mają odpowiednie środki.

Czy nauczyciela prowadzącego dodatkowe zajęcia można zatrudnić na podstawie umowy-zlecenia, czy tylko na podstawie Karty?

Tylko na podstawie Karty nauczyciela.

Kolejny problem, jaki może wywołać chaos i zaniepokojenie wśród rodziców, to nowe zasady rekrutacji m.in. do przedszkoli. Samorządy uważają, że proponowane kryteria preferują tylko dzieci bezrobotnych rodziców. Czy zgadza się pani z tymi zarzutami?

Konsultacje trwają. Dla mnie najważniejsze jest, aby każde dziecko znalazło miejsce w przedszkolu za złotówkę i do tego dążę. Sprawa preferencji będzie wówczas mniej istotna. Respektując wyrok Trybunału staram się więc tak dobrać kryteria, aby chroniąc dzieci niepełnosprawne, z rodzin niepełnych czy też z rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej, zapewnić dostęp do przedszkola każdemu dziecku, szczególnie dzieciom rodziców pracujących.

Ale już nie będzie preferencji dla rodzin wielodzietnych z wyższym dochodem. Czy takie rozwiązanie jest ostateczne?

Jest korzystne dla rodzin wielodzietnych. A z tej preferencji będzie mogło skorzystać 80 proc. z nich.

Czy rodzice w dalszym ciągu będą musieli oszukiwać, że np. samotnie wychowują dziecko, aby dostało się do przedszkola?

Zaostrzyliśmy przepisy dotyczące preferencji dla rodziców samotnie wychowujących dzieci. Proponuję wprowadzenie kryterium dochodowego. Dokumentowanie faktu samotnego rodzicielstwa będzie następowało tak jak w ustawie o świadczeniach rodzinnych.

Nowe rozwiązania dotyczące rekrutacji powinny wejść w życie za około trzy miesiące. Nie zajął się nimi jeszcze rząd. Czy parlament zdąży z ich uchwaleniem?

Tak. Przepisy muszą być niezwłocznie uchwalone.

Trwają też konsultacje nad nowelizacją karty. Związkowcy straszą strajkiem. Czy w obawie przed nimi będą kolejne ustępstwa?

Wciąż trwają konsultacje. Większość tych zmian była uzgodniona z samorządami i związkami, nie powinni więc być zaskoczeni. Jestem przekonana, że nowelizacja Karty zostanie uchwalona.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • jolo(2013-11-08 07:59) Odpowiedz 00

    Czas na zmiany... w latach 90tych wyprowadzone były zerówki ze szkół- to była ogromna mądrość. A teraz obietnicę polityczną trzeba wykonać - a nasze dzieci są traktowane przedmiotowo.
    Pani już dziękujemy!

  • alex60(2013-11-07 10:43) Odpowiedz 00

    Grunt to dobre samopoczucie, a tego pani Szumilas nie brakuje. Gorzej ze zdrowym rozsądkiem.
    Nauczyciel przedszkolny ma uczyć jeszcze języka obcego i rytmiki? I jeszcze pewnie zrobić odpowiednie uprawnienia za własne pieniądze?! A jak nie ma zdolności językowych ani poczucia rytmu to się nie nadaje?!
    A jak mu wsadzić miotłę w cztery litery to niech jeszcze zamiata- będzie można zwolnić sprzątaczkę i zaoszczędzić! Tok myślenia pani Szumilas jest porażający!
    Co do 6-latków, to mam pytanie: Komu przeszkadzało rozpoczynanie nauki przez dzieci 7-letnie, ale z dopuszczeniem do szkół chętnych I GOTOWYCH DO TEGO 6-latków?
    Mam dwóch synów- na szczęście już dorosłych. Starszy nauczył się czytać w wieku 4 lat. Bo chciał. Chciał też iść do szkoły w wieku lat 6. I poszedł. Po uprzedniej konsultacji w poradni psychologiczno-pedagogicznej a ta nie miała przeciwwskazań .
    Młodszemu nie spieszyło się tak do szkoły. Ba, w wieku 7 lat zapytał czy nie mógłby jeszcze rok pozostać w przedszkolu. Mniej zdolny? Chyba nie. Obaj skończyli ten sam kierunek studiów politechnicznych- jeden nie gorzej i nie lepiej od drugiego.Tylko jeden nadawał się do pójścia do szkoły w wieku lat 6 a drugi nie. Bo każdy człowiek, w tym każde dziecko, jest odrębną indywidualnością , o czym pani Szumilas zdaje się zapominać.

  • qwerty(2013-11-07 09:41) Odpowiedz 00

    Jeśli uważacie, że posłowie będą dążyc do przedterminowych wyborów i ryzykować utratę fotela w sejmie przy stole z konfiturami na najbliższe 2 lata, to jesteście NAIWNI, delikatnie mówiac.

  • BDo(2013-11-07 09:43) Odpowiedz 00

    I jeszcze staż w cyrku!

  • Marek(2013-11-07 09:46) Odpowiedz 00

    Pani minister powinna liczyć się ze zdaniem ludzi ,bo nas reprezentuje a nie sama decyduje o wieku szkolnym a także martwi się problemami jak by zmienił się system nauczania na powrót 8 klasę szkoły podstawowej, a nie martwi się o dzieci których przerasta ta edukacja i dojazdy małych jeszcze dzieci do szkół tylko martwi się o system Szok, a co z zawodówkami tez lepiej nic nie robić Pani minister ?

  • he...(2013-11-07 09:47) Odpowiedz 00

    Mechanizm jest prosty!
    Najpierw urzędas robi burdel i samowolkę, a potem twierdzi, że nic nie da się zmienić bo będzie bałagan i potrzeba na to mnóstwo pieniędzy!
    Takich durni należy zamykać w więzieniach, lub skazywać na karę śmierci zgodnie z prawem z 1921 roku...

    Ustawowa kara śmierci dla urzędników :
    Ustawa z dnia 18 marca 1921 roku o zwalczaniu przestępstw z chęci zysku, popełnionych przez urzędników.

    (Dz. U. Nr 30 poz. 177)


    Art. 1. Urzędnik, winny popełnienia w związku z urzędowaniem i z pogwałceniem obowiązków urzędowych i służbowych:
    1.kradzieży lub przywłaszczenia (sprzeniewierzenia), albo udziału w tychże (art. 51 k. k. ros. Z r. 1903, § 5 austr. u. k. z r. 1852, §§ 47 – 49 niem. k. k. z r. 1871), jeśli mienie skradzione lub przywłaszczone (sprzeniewierzone) było mu dostępne lub powierzone z powodu służby lub stanowiska służbowego;

    2.oszustwa lub udziału w niem (art. 51 k. k. ros. Z r. 1903, § 5 austr. u. k. z r. 1852, §§ 47 – 49 niem. k. k. z r. 1871), jeśli oszustwo popełniono w ten sposób, że winny w zamiarze osiągnięcia dla siebie lub osoby trzeciej nieprawnej korzyści majątkowej wyrządził innemu szkodę majątkową przez wprowadzenie w błąd lub utrzymywanie w błędzie za pomocą przedstawienia okoliczności fałszywych, albo przekręcania lub ukrywania prawdziwych - będzie karany śmiercią przez rozstrzelanie.

    Art. 2. Urzędnik, winny:
    1.przyjęcia bądź podarunku lub innej korzyści majątkowej, bądź obietnicy takiego podarunku lub innej korzyści majątkowej, danych w zamiarze skłonienia go do pogwałcenia obowiązków urzędowych lub służbowych, albo żądania takiego podarunku lub korzyści majątkowej;

    2.innego przestępstwa służbowego, popełnionego z chęci zysku i z pogwałceniem obowiązków urzędowych lub służbowych w b. dzielnicach rosyjskiej i pruskiej, a w b. dzielnicy austriackiej nadużycia władzy urzędowej, popełnionego z chęci zysku
    - będzie karany śmiercią przez rozstrzelanie.

    Art. 3. Urzędnik winny przyjęcia w związku z rozstrzyganiem spraw urzędowych lub służbowych bądź podarunku lub innej korzyści majątkowej, bądź obietnicy takiego podarunku lub korzyści majątkowej, danych be zamiaru skłonienia go do pogwałcenia obowiązków urzędowych lub służbowych, albo żądania takiego podarunku lub korzyści majątkowej, ulegnie karze ciężkiego więzienia (domu karnego) od lat 4 do 15.

    Art. 4. Winny udziału w przestępstwach, przewidzianych a art. 1 i w ust. 2 art. 2 tej ustawy, o ile udział taki nie pociąga za sobą kary surowszej w myśl art. 1, będzie karany ciężkim więzieniem (domem karnym) od 4 do 15 lat; jeśli zaś winny dopuszcza się takiego przestępstwa zawodowo – będzie karany śmiercią przez rozstrzelanie.

    Art. 5. Kto osobiście lub za pośrednictwem osób trzecich,chociażby bezskutecznie, skłania urzędnika za pomocą podarunku, bądź innej korzyści majątkowej, bądź obietnicy tychże do pogwałcenia obowiązków urzędowych lub służbowych, lub dopuszcza się udziału w przestępstwie, przewidzianem w ust. 1 art. 2 niniejszej ustawy – będzie karany ciężkim więzieniem (domem karnym) od 4 do 15 lat; jeśli zaś winny dopuszcza się takiego przestępstwa zawodowo – będzie krany śmiercią przez rozstrzelanie.
    Kto osobiście lub za pośrednictwem osób trzecich,chociażby bezskutecznie, skłania urzędnika do przestępstwa, przewidzianego w art. 3 niniejszej ustawy, lub w tem ostatniem przestępstwie dopuszcza się udziału, będzie karany więzieniem (w b. dzielnicy austriackiej – ścisłym aresztem) od 1 miesiąca do 1 roku.
    Jednak będzie wolny od kary ten, kto przyczyni się do wykrycia lub udowodnienia dokonanego przekupienia, zanim władza, powołana do ścigania, dowie się o jego czynie.

    Art. 6. Przepisy ustaw karnych dzielnicowych o prawie nadzwyczajnego łagodzenia lub zamiany kary nie stosują się do przestępstw, przewidzianych w niniejszej ustawie; wszakże w wypadkach mniejszej wagi lub w razie uznania okoliczności łagodzących sad wymierzy za przestępstwa, przewidziane w art. 1 – 5 ustawy niniejszej, w miejsce kary śmierci, karę ciężkiego więzienia (domu karnego) od lat 4 do 15, karę zaś ciężkiego więzienia (domu karnego) od lat 4 do 15 wyznaczy w rozmiarze od 1 roku do 4
    lat.

    Art. 7. Przestępstwa, wymienione w art. 1 – 4 i cz. 1 art. 5 niniejszej ustawy, uważane będą za zbrodnie; przestępstwo, przewidziane w cz. 2 art. 5 za występek.
    Usiłowanie będzie karane na równi z dokonaniem.
    Karom za udział, przewidzianym w art. 4 i 5 niniejszej ustawy, ulegają również osoby, nie będące urzędnikami.

    Art. 8. W wypadku przestępstw, przewidzianych w art. 2, 3 i 5 niniejszej ustawy, należy otrzymany podarunek lub wartość tegoż uznać za przepadłe na rzecz Skarbu Państwa.
    Art. 9. Urzędnikiem w rozumieniu ustawy jest ten, kogo odpowiednia ustawa karna w chwili popełnienia przestępstwa za urzędnika uważa (art. 636 cz. 4 k. k. ros. Z r. 1903, § 101 austr. u. k. z r. 1852 i § 359 niem. k. k. z r. 1871).

    Art. 10. Ustawa niniejsza nie stosuje się do osób, które w chwili popełnienia przestępstwa nie ukończyły lat 21; nie dotyczy to przestępstwa, przewidzianego w cz. 2 art. 5 ustawy niniejszej.

    Art. 11. Przepisy ustawy niniejszej nie stosują się do udziału, przewidzianego w § 49a niem. k. k. z r. 1871, tudzież do wypadków, przewidzianych z art. 151 cz. 3 k. k. ros. Z r. 1903 i w § 9 austr. u. k. z r. 1852).

    Art. 12. Przepisy szczególne ustaw karnych, stanowiące o karach łagodniejszych lub o bezkarności kradzieży lub przywłaszczenia (sprzeniewierzenia), nie będą stosowane do urzędników, odpowiadających według ustawy niniejszej. Jeśli jednak winny kradzieży lub przywłaszczenia (sprzeniewierzenia) dobrowolnie zwrócił mienie kradzione lub przywłaszczone (sprzeniewierzone), albo w inny sposób wynagrodził szkodę, zanim jego wina ujawniona została przed władzą do ścigania przestępstw powołaną, - wolny
    będzie od kary.

    Art. 13. Sprawy o przestępstwa, przewidziane w ustawie niniejszej, o ile nie stosuje się postępowania uproszczonego, rozpoznawane będą co do winy i kary we wszystkich instancjach przez sad karny w składzie 3 sędziów państwowych.
    W b. dzielnicy rosyjskiej wyroki sadu pierwszej instancji we wszystkich sprawach, do których stosuje się niniejsza ustawa, są ostateczne i mogą być zaskarżone jedynie przy odpowiednim zastosowaniu przepisów o zaskarżeniu wyroków w drodze kasacji.
    Jeżeli przestępstwo jest zbrodnią, należy wyznaczyć oskarżonemu obrońcę z urzędu, o ile nie ma on obrońcy z wyboru.
    W b. dzielnicy austriackiej stosuje się odpowiednio przepis § 341 proc. kar.

    Art. 14. Winni przestępstw, popełnionych przed wejściem w życie ustawy niniejszej, ulegną karze w myśl ustaw dotychczasowych, o ile przepisy ustawy niniejszej nie przewidują łagodniejszej kary.
    Art. 15. Do osób wojskowych należy stosować ustawę z dnia 1 sierpnia 1919 r. (Dz. Pr. Nr 64, poz. 386) ze zmianami, zawartymi w ustawie z dnia 17 grudnia 1920 roku (Dz. Ust. z1921 r. Nr 2, poz. 4).
    Przepisy ustawy niniejszej stosują się odpowiednio i w wypadkach, gdy przestępstw, przewidzianych w art. 4 i 5 dopuszczono się odnośnie do osób, podlegających sadownictwu wojskowemu.

    Art. 16. Rada Ministrów władna będzie uchylić moc obowiązującą ustawy niniejszej uchwałą, zatwierdzoną przez Naczelnika Państwa i ogłoszoną w Dzienniku Ustaw. Z chwilą wejścia w życie tej uchwały postanowienia ustaw karnych, uchylone, zmienione, lub ograniczone w swem działaniu skutkiem przepisów ustawy niniejszej, odzyskują moc prawną.

    Art. 17. Ustawa niniejsza wchodzi w życie z dniem jej ogłoszenia; równocześnie traci moc ustawa z dnia 30 stycznia 1920 r. w przedmiocie odpowiedzialności urzędników za przestępstwa, popełnione z chęci zysku (Dz. Ust. Nr 11, poz. 60) tudzież rozporządzenie Rady Obrony Państwa z dnia 6 sierpnia 1920 r. (Dz. Ust. Nr 73, poz. 501) w przedmiocie poddania przestępstw, popełnionych przez urzędników z chęci zysku, orzecznictwu sądów doraźnych, oraz oparte na nim rozporządzenie Rady Ministrów z dnia
    16 lutego 1921 r. (Dz. Ust. Nr 18, poz. 101).

    Art. 18. Wykonanie tej ustawy należy do Ministra Sprawiedliwości, a w b. dzielnicy pruskiej – do Ministra b. Dzielnicy Pruskiej w porozumieniu z Ministrem Sprawiedliwości.

    Marszałek: Trąmpczyński
    Prezydent Ministrów: Witos
    Minister Sprawiedliwości: w. z. Dr. J. Morawski
    Minister b. Dzielnicy Pruskiej: W. Kucharski

  • PO=MO(2013-11-07 10:28) Odpowiedz 00

    1) Szkoły w Polsce są niedoinwestowane
    Wiele szkół jest w bardzo złym stanie technicznym. Dzieci uczą się w przepełnionych klasach, w systemie zmianowym. Nie ma odzielnych stref dla dzieci młodszych. Brakuje nie tylko świetlic ale często także szatni. Dzieci narażone są na agresję, hałas i stres.
    2) Tresura sześciolatka.
    Nowa podstawa programowa przerasta możliwości przeciętnego sześciolatka.
    3) Premier zabrał pieniądze na reformę.
    W pierwszym roku z zakładanych 347 mln zostało 40 mln zł - na wszystkie szkoły w Polsce. To nie żart!
    4) Ustawa o reformie nie wyznacza ŻADNYCH standardów
    jakie musi spełnić szkoła aby przyjąć sześciolatki w 1 klasie. Według zasady, że jakoś to będzie.
    5) Pięciolatki trafiają do szkół.
    Reforma nakłada od 2011 obowiązek edukacji na pięciolatki oraz czterolatki z końca roku. W co trzeciej gminie w Polsce nie ma przedszkoli. Tam dzieci trafiają do szkół.
    6) Żniwa wydawców.
    W czasie kryzysu finansowego rodzice płacą MILIARDY złotych za wymianę WSZYSTKICH PODRĘCZNIKÓW. Stare podręczniki stały się makulaturą. Beneficjentami reformy są przede wszystkim wydawcy podręczników.
    7) Nauczyciele bez przygotowania.
    Nie przewidziano szkoleń dla nauczycieli. Szkoły dostały kopie nowej podstawy programowej. Odbyło się też kilkaset konferencji powiatowych. To zdaniem MEN wystarczy.
    8) Przed reformą i tak rodzic może posłać 6 latka do szkoły ale nie wpychajmy wszystkich na silę bo nie wszystkie są do tego emocjonalnie przygotowane.

  • You know my name(2013-11-07 10:28) Odpowiedz 00

    Wszystko czego się dotyka ten rząd to spierdo$i. Tam antymidasy siedzą.

  • majka(2013-11-07 10:31) Odpowiedz 00

    Brak slow- co ona piepxxxy- stara baba co nie ma dzieci i nie ma pojecia co czują rodzice jak maja puszczać swoje maluszki do starych brudnych szkol, gdzie nie ma przystosowań, brudne stare toalety..co nas ma obchodzić ze 75% dzieci zagranica idzie wcześniej do szkoły, skoro my chodziliśmy od 7go roku życia zawsze a i tak jesteśmy jednym z najmadrzejszychnarodow świata! Dajcie maluszkom spokój i dzieciństwo!!!

  • taka jest prawda(2013-11-07 10:33) Odpowiedz 00

    odpieprz sie POwska szma.to od cudzych dzieci!!!

  • xyz(2013-11-07 10:36) Odpowiedz 00

    Mam już dorosłe dzieci, wiec ten problem ogladam trochę "z boku". Ale przecież kiedyś będą wnuki:). Cała ta dyskusja wydaje mi się trochę "obok" właściwego problemu, którym są PIENIĄDZE, a raczej ich brak,a właściwie nieodpowiednie rozdysponowanie. Dzisiejsi rodzice zacietrzewiają się w dyskusjach o swoim prawie do decydowania, kiedy ich dzieci maja zacząć edukację itd. To oczywiście ważne, ale wg mnie powinni walczyć o coś innego - o edukację w odpowiednich warunkach. Co przez to rozumiem? Wprowadzenie elementów nauczania w przedszkolu nawet od 5. roku życia dzieci (można - tak już było w przedszkolnych zerówkach - nauczyciele przedszkolni są do tego przygotowani - tylko teraz im tego zakazano!). A w szkole kontynuować , a nie zaczynać od początku. Tylko wtedy wszystkie dzieci musiałyby chodzić do przedszkola = państwo musiałoby im zapewnić miejsce, czyli te przedszkola wybudować. Dzieci przebywałyby w odpowiednich warunkach, "zaopiekowane", a rodzice mogliby spokojnie iść do pracy, albo jej szukać. W szkołach można by było rozgęścić klasy( bo nawet 25 osób w 1. klasie to za dużo, lepiej 15). Nauczycieli nie trzeba by masowo zwalniać, oni by mieli komfort pracy i byłoby to z wielką korzyścią dla dzieci - wreszcie by byli w stanie każde dziecko i jego problemy zauważyć (co w następnych latach szkolnych dawałoby nadzieję na zmniejszenia agresji wśród młodzieży). Ale tu by trzeba było podjąć decyzję, żeby dać więcej środków na oświatę , a nie np. na KRUS czy wojsko. Ale może tego powinno dotyczyć referendum?
    A argument, że dzieci na Zachodzie uczą się od 5. roku życia mnie śmieszy, bo nikt nie dodaje w jakich warunkach. A ja widziałam szkołę 5. letniego dziecka mojej kuzynki w Anglii - niczym się nie różniła od naszego przedszkola, natomiast jej drugi, 8.letni syn chodził już do innej placówki...

  • M. Nencka-Borowiecka, psycholog dziecięcy(2013-11-07 10:42) Odpowiedz 00

    Sześciolatki idą do szkół, ale czy w tym wieku dzieci są gotowe do obowiązku szkolnego?
    - Nie. Ich rozwój emocjonalny, motoryczny i społeczny nie jest na tyle odpowiedni, aby zmierzyć się z wyzwaniami, jakie niesie ze sobą szkoła i funkcjonowanie w tak dużych grupach. Wielu ludzi nie myśli o tym, że szkoła to nie tylko nauka literek, ale zupełnie inne funkcjonowanie społeczne. Potrzeba pewnych umiejętności psychicznych, aby odnaleźć się w nowej sytuacji społecznej. Dziecko sześcioletnie jeszcze nie ma umiejętności przystosowawczych wystarczająco rozwiniętych.

    - Rok to dużo w życiu dziecka?
    - Bardzo dużo. Dziecko może szybciej nauczyć się czytać, pisać, nawet w wieku czterech lat, ale pewnych rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć. Przede wszystkim chodzi o rozwój emocjonalny dziecka. W wieku 6 lat mały człowiek nie jest gotowy do siedzenia w ławce szkolnej przez 45 minut. Szkoła musiałaby zapewnić odpowiednie warunki dla sześciolatków, ale ile jest takich szkół, które spełniają podstawowe warunki dla sześciolatków? Ich liczba jest znikoma.

  • witold(2013-11-07 10:44) Odpowiedz 00

    posłowie mają głęboko nasze dzieci, nasze emerytury, podatki, prace itp. (P)osłowie mają na uwadze swoje stołki, ciepłe i intratne posadki dla kolesiostwa i rodziny. I będą tak się układać aby obronić swoje stanowiska w Sejmie, kosztem zeszmacenia byleby tylko pozostać przy korycie.

  • EWA(2013-11-07 09:33) Odpowiedz 00

    Referendum jest aktem demokracji. Nasz(???) rząd nie życzy sobie referendum, ponieważ za daleko zabrnął w autokratycznym rządzeniu, w inicjowaniu patologicznych ustaw, krótko mówiąc - przekonał się o swojej boskiej pozycji. Chyba czas trochę otrzeźwić tych, niestety, drani, likwidujących krok po kroku demokrację. Skuteczne byłoby pójście w ślady górników.

  • Igor(2013-11-07 10:49) Odpowiedz 00

    Nie ma ŻADNEGO racjonalnego powodu by 6 latki posłać do szkoły. Szkoły NIE SĄ przygotowane, przede wszystkim mentalnie (bo nie wystarczy wyposażyć salę) do ich przyjęcia. Między 6 a 7 latkiem jest DUŻA różnica w zachowaniu a w szkołach panują INNE zasady niż w przedszkolu. Wiem, bo mam dzieci w 1 i 3 klasie. Posłanie dzieci wcześniej do szkoły wiąże się z tym, że wcześniej ją opuszczą. Pracuję z młodzieżą i często w wieku 18 lat nie wiedzą jeszcze co w życiu robić, więc wcześniejsze ukończenie szkoły na pewno im nie pomaga, w dodatku szkoły sprofilowanej, po której młodzi wiedzą POŁOWĘ mniej niż po starym liceum.
    Dyrdymały opowiada pani Szumilas o tym, że licealiści realizują cały kurs z historii, chemii, geografii, biologii, fizyki. Oni w liceum kończą materiał z gimnazjum! Rozszerzenia wybiera niewielu i efekt jest taki, że po szkołach średnich wyjdą imbecyle bez podstawowej wiedzy. Jak to wpłynie na naszą gospodarkę? Jaki będzie za parę lat poziom usług? Tu nie ma żadnych reform, tutaj są tylko OSZCZĘDNOŚCI. Niestety, wyjdą nam bokiem.

  • HWDT(2013-11-07 10:55) Odpowiedz 00

    negatywne skutki reformy edukacyjnej. To będą nerwice, lęki, emocjonalne zachwiania. Nie wiem, skąd ten pęd do zabierania dzieciom dzieciństwa, czasu, jaki potrzebny jest na rozwój. One zdążą nauczyć się pisania na komputerze, zresztą i tak często przychodzą do szkoły z takimi umiejętnościami, bo komputer mają w domu lub w przedszkolu.

  • Mario(2013-11-07 12:06) Odpowiedz 00

    Może ja się nie znam bo jestem inżynierem a nie nauczycielem, ale skoro podręczniki się nie zmieniły ( to znaczy te co były dla 7-latków w pierszej klasie teraz są dla 6-latków w pierwszej klasie ) to czy nie było jakby tak łatwiej przenieść podręczniki o jeden w dół czyli podręczniki do 1 klasy przesunąć do starszaków do przedszkola, a szkołę podstawową kończyć na 5 klasie - bo rocznikowo korzysta z podręczników z 6 klasy?
    Nie byłoby żadnego zamieszania z łazienkami dla dzieci, dywanikami w klasie itp itd.

  • max(2013-11-07 12:49) Odpowiedz 00

    MEN zlikwidować wszystko jest do dupy ,również pseudo gimnazja nie wspominając o nauce religii w szkołach której jest więcej niż innych przedmiotów

  • rodzic(2013-11-07 13:08) Odpowiedz 00

    Na wsiach dzieci dochodzą do szkoły, często piechotą i często spore odległości. No to teraz sobie wyobraźcie, że puszczacie tak 5-latka, a tyle lat będą miały dzieci z końca roku. Wasz 5-latek, maleńkie jeszcze dziecko, maszeruje do szkoły zimą, poboczem drogi albo nieodśnieżoną ścieżką. No chyba, że pani minister edukacji zakłada, że rodzice nie pracują, albo że nie mają innych dzieci, których nie mogą zostawić bez opieki w domu.
    Pomysł posyłania takich maluszków do szkoły, jest mądry jak wszystkie dotychczasowe reformy. A za dwa, trzy lata, władza powie: "no rzeczywiście, reforma nie wyszła i przyniosła same szkody" (tak jak w przypadku innych reform - w tym tej gimnazjalnej), ale już nie możemy się wycofać, bo jakby to wyglądało.

  • lenski(2013-11-07 13:41) Odpowiedz 00

    Poprzedni reżim obalili intelektualiści po ósmej klasie, a ten eurureżim szmaciarzy z PO obali ciemna masa po gimnazjum. Jak ciemna masa ruszy to ją nic nie wzruszy.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama