statystyki

Najbardziej oblegane kierunki studiów w roku akademickim 2012/2013

28.11.2012, 12:50; Aktualizacja: 28.11.2012, 13:01
Poza informatyką rosnącą popularnością cieszą się takie kierunki jak automatyka i robotyka, energetyka, biotechnologia, czy zarządzanie i inżynieria produkcji.

Poza informatyką rosnącą popularnością cieszą się takie kierunki jak automatyka i robotyka, energetyka, biotechnologia, czy zarządzanie i inżynieria produkcji. źródło: ShutterStock

Czołówkę najbardziej obleganych polskich uczelni ponownie zdominowały politechniki, cały czas rośnie też popularność "kierunków zamawianych" - wynika z przedstawionego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podsumowania rekrutacji na studia w roku akademickim 2012/2013. Tegoroczną listę najczęściej wybieranych kierunków studiów otwiera informatyka, która zanotowała jeden z najwyższych skoków popularności.

Reklama


Reklama


Informatyka wcześniej dominowała w tegorocznym konkursie na tzw. kierunki zamawiane, a jeżeli dodamy do tego sukcesy studentów informatyki z Polski w konkursach międzynarodowych to informatyka właśnie okaże się najszybciej rozwijającym się kierunkiem studiów w naszym kraju. W zeszłym roku wybrało ją 27 625 kandydatów, w tym już 30 639.

- Cieszę się, że prowadzona przez nas długofalowa promocja kierunków o kluczowym znaczeniu dla gospodarki przynosi coraz lepsze efekty - podkreśla minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka. - Program kierunków zamawianych, projakościowy system finansowania uczelni, coraz atrakcyjniejsze programy stypendialne i konkursy dla szkół wyższych wpływają pozytywnie na ofertę kształcenia na polskich uczelniach, ale przede wszystkim na dokonywany przez młodych ludzi wybór studiów - dodaje minister Kudrycka.

Poza informatyką rosnącą popularnością cieszą się takie kierunki jak automatyka i robotyka, energetyka, biotechnologia, czy zarządzanie i inżynieria produkcji. Umacnia się zatem trend wzrostu popularności kierunków ścisłych i technicznych, co jest m.in. efektem działań MNiSW ukierunkowanych na wspieranie kierunków studiów kluczowych dla rozwoju gospodarczego. Zmieniająca się dzięki temu na korzyść struktura kształcenia pozytywnie wpłynie na sytuację na rynku pracy.

- Młodzi ludzie przy wyborze studiów coraz elastyczniej reagują na rosnące wymagania pracodawców - podkreśla prof. Kudrycka. - Szukają rzetelnej wiedzy i umiejętności, które pozwolą im na satysfakcjonujący rozwój zawodowy. Są też coraz bardziej świadomi globalnych tendencji, które wpłyną na kształt gospodarki w przyszłych latach. To bardzo pozytywna zmiana, na którą pracowaliśmy od dobrych kilku lat - dodaje minister.

Kandydaci chętnie składali też swoje dokumenty na kierunki humanistyczne, które wyposażą ich w duży zakres umiejętności praktycznych. W czołówce najczęściej wybieranych studiów nadal mocno trzymają się zarządzanie oraz prawo. Zwłaszcza ten ostatni kierunek znacznie poprawił swoje wyniki w porównaniu z rokiem poprzednim.

Spadek zainteresowania dotknął z kolei te kierunki, których absolwenci są już silnie reprezentowani na rynku pracy. Zmiana koniunktury na rynku budowlanym nie pozostała bez wpływu na popularność kierunku budownictwo. Z pierwszego miejsca w ubiegłorocznym rankingu spadł on na czwartą pozycję.

W pierwszej piątce najbardziej obleganych uczelni są aż cztery politechniki - Warszawska, Gdańska, Poznańska i Łódzka. Uczelnie techniczne okazały się też najchętniej wybieranym przez kandydatów typem uczelni, tuż za nimi znalazły się uczelnie rolnicze, które wyprzedziły w rankingu popularności uniwersytety i uczelnie wychowania fizycznego.

Politechnika Warszawska piąty rok z rzędu obroniła miano najbardziej obleganej uczelni w kraju - na każde wolne miejsce na studiach przypadało tam 8,9 kandydata (w roku 2009 - 8, w 2010 - 8,6, a w 2011 - 8,7). Łącznie o przyjęcie na studia na Politechnice Warszawskiej starało się ponad 57 tys. kandydatów z całej Polski, w porównaniu do ubiegłorocznych 54 tysięcy.

Wśród uczelni niepublicznych najczęściej wybieranych przez maturzystów wybierających się na studia stacjonarne znalazła Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie (2061 kandydatów), która obroniła swoje miejsce sprzed roku. Najwięcej kandydatów (3946 osób) na studia w trybie niestacjonarnym miała w tym roku Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu, która awansowała z zeszłorocznego trzeciego miejsca. Łącznie w roku akademickim 2011/2012 przyjęto na studia 549 443 osób, w tym 416 333 na uczelnie publiczne i 133 110 osób na uczelnie niepubliczne.

Reklama


Źródło:PAP

Polecane

Reklama

  • zzz(2012-11-28 15:23) Odpowiedz 00

    Tylko medycyna-reszta to strata czasu.

  • aaa(2012-11-28 16:04) Odpowiedz 00

    już w trakcie studiów na tych kierunkach łatwiej znaleźć pracę za granicą a co dopiero po studiach a o dziadków którzy zostają w kraju mogą dbać pielęgniarki, przecież lekarze działają tylko na szkodę ZUSu i NFZetu

  • OBSERWATOR 2(2012-11-28 16:55) Odpowiedz 00

    Informatyka była zawsze kierunkiem o duzym zainteresowaniu - co za "nowość" ?!

  • Raf(2012-11-29 15:37) Odpowiedz 00

    A moim skormnym zdaniem pomysł kierunków zamawianych (nota bene ustalanych aktem wewnętrznym MSWiN) jest niezgodna z art. 32 ust. 1 w zw. z art. 70 ust. 4 zd. 1 w zw. z art. 2 Konstytucji.

  • j.(2012-11-28 21:44) Odpowiedz 00

    Miałem konkurs na wolne miejsce pracy, po otwarciu ofert okazało się, że kandydaci są w większości absolwentami: zarządzania, marketingu, nauk politycznych, itp. Nie rozumiem tych ludzi, co chcieli zwojować wybierając takie kierunki studiów. Przecież już lepiej od razu się zameldować w urzędzie pracy. Teraz jeśli studia to np. kierunki techniczne, rzadkie języki (np. sinologia, arabistyka), może jeszcze informatyka, albo - nie przymierzając - medycyna, jeśli ktoś czuje powołanie do zawodu medyka. Studiując jakieś tam "zarządzanie" młodzi ludzie sami skazują się na bezrobocie. A może lepiej nie studiować, tylko wyuczyć się konkretnego zawodu, w którym stosunkowo łatwo o pracę? Nie mówiąc już oczywiście o tym, że jeśli ktoś chce iść całkiem z duchem czasu, to raczej nie powinien się uczyć zawodu, tylko tak kombinować, żeby to inni pracowali na niego. Może więc najlepiej do "terminu" do jakiegoś kutego na cztery paskudne łapy cwaniaczka i pilnie się uczyć, jak się kręci lody. Wtedy można trafić oczywiście teoretycznie kiedyś na listę najbogatszych, albo... do kicia! Ale dla wielu dziś to jest jedyny sposób na życie. Podobno takim trzeba się urodzić: już leżąc w pieluchach zacząć główkować, jakby tu i na czym zarobić, a przy okazji np. wykiwać urząd skarbowy kupując "na firmę" co tylko się da, wykiwać ZUS zatrudniając na czarno itd. Ja się takim niestety (albo stety!) nie urodziłem, ale gdybym teraz zaczynał życie, raczej na pewno nie poszedłbym na tzw. studia.

  • lukas(2012-11-29 09:34) Odpowiedz 00

    Przekonamy się ile z tych 30000 ukończy te studia po3 czy 5 latach.
    Wiadomo że studenci lecą na kasę.1000 zł /-c piechotą nie chodzi.

  • Antoni Kosiba(2012-11-29 10:11) Odpowiedz 00

    Nagle oduczuli powołanie do znienawidzonej dotychczas chemii i fizyki???

  • GvF(2012-12-02 20:17) Odpowiedz 00

    do "j" nr 4. : Nie piszesz, z jakiej okazji miałeś/aś ten konkurs, zakładam że byłeś/aś tam asystentem, bo raczej nie głównym prowadzącym. Inaczej nie pisałbyś takich bzdur na temat zarządzania. Otóż kolego lub koleżanko powiem Ci, że zarządzanie przygotowuje do pełnienia w przyszłości - jak sama nazwa wskazuje - funkcji kierowniczych. Oczywiście nie od razu po studiach, bo to byłoby za proste. Ścieżka kariery po tym kierunku nie jest łatwa, ale jak to w życiu bywa - nic nie jest proste i oczywiste. Błąd większości absolwentów po zarządzaniu polega na tym, że nie kontynuują kariery w obranym przez siebie kierunku, tylko łapią co popadnie, np. sprzedając frytki w McD. A właściwym wyborem powinnien być handel. Bardzo ważnym elementem jest studencka praktyka, w czasie której student poważnie myślący o zarządzaniu powinien pozostawić po sobie w korporacji bardzo dobre wrażenie, tak aby po uzyskaniu dyplomu móc zgłosić swoją osobę do pracy na stanowisku związanym z zarządzaniem bądź przy takim stanowisku asystować. Jak już się do takiej pracy "wkręci", to następnie nabierając doświadczenia oraz zdobywając kolejne szczeble edukacyjne (szkolenia zewnętrze, samoedukacja), powoli się awansuje. Niezbędne jest po drodze wykazanie się wiedzą, pomysłami i wynikami, tak aby kierownictwo było pewne, że awans na wyższe stanowisko jest w pełni zasłużony oraz przyniesie spodziewane efekty. I tak dalej, wyżej, więcej... Aż w końcu któregoś dnia nasz byly absolwent zarządzania zasiądzie w beżowym skórzanym fotelu wśród dębowych mebli i zamiast wypisywać brednie o kręceniu ZUSu zatrudniając na czarno, on po prostu będzie miał głowę pełną wiedzy jak nie dać się wykiwać socjalistycznemu państwu i nie musieć oddawać 41% z wynagrodzenia swoich pracowników :-)

    Niestety, praktyka w naszym polskim wydaniu wygląda tak, że po studiach o kierunku zarządzanie łapie się byle co, aby tylko mieć pracę, np. sprzedawca polis ubezpieczeniowych, ochrona, sprzedaż frytek w McD, potem staże z urzędu pracy.
    Na koniec robi się stado takich zawiedzionych niedoszłych dyrektorów, którzy wypisują brednie na forach, zapominając jednocześnie, jak przepiptali studia włócząc się od jednego klubu do drugiego, przypominając sobie o studiach wyłącznie 4 razy do roku (dwie sesje + dwie poprawkowe). Jeśli zaprzeczysz, to odpowiedz mi, kim są pracownicy takich korporacji jak PwC, DLA Piper, Deloitte, Procter&Gamble, Colgate/Palmolive i inni z listy najbardziej pożądanych i prestiżowych pracodawców. Przypiszesz im te stanowiska znajomościom? fartowi?

  • GvF(2012-12-02 21:44) Odpowiedz 00

    do "j" nr 4. : Nie piszesz, z jakiej okazji miałeś/aś ten konkurs, zakładam że byłeś/aś tam asystentem, bo raczej nie głównym prowadzącym. Inaczej nie pisałbyś takich bzdur na temat zarządzania. Otóż kolego lub koleżanko powiem Ci, że zarządzanie przygotowuje do pełnienia w przyszłości - jak sama nazwa wskazuje - funkcji kierowniczych. Oczywiście nie od razu po studiach, bo to byłoby za proste. Ścieżka kariery po tym kierunku nie jest łatwa, ale jak to w życiu bywa - nic nie jest proste i oczywiste. Błąd większości absolwentów po zarządzaniu polega na tym, że nie kontynuują kariery w obranym przez siebie kierunku, tylko łapią co popadnie, np. sprzedając frytki w McD. A właściwym wyborem powinnien być handel. Bardzo ważnym elementem jest studencka praktyka, w czasie której student poważnie myślący o zarządzaniu powinien pozostawić po sobie w korporacji bardzo dobre wrażenie, tak aby po uzyskaniu dyplomu móc zgłosić swoją osobę do pracy na stanowisku związanym z zarządzaniem bądź przy takim stanowisku asystować. Jak już się do takiej pracy "wkręci", to następnie nabierając doświadczenia oraz zdobywając kolejne szczeble edukacyjne (szkolenia zewnętrze, samoedukacja), powoli się awansuje. Niezbędne jest po drodze wykazanie się wiedzą, pomysłami i wynikami, tak aby kierownictwo było pewne, że awans na wyższe stanowisko jest w pełni zasłużony oraz przyniesie spodziewane efekty. I tak dalej, wyżej, więcej... Aż w końcu któregoś dnia nasz byly absolwent zarządzania zasiądzie w beżowym skórzanym fotelu wśród dębowych mebli i zamiast wypisywać brednie o kręceniu ZUSu zatrudniając na czarno, on po prostu będzie miał głowę pełną wiedzy jak nie dać się wykiwać socjalistycznemu państwu i nie musieć oddawać 41% z wynagrodzenia swoich pracowników :-)

    Niestety, praktyka w naszym polskim wydaniu wygląda tak, że po studiach o kierunku zarządzanie łapie się byle co, aby tylko mieć pracę, np. sprzedawca polis ubezpieczeniowych, ochrona, sprzedaż frytek w McD, potem staże z urzędu pracy.
    Na koniec robi się stado takich zawiedzionych niedoszłych dyrektorów, którzy wypisują brednie na forach, zapominając jednocześnie, jak przepiptali studia włócząc się od jednego klubu do drugiego, przypominając sobie o studiach wyłącznie 4 razy do roku (dwie sesje + dwie poprawkowe). Jeśli zaprzeczysz, to odpowiedz mi, kim są pracownicy takich korporacji jak PwC, DLA Piper, Deloitte, Procter&Gamble, Colgate/Palmolive i inni z listy najbardziej pożądanych i prestiżowych pracodawców. Przypiszesz im te stanowiska znajomościom? fartowi?

  • licznik(2012-12-02 21:59) Odpowiedz 00

    "Popularność" politechnik od paru lat wynika głównie z tego, że na wielu z nich za pojedynczą opłatę rekrutacyjną można kandydować na kilka albo kilkanaście kierunków i jeden maturzysta jest liczony wielokrotnie jako kandydat na studia - patrz np. http://www.put.poznan.pl/rekrutacja/oplata_rekrutacyjna
    Liczba kandydatów jakoś słabo przekłada się na liczbę studentów. Ministerstwo pewnie o tym wie, ale woli liczyć maturzystów-kandydatów wielokrotnie, żeby chwalić się sukcesem programu kierunków zamawianych, zamiast podać rzetelną informację o liczbach studentów np. po pierwszym semestrze.

  • exec.(2012-12-03 00:07) Odpowiedz 00

    Z zarządzaniem jest taki kłopot, że do jego nauki dobrze byłoby mieć nieco praktyki - PRZED tą nauką, oraz ćwiczenia w miejsce wykładów (czyli studia w rodzaju MBA). Stąd oczywiście nie zgadzam się z j., ale nie zgadzam się też z GvF: gdyby sprawdzić, kto pracuje przy kserokopiarkach w PwC to pewnie byłaby to fizyka teoretyczna, muzykologia, anglistyka i żywienie człowieka, a w PG czy CP informatyka i inżynieria produkcji.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama