Specjalistyczne szkolenia z zakresu aktualizacji prawa, finansów, obsługi klienta czy technik sprzedażowych; warsztaty z motywowania pracowników, umiejętności IT i coaching - branża utrzymuje, że zapotrzebowanie na tego rodzaju szkolenia będzie nadal rosło. I to mimo kryzysu. W najbliższym czasie wzrośnie też popyt na webinary i warsztaty online, które pozwalają na redukcję ilości podróży służbowych i skrócenie czasu szkoleń.
Spowolnienie gospodarcze odciska swoje piętno na branży, ale problemów jest więcej. Wyczerpują się fundusze unijne z programowania 2007-2013, a następny dopływ środków z UE jest planowany na 2015 rok.

Jeśli nie Unia, to kto?

Fundacja Europejskie Centrum Przedsiębiorczości szacuje, że do momentu rozpoczęcia kolejnego programu finansowego z UE, może upaść co trzecia firma zajmująca się szkoleniami.
- Fundusze unijne mają wyłącznie destrukcyjny wpływ na branżę - przyznaje Michał Pacyna, prezes firmy Inprogress. Dlaczego?
- Upowszechniła się fałszywa koncepcja, że szkolenie to jest coś za darmo lub za pieniądze mniejsze od ceny posiłków konsumowanych podczas tego szkolenia – twierdzi Anna Podgórska, założycielka Centrum Doradztwa i Szkoleń Homo Creatore.
Przybyło też firm i trenerów, którzy w miejsce rzetelnej wiedzy proponują szkolenia na podstawie publikacji popularno-naukowych.
- Przez takie zachowanie firm szkoleniowych, wielu klientów traci zaufanie do szkoleń i ich jakości, a tym samym do całej branży – mówi Piotr Benedyk, coach i specjalista do spraw szkoleń.
Nasi rozmówcy twierdzą, że gdy skończą się dotacje unijne, rynek oczyści się z tych pseudoszkoleń. Firmy powrócą do projektów edukacyjnych „szytych na miarę”, dla swoich kluczowych pracowników, zamiast masowego wysyłania wszystkich na cokolwiek, byle tanio.

Nie powielaj błędów

Moda na półdarmowe unijne szkolenia powoduje, że przedsiębiorstwa korzystają z nich bez umiaru i zastanowienia.
- Bywa, że dyrektorzy działów w jednej firmie, nie potrafią się ze sobą porozumieć, co do zakresu szkolenia. Na tym tle wciąż dochodzi do konfliktów kompetencyjnych - przyznaje szef działu HR w pewnej firmie.
- A więc robimy szkolenie z komunikacji - słyszę od trenera. Dyrektorzy jadą więc na szkolenie. Z firmowego konta wypłacane jest kilkanaście tysięcy złotych. I pozornie wszyscy wracają zadowoleni. Ale po kilku tygodniach problem nieporozumień w firmie powraca – opowiada nasz rozmówca. Gdzie popełniono błąd?
- Dobra firma szkoleniowa, albo trener powinien skontaktować się z szefem całego teamu i porozmawiać, o co tak naprawdę chodzi zleceniodawcy? Po takiej rozmowie trener dowiedziałby się, że np. zespół w tej firmie jest młody, dyrektorzy się nie znają, pracują w innych oddziałach, a konflikty wybuchają z prozaicznych powodów. Mając takie informacje całkiem inaczej prowadzimy szkolenie i kładziemy nacisk na inne kwestie. Wiedza o tym, jaki ma być efekt końcowy szkolenia, jest fundamentem całego procesu przygotowawczo – szkoleniowego – przekonuje Piotr Benedyk.