Szefowie placówek oświatowych w tym miesiącu muszą opracować plan zajęć na nowy rok szkolny. Służy do tego tzw. arkusz organizacyjny. Z kolei gminy do końca maja muszą go zatwierdzić. W efekcie, jeśli np. dyrektor szkoły będzie chciał zwiększyć liczbę etatów dla nauczycieli, będzie musiał na to uzyskać zgodę organu prowadzącego, czyli najczęściej gminy. Te jednak wymagają od nich szukania oszczędności.

Dlatego większość samorządów zanim otrzyma taki arkusz, organizuje spotkania z dyrektorami lub też wydaje im stosowne wytyczne w postaci zarządzeń.

Do końca maja gminy muszą zatwierdzić arkusze organizacyjne pracy szkół

Na przykład burmistrz Biłgoraja przesłał do konsultacji projekt zarządzenia, w którym zaleca, aby na jego terenie w gimnazjach było tylko sześć oddziałów. To aż o połowę mniej niż w szkołach podstawowych.

– Zakładam, że część szóstoklasistów będzie ubiegała się o przyjęcie do gimnazjów np. w Zamościu – mówi Janusz Rosłan, burmistrz Biłgoraja.

Oświatowe związki zawodowe uważają, że tego typu działania to nic innego jak szukanie oszczędności.

– Będziemy skarżyć tę uchwałę do wojewody, a następnie do sądu, bo nie można zmuszać dyrektorów szkół do takich działań – mówi Andrzej Antolak, z Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

Jego zdaniem takie działanie prowadzi tylko do tego, że klasy będą przepełnione, a część nauczycieli zostanie zwolniona.

W statutach szkół określone są maksymalne liczby uczniów w oddziałach. Dlatego skandaliczne jest zachowanie samorządu, który ingeruje w politykę dyrektora szkoły – dodaje Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego

Zaznacza, że prowadzenie zajęć w przepełnionych klasach może odbić się przede wszystkim na jakości kształcenia.

Samorządy mają też sposoby na obejście przepisów Karty nauczyciela, które są dla nich niekorzystne.

– Tworzymy spółkę, która przejmie wszystkie przedszkola i żłobki. A to sprawi, że w przedszkolach będziemy mogli zatrudniać na podstawie kodeksu pracy, a nie karty – mówi Janusz Rosłan.

Również inne miasta podejmują próby przekształcenia przedszkoli samorządowych w placówki niepubliczne. Na przykład w Radomiu takie plany były wobec 17 jednostek.

– Chcieliśmy, aby pracownicy przedszkoli przejęli te placówki, ale nie znaleźli się wśród nich chętni. Dodatkowo związki zawodowe protestowały, więc na razie się z tego planu wycofaliśmy – mówi Katarzyna Piechota-Kaim z Urzędu Miasta w Radomiu.

Prawnicy nie mają jednak wątpliwości, że takie działanie jest zgodne z prawem.

– Jeśli nie ma żadnych uchybień proceduralnych, to samorząd może przekształcić przedszkola publiczne w niepubliczne – mówi Andrzej Tokarski, dyrektor wydziału prawnego Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.