Interesy urzędników są chronione nawet w Brukseli, gdzie opracowano takie metody publikacji danych statystycznych, żeby nie było wiadomo, ilu w rzeczywistości ich jest. Do 2004 roku, do wejścia Polski do Unii Europejskiej, GUS publikował takie dane, ale potem przyjął metody unijne i do liczby urzędników dodaje liczbę zawodowych wojskowych i pracowników ZUS-u, więc obywatel, który chce się dowiedzieć,jak rośnie armia tych pierwszych, ma bardzo utrudnione zadanie.

Dane GUS-u pokazują, że łączna liczba urzędników, żołnierzy zawodowych i pracowników ZUS po raz pierwszy od 20 lat przestała rosnąć, a we wrześniu 2011 roku była niższa o 3 procent niż we wrześniu 2010 roku. Jeżeli ten spadek jest faktyczny, a nie statystyczny, i jeżeli trend zostanie utrzymany, to w latach 2012 – 2013 będziemy świadkami pasjonującego starcia, które przyćmi walkę Adamek – Kliczko, starcia rządu, który dostał demokratyczny mandat i ogłosił oszczędności, z najpotężniejszą grupą nacisków w Polsce. Na nokaut bym nie liczył, raczej szykuje się 15 rund i wyniszczająca walka na punkty.

W naszej analizie kolejne miejsce pod względem siły wpływu na tworzone prawo zajęło lobby nauczycieli i akademików pracujących w sektorze publicznym, których łączna siła wpływu jest większa niż lobby lekarzy. Pracujący w edukacji publicznej podejmują bardzo skuteczne działania w ochronie swoich interesów. A ponieważ ruszyły zainicjowane przez ministra Rostowskiego oszczędności, nauczyciele, działając ramię w ramię z samorządowcami, podjęli próby takiego przekierowania oszczędności, żeby uderzyły przede wszystkim w sektor prywatny. Mechanizmy działania tego lobby zostały opisane podczas dyskusji na moim blogu, która rozpoczęła się po opublikowaniu w ubiegłym tygodniu artykułu w „Dzienniku Gazecie Prawnej” o „gawronizacji usług przedszkolnych”.

Ponieważ samorządy dużo inwestują, a jednocześnie rząd nakłada na nie nowe zadania i nie pozwala się zadłużać, kołdra zrobiła się za krótka. Więc jednym z obszarów, na którym zaczyna się oszczędzać, jest edukacja. Zgodnie z przepisami dotacja na dziecko w przedszkolu prywatnym wynosi 75 proc. kosztów opieki w przedszkolu publicznym. Czy samorządy robią analizę efektywności kosztowej świadczenia usług przedszkolnych i promują tych najbardziej efektywnych? Ależ skąd! Zaczyna się kreatywne budżetowanie, część kosztów funkcjonowania przedszkola publicznego przesuwa się na inne konto, na papierze koszty spadają i można prywatnym przedszkolom obciąć dotacje. Te są zmuszone podnieść czesne i usługi przedszkolne stają się mniej dostępne. A dzieje się to w kraju, który ma jeden z najniższych wskaźników uczęszczania do przedszkoli w Europie.

Najsilniejsze grupy wpływów to urzędnicy i nauczyciele. Jeśli połączą siły będą stanowić potężne lobby. Ich interesy starły się właśnie z interesem dzieci

Ale na tym nie koniec. Zgodnie z wynikami badań mojego zespołu lobby urzędników i nauczycieli ma przemożny wpływ na stanowione prawo. A kiedy działają razem, to mogą wszystko. Nic dziwnego, że po cichu, bez żadnej debaty, bez poinformowania zainteresowanych, do nowelizacji ustawy o finansach publicznych wprowadzono zapisy, które pozwolą samorządom jeszcze bardziej obciąć dotacje dla prywatnych przedszkoli.

Takie praktyki są skrajnie szkodliwe dla Polski i dla naszych dzieci. Oszczędności są konieczne, ale kryterium ich wprowadzania powinno być oparte na efektywności, a nie wynikać z tego, że dana grupa nacisków jest bardzo silna. Przypomnę, że koszty funkcjonowania porównywalnego przedszkola prywatnego i publicznego wynoszą jak jeden do dwóch, a podstawowa różnica wynika z tego, że w przedszkolach publicznych funkcjonuje relikt socjalizmu, czyli Karta nauczyciela. Dlaczego w imię utrzymania tego reliktu mamy pozbawiać polskie dzieci uczciwego startu w dorosłe życie?