Najlepiej wykształcone społeczeństwo ma Rosja, gdzie odsetek osób z wyższym wykształceniem przekracza 50 proc., podczas gdy średnia w krajach OECD wynosi 30 proc., a w Polsce nieco ponad 20 proc. Warto spojrzeć na cztery kraje rozwinięte powszechnie uważane za przykłady sukcesu w obszarze gospodarki opartej na wiedzy: Stany Zjednoczone, Niemcy, Szwajcarię i Izrael. Ich poziom skolaryzacji jest różny, od prawie 50 proc. w Izraelu przez nieco ponad 40 proc. w USA do mniej niż 30 proc. w Niemczech. Ale mają jedną cechę wspólną: odsetek osób młodych idących na studia jest podobny do odsetka osób z wyższym wykształceniem w całym społeczeństwie, a w Izraelu jest nawet nieco niższy. Czyli w tych krajach nie ma parcia na wyższe studia wśród młodzieży.

Zupełnie inna sytuacja jest w Korei Południowej, która poczyniła największe postępy w obszarze innowacyjności w minionej dekadzie. Tam w całym społeczeństwie osób z wyższym wykształceniem jest 40 proc., ale w grupie wiekowej 25–34 lata ponad 60 proc. i jest to najwyższy wskaźnik na świecie. W tym rankingu Polska jest na drugim miejscu, czyli u nas młode pokolenie też studiuje o wiele częściej niż pokolenie ich rodziców, dwukrotnie częściej. Warto zadać pytanie, dlaczego przy tak znaczącym wzroście odsetka obywateli kończących studia wyższe w Korei Południowej i w Polsce mamy tak różne wyniki. W Korei powstają wielkie globalne koncerny zdobywające światowe rynki innowacyjnymi produktami (jak znany powszechnie Samsung czy koreańskie firmy motoryzacyjne), a w Polsce nastąpił dramatyczny regres w dziedzinie innowacyjności, o którym wielokrotnie pisałem na tych łamach.

Wiadomo, o co chodzi. Nie jest istotne, ile osób ma wyższe wykształcenie, tylko jaka jest jakość tego wykształcenia. Czy uczelnie wyższe są przedłużeniem liceum, gdzie uczeń siedzi w ławce, a nauczyciel się produkuje pod tablicą, czy raczej młody człowiek przez pięć lat przebywa w laboratorium wiedzy przygotowującym go do wyzwań gospodarki XXI wieku. Młody człowiek spędza na uczelni pięć lat. To jest wystarczająco długi okres, żeby w każdym studencie obudzić potencjał do czynienia rzeczy wielkich, wspaniałych. Żeby zainspirować młodego człowieka do działania, które łamie konwenanse. Żeby pomóc mu założyć własną firmę, która zdetronizuje dinozaurów XX wieku. Żeby wyposażyć go w kompetencje, dzięki którym odniesie sukces. Od moich nauczycieli akademickich wymagam, żeby udostępnili studentom nie tylko wiedzę, lecz także swój kapitał relacji. Żeby prace dyplomowe rozwiązywały realne problemy firm, a nie były zlepkiem fragmentów zerżniętych z innych prac. Mało kto wie, że w Polsce często plagiat jest wtedy, gdy się skopiuje inną pracę, a habilitacja jest wtedy, kiedy się skopiuje fragmenty z wielu innych prac. Czas z tym skończyć, dość klepania na blachę formułek i rozwiązywania testów. Czas zacząć tworzyć na uczelniach spółki studencko-profesorskie, które będą oferowały usługi firmom polskim, a potem na globalnym rynku.

To nie jest trudne i nie wymaga wielkich pieniędzy. Potrzebna jest tylko zmiana mentalności nauczycieli w szkołach i na uczelniach. Wypełnienie umysłów młodych ludzi XX-wieczną wiedzą już nie wystarczy, trzeba ich wyposażyć w kompetencje XXI wieku. Niech młodzi pokażą kły! Niech podważą ustalony porządek, niech zakwestionują zasady, niech wykorzystają kapitał relacji swoich profesorów do tworzenia nowych produktów i usług.

Jak tego dokonać? Trzeba się uczyć na swoich błędach. Nie bez powodu wielu wybitnych przedsiębiorców uważa, że receptą na sukces jest popełnienie wystarczającej liczby błędów. Student wychowany na szczura korporacyjnego, nawet jeśli wygra wyścig z innymi szczurami, mentalnie pozostanie szczurem. Dlatego młody człowiek powinien założyć własną firmę jeszcze na studiach, zbankrutować i założyć nową, i jeszcze raz. Za trzecim razem to będzie wielkie przedsiębiorstwo. Tak robią Niemcy, gdzie w minionych sześciu latach liczba mikrofirm zwiększyła się o ćwierć miliona. Również o jakości polskich uczelni w najbliższych latach będzie świadczyła liczba firm założonych przez ich absolwentów, a nie liczna prac naukowych opublikowanych przez profesorów.