Premier już półtora roku temu zapowiadał pilne zmiany w zasadach rekrutacji, ale MEN do tej pory nic w tej sprawie nie zrobiło.

Samorządy właśnie prowadzą rekrutację na przyszły rok szkolny. Duże szanse na miejsce w publicznej, tańszej placówce mają dzieci, których oboje rodzice pracują i mieszkają na terenie gminy, w której się ona znajduje. Dlatego w ankietach rejestracyjnych wskazują fałszywe miejsce zamieszkania i pracy. Zaznaczają też, że oboje pracują, nawet jeśli jest to nieprawda.

Samorządy: zostaje nam wiara, że rodzice nas nie okłamują.

– Zdarza się, że matka deklaruje samotne wychowywanie dziecka, a jednocześnie upoważnia ojca do jego odebrania z przedszkola lub nawet oboje po nie przychodzą – mówi Arleta Drozdowska z wydziału edukacji w Urzędzie Miasta Bydgoszczy. Przyznaje, że urząd odnotowuje takie przypadki oszustw, ale nie zamierza tego weryfikować.

Samorządy twierdzą, że prawo nie pozwala im żądać od rodziców dokumentów, m.in. zaświadczenia ZUS RMUA (potwierdzającego zatrudnienie) oraz rocznego rozliczenia podatkowego PIT (miejsce zamieszkania i opłacanie podatku dochodowego), a nawet orzeczeń sądowych dotyczących rozwodu.

– Byłoby to niezgodnie z prawem – mówi DGP dr Wojciech Rafał Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO). Wielokrotnie interweniował on w resorcie edukacji narodowej, aby w ustawie zostały określone zasady rekrutacji, które byłyby zgodne z przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych. Ministerstwo jeszcze w listopadzie ubiegłego roku na spotkaniu z przedstawicielami samorządów twierdziło, że zajmie się sprawą. Niestety, do tej pory nie ma nawet założeń do nowelizacji ustawy.

– Pozostaje nam wiara, że rodzice nie okłamują nas w ankietach – mówi Anna Majnusz, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 35 w Katowicach.

W dodatku prawnicy twierdzą, że oszukujący rodzice nie muszą się obawiać sankcji, bo ustawa nie przewiduje kary za takie przewinienie.

– O odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia wynikającej z art. 233 par. 6 kodeksu karnego nie ma mowy, bo ustawa o systemie oświaty nie określa zasad rekrutacji i nie przewiduje obowiązku poświadczania informacji zawartych w ankiecie – wyjaśnia Magdalena Zwolińska, adwokat z kancelarii prawnej Raczkowski i Wspólnicy.

Dyrektorzy nie weryfikują danych podawanych przez osoby zapisujące dzieci

Marzec i kwiecień to dwa nerwowe miesiące dla rodziców maluchów i samorządów. Ci pierwsi obawiają się, czy dla ich pociech znajdą się miejsca w przedszkolu, a gminy zastanawiają się, czy będą w stanie pomieścić wszystkich chętnych. Determinacja rodziców w zdobyciu miejsca dla dziecka jest tak duża, że część z nich w czasie rekrutacji podaje nieprawdziwe informacje. A ponieważ dyrektorzy placówek ich nie weryfikują, opiekunowie pozostają bezkarni. Prawnicy potwierdzają – za składanie oświadczeń z nieprawdziwymi danymi nie grożą im żadne sankcje karne.

(Nie)samotna matka

Nabór do przedszkoli jest powszechny i odbywa się według kryteriów ustalonych odgórnie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) i dodatkowych określonych przez samorządy. Zostały one wymienione w par. 2 rozporządzenia z 20 lutego 2004 r. w sprawie warunków i trybu przyjmowania uczniów do szkół publicznych oraz przechodzenia z jednych typów szkół do innych (Dz.U. nr 26, poz. 232 z późn. zm.).

Zgodnie z nimi samorząd w pierwszej kolejności musi przyjąć dzieci samotnych lub niepełnosprawnych rodziców, a także dzieci z rodzin zastępczych. Do tego trzeba uwzględnić pięciolatków i sześciolatków. Za osobę samotnie wychowującą dziecko uważa się m.in. jednego z rodziców pozostającego w separacji orzeczonej prawomocnym wyrokiem sądu lub osobę rozwiedzioną. Może nią być także osoba pozostająca w związku małżeńskim, ale z orzeczeniem sądowym, że jeden z małżonków pozbawiony został praw rodzicielskich.

– Mamy potwierdzone przypadki, że rodzic deklaruje, że samotnie wychowuje dziecko, a w rzeczywistości jest inaczej. Mimo tego nie zamierzamy zmuszać naszych dyrektorów przedszkoli do bawienia się w detektywów – mówi Arleta Drozdowska z wydziału edukacji Urzędu Miasta w Bydgoszczy.

Tłumaczy, że np. samotnie wychowująca matka upoważnia ojca do odbioru dziecka lub nawet oboje po niego przychodzą. Mimo że z dokumentów wynikało całkiem inaczej.

Mieszkasz, gdzie chcesz

Innym kryterium, jakie przyjmują gminy, jest adres zamieszkania rodziców i dziecka. Jeśli rodzice zadeklarują, że mieszkają np. u cioci, obok której jest przedszkole, to również zwiększają szanse na jego przyjęcie, bo w pierwszej kolejności uwzględniane są te maluchy, które zamieszkują blisko placówki. Takie rozwiązanie jest korzystne dla opiekunów, którzy mieszkają na obrzeżach lub całkowicie poza miastem, a chcą, na przykład aby ich dziecko uczęszczało blisko ich miejsca pracy w dużej aglomeracji.

– Dyrektorzy przedszkoli nie sprawdzają, czy rodzice rzeczywiście zamieszkują pod wskazanym adresem, czy też został on wymyślony na potrzeby rekrutacji – mówi Katarzyna Fiedorowicz-Razmus z Urzędu Miasta Krakowa.

Dodaje, że nawet gdy do wydziału edukacji napływają donosy o takich nieprawidłowościach, to urząd i tak nie podejmuje interwencji. Zakładają, że jakiś cel przyświecał rodzicowi, skoro chciał akurat do tego właśnie przedszkola zapisać dziecko.

Podobna sytuacja jest w innych miastach, które od opiekunów wymagają jedynie zadeklarowania miejsca zamieszkania.