Reklama

"Nie rozumiem decyzji o przywróceniu w starszych klasach szkoły podstawowej i w szkołach ponadpodstawowych edukacji zdalnej. Patrząc nawet na sam podział, który został dokonany, to w grupie wiekowej 12-18 lat mamy w Polsce zaszczepionych 46,5 procent dzieci. W grupie 5-11 lat ok. 12,5 procent. Jak my mamy zachęcać ludzi do szczepień, jeżeli blisko połowa starszych uczniów jest zaszczepiona, a teraz ich rodzice słyszą, że ich dzieci mają i tak edukować się z domu? Nie możemy też zamykać oczu na to, że przecież wszyscy wiedzą, iż te dzieci albo spotykają się na taką wspólną edukację w domu przed komputerem, albo spotykają się po lekcjach. Jaki jest więc sens epidemiczny izolowania ich od siebie?" - spytała retorycznie profesor Marczyńska.

Dodała, że decyzja podjęta w środę ją "zdumiała". Wskazała, że w większości krajów Europy Zachodniej wprowadza się znacznie bardziej rygorystyczne metody walki z pandemią, ale wyjmuje się poza nawias edukację - biorąc pod uwagę bilans zysków i strat związanych z nieobecnością dzieci w szkołach.

Przyznała, że absolutnie nie rozumie decyzji o edukacji zdalnej ósmoklasistów i maturzystów, bo ci przygotowując się do egzaminów już wcześniej stracili bardzo wiele miesięcy stacjonarnej nauki, a teraz znów są zmuszeni do jej przerwania na kilka miesięcy przed egzaminami.

Argument wiążący przejście edukacji zdalnej z wydolnością Sanepidu jest w jej ocenie "kuriozalny".

"Podział wiekowy związany z tą edukacją zdalną jest przedziwny. Rozumiem, że dziecko mające 17 czy 18 lat może gorzej znieść zakażenie koronawirusem. Ale czy my zamykając mu edukację stacjonarną spowodujemy, że ono się nie zakazi gdzie indziej? W obliczu tak zakaźnego wirusa najprawdopodobniej i tak się zakazi i tego wirusa złapie" - przyznała ekspertka.

Podkreśliła, że negatywne skutki edukacji zdalnej dla zdrowia fizycznego, a być może przede wszystkim dla zdrowia psychicznego dzieci są ogromne, już bardzo dobrze rozpoznane i udowodnione.

"Już teraz bardzo wielu młodych pacjentów potrzebuje psychoterapii, a nawet pomocy psychiatrów. Powinniśmy promować szczepienia dzieci, a nie odsyłać je na naukę zdalną. Są z pewnością szkoły, w których nie ma możliwości zapewnienia nauczania stacjonarnego ze względu na personel, ale niestety decyzje o nauce zdalnej zmniejszają celowość szczepień w rozumieniu dzieci i ich rodziców. Argumentem powinny być naukowe przesłanki. Pojawiają się obecnie prace, które wskazują na długotrwałe konsekwencje zakażeń SARS-CoV-2 u dzieci. Obserwuje się wzrost liczby chorób autoimmunologicznych wśród dzieci. Opublikowano także związek wystąpienia cukrzycy u dzieci, które przebyły COVID-19, rozpoznaje się jej więcej. Nie ma jeszcze dużych metaanaliz i wydaje się, że te odległe następstwa dotyczą nielicznego odsetka dzieci. Zakażenie SARS-CoV-2 stymuluje układ immunologiczny i może pobudzić do autoagresji. Takie informacje powinny być argumentem do decyzji o zaszczepieniu dziecka i zmniejszeniu w ten sposób ryzyka ciężkiej choroby. Znakomicie udokumentowane są ewidentne szkody wynikające z zamknięcia dzieci, izolacji od rówieśników, nauki zdalnej, braku kontaktów, poczucia bezpieczeństwa. Dlatego każda kolejna decyzja o przechodzeniu na inną formę edukacji powinna być bardzo rozważnie podejmowana" - oceniła.

Wskazała, że coraz częściej w środowisku medycznym słyszy się głosy o nieskuteczności systemu kwarantann w obliczu masowych zakażeń wywoływanych wariantem Omikron.

"Ideałem byłaby samokontrola i stosowanie izolacji osób chorych. Czy na pewno sprawdziłoby się to w naszym społeczeństwie? Nie wiem, ale wszyscy widzimy masowość zakażeń i system kwarantann po prostu staje się niewydolny, ogranicza funkcjonowanie wielu dziedzin życia. Na pewno konieczna jest izolacja osób chorych. Kwestia kwarantann powinna zostać gruntownie przemyślana w obliczu zmieniającej się sytuacji epidemicznej. Dobrze, że kwarantanna została przynajmniej skrócona" - powiedziała prof. Marczyńska. (PAP)

Autor: Tomasz Więcławski