W Wielkiej Brytanii statystyki zachorowań zostały zepchnięte do poziomu niewidzianego tam od końca poprzednich wakacji (podobnie w Stanach Zjednoczonych), a liczba zgonów oscyluje wokół kilkunastu dziennie.
Oczywiście szczepionki pozwolą nam zakończyć pandemię, jeśli wirus ich nie przechytrzy. To podstawowa obawa w związku z nowymi wariantami. Jeśli preparaty nie będą przed nimi chroniły (w związku z tym było kilka niepokojących doniesień), to w walce z pandemią cofniemy się do punktu wyjścia.
Krzepiące wieści w tym względzie płyną z nowych badań, które zostały opublikowane w ubiegłym tygodniu na łamach prestiżowych „New England Journal of Medicine” oraz „The Lancet”. Z pierwszego wynika, że preparat Pfizera (dwa tygodnie po drugiej dawce) chroni przed infekcją wariantem brytyjskim w prawie 90 proc., a południowoafrykańskim w 75 proc. Przed ciężką postacią COVID-19 i zgonem w przypadku nowych wariantów chroni ze skutecznością rzędu 97,4 proc. Z drugiego z kolei wynika, że w przypadku wariantu brytyjskiego szczepionka Pfizera chroni przed infekcją i ciężkim przebiegiem COVID-19 w 95 proc.
Reklama
Obydwa badania są bardzo reprezentatywne, ponieważ oparto je na olbrzymiej liczbie danych. Pierwsze powstało na podstawie danych medycznych 230 tys. osób z Kataru, drugie – 200 tys. Izraelczyków. To poważne zbiory, które uprawniają do wyciągania wiążących wniosków. W owym czasie zarówno w Izraelu, jak i w Katarze siłą napędową pandemii stały się już nowe warianty, chociaż nad Morzem Martwym rozpanoszył się wariant brytyjski, a nad Zatoką Perską południowoafrykański.

Reklama
Jednak nawet jeśli ryzyko ze strony nowych wariantów okaże się poważniejsze, niż na razie wygląda, to nie pozostajemy bezbronni – producenci szczepionek już pracują nad kolejnymi dawkami, uwzględniającymi mutacje. W ubiegłym tygodniu Moderna poinformowała, że układ odpornościowy przeciw wariantowi południowoafrykańskiemu i brazylijskiemu doskonale pobudza trzecia dawka ich preparatu – nie tylko tego opracowanego z myślą o nowych kuzynach SARS-CoV-2, ale też „zwykłego”.
Wkrótce szczepienia obejmą także młodzież. Jeszcze w tym tygodniu planowane jest spotkanie ekspertów w USA, którzy mają podjąć decyzję w sprawie dopuszczenia preparatu Pfizera dla nastolatków w wieku 12–15 lat (w przeciwieństwie do innych szczepionek, dolną granicą dla tej szczepionki jest akurat 16 lat). Wkrótce potem można się spodziewać, że odpowiednią papierologię otrzyma również Europejska Agencja Leków.
Zniesienie ograniczeń wiekowych w szczepieniach przeciw COVID-19 jest ważne, jeśli chcemy osiągnąć odporność zbiorową. W Izraelu to właśnie bariera wieku stanowi główny hamulec akcji podciągania rękawów. Innymi słowy: nad Morzem Martwym wyszczepili się już wszyscy, którzy mieli się wyszczepić. Zostały tylko młodsze nastolatki i dzieci.
Z kolei jeśli idzie o najmłodszych, to badania kliniczne wciąż trwają, a ich wyników możemy się spodziewać jesienią. To w przypadku szczepionek genetycznych; jeśli chodzi o badania skuteczności szczepionek wektorowych, to te na razie zostały zawieszone u najmłodszych przez wzgląd na ryzyko zdarzeń zakrzepowych.
To nie koniec dobrych wieści z frontu. Wkrótce do naszego antypandemicznego arsenału dołączą kolejne preparaty. Jeszcze przed końcem miesiąca możemy spodziewać się wyników skuteczności szczepionki niemieckiego CureVacu, a w maju papiery o dopuszczenie rynkowe w USA ma również złożyć Novavax z Marylandu, który testową serię swojego preparatu chce wyprodukować w laboratoriach polskiej firmy Mabion.
To oznacza, że przed końcem wakacji otrzymamy do dyspozycji dodatkową amunicję. Być może wówczas będziemy mogli posłać niewykorzystane przez nas dawki – pamiętajmy, że Komisja Europejska zarezerwowała ich tyle, że każdy Europejczyk mógłby się zaszczepić parę razy – za granicę. Tak, aby już w przyszłym roku pandemia trafiła na karty historii.