Wszystkie przychodnie od marca raz w miesiącu powinny przesyłać NFZ wykaz pacjentów czekających na wizytę u specjalisty. Ponadto niektóre poradnie (m.in. diabetologiczne, kardiologiczne i endokrynologiczne) muszą weryfikować osoby oczekujące na poradę lekarza według numeru PESEL. Powinny wykreślać z kolejek te, które są już leczone lub zrezygnowały z wizyty czy badania.

Fundusz zaś wychwytywać tych chorych, którzy zapisali się do kilku placówek jednocześnie. Dzięki temu czas rzeczywistego oczekiwania na wizytę miał się skrócić. Tyle przepisy. W praktyce okazuje się, że nowy system nie działa. Pacjenci na stronie internetowej NFZ mogą sprawdzić, ile będą musieli czekać na poradę lekarza w swojej placówce, a ile w innych. Tyle że dane te są zupełnie niewiarygodne.

W funduszu nie ma kolejek

Z ewidencji NFZ wynika np., że pacjent ze Śląska, który chce się zapisać do diabetologa, zrobi to bez najmniejszego problemu w około 140 z 260 przychodni, które w tym województwie mają kontrakt z NFZ. Wykazały one bowiem, że na poradę tego specjalisty nie trzeba czekać nawet jednego dnia. W poradni diabetologicznej Szpitala Chorób Wewnętrznych „Hutniczego” w Częstochowie czeka się 160 dni, ale za to w kolejce jest tylko jeden pacjent. W rejestracji tej placówki sprawdziliśmy, że pacjenci z cukrzycą na pierwszą konsultację są zapisywani dopiero na grudzień. Przy czym zapisów nie dokonuje rejestratorka, lecz lekarz bezpośrednio w gabinecie. Podobnie nieścisłe dane zawierają wykazy z innych województw. W Miejskiej Przychodni Batory w Łodzi pacjent z cukrzycą powinien być zapisany do lekarza od ręki. Gdy sprawdziliśmy to bezpośrednio, okazało się, że na pierwszą wizytę u diabetologa trzeba czekać do lipca.

– Czas oczekiwania "Zero dni", który wykazywało wielu świadczeniodawców, może oznaczać dwie sytuacje. Świadczenia są udzielane na bieżąco lub w okresie ostatnich 6 miesięcy nie przyjęto ani jednego pierwszorazowego pacjenta – wyjaśnia Małgorzata Koszur, rzeczniczka prasowa zachodniopomorskiego oddziału NFZ.

Wynika to z zastosowanej przez fundusz metodologii. Do kolejek uporządkowanych według numeru PESEL wpisywani są tylko chorzy po raz pierwszy oczekujący na świadczenie w danej poradni. Jeżeli ta wstrzymała np. przyjęcia z powodu wyczerpania kontraktu z NFZ i nie prowadzi nowych zapisów, nie ma kolejki.

Niepełne dane w sprawozdaniach

Urzędnicy funduszu przyznają jednak, że dane mogą być niewiarygodne, bo nie wszyscy świadczeniodawcy wykazali się starannością przy ich opracowywaniu.

Wobec żadnej przychodni nie wyciągnięto z tego powodu sankcji. Fundusz tłumaczy się tym, że nie może zweryfikować raportów przychodni, bo ma za mało pracowników zajmujących się kolejkami. Ci bardzo szybko wychwyciliby nieprawidłowości w sprawozdaniach, np. dzwoniąc do przychodni i pytając o rzeczywisty czas czekania na poradę specjalisty. Tyle że w np. w Zachodniopomorskiem weryfikacją kolejek zajmują się tylko trzy osoby, a przychodni jest około 1300.

Dlatego NFZ nie chce komentować wiarygodności zamieszczonych na swojej stronie danych. Jolanta Pulchna, rzeczniczka małopolskiego oddziału NFZ, tłumaczy, że ten nie ma na razie narzędzi do monitorowania wyników sprawozdawczości. Nie może np., jak w przypadku kolejek do niektórych zabiegów szpitalnych (np. endoprotezoplastyki czy operacyjnego leczenia zaćmy), wychwycić tych pacjentów, którzy do kolejek zapisali się wielokrotnie. Wówczas kierują do niego pismo z pytaniem o wskazanie jednej placówki, w której chce się leczyć, a z innych list oczekujących chory zostaje usunięty. Tym samym skróciło to czas czekania na monitorowane zabiegi.