- Chcemy, żeby w placówkach funkcjonowało call center, żeby przeprowadzało ankiety badania satysfakcji wśród chorych. Ale według naszego standardu, tak żebyśmy mogli te dane weryfikować - mówi w wywiadzie dla DGP dr Adam Niedzielski, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia.
Koronawirus, spowolnienie gospodarcze, wzrost bezrobocia – boi się pan o to, czy starczy pieniędzy na leczenie?
Nie. Na ten trudny czas zaprojektowaliśmy stabilny system finansowania, który się sprawdza. Nie ma powodów do wywoływania alarmistycznych nastrojów.
Reklama
My tylko pytamy. Do 15 lipca do posłów powinien trafić projekt planu finansowego NFZ na przyszły rok. Wciąż go nie ma. Więc może jest problem z pieniędzmi na świadczenia zdrowotne?
Wstępny projekt planu w postaci trzyletniej prognozy jest już gotowy. Na jego podstawie oddziały wojewódzkie zastanawiają się w tej chwili, jak optymalnie dystrybuować środki. Zastrzec jednak należy, że ze względu na COVID-19 w tej chwili nie ma jeszcze oficjalnych założeń makroekonomicznych, które są niezbędne do przygotowania ostatecznej wersji planu.

Reklama
To prosimy o prosty przekaz – w 2021 r. będzie gorzej czy lepiej, jeżeli chodzi o finanse NFZ?
Patrzę w przyszłość z optymizmem. Sektor zdrowia jest stosunkowo bezpiecznie skonstruowany od strony finansowej. Mamy mocną ustawową kotwicę stabilizującą w postaci 6 proc. PKB. Do 2024 r. właśnie tyle musi być przekazywane na lecznictwo. Zgodnie z ustawą, niezależnie od ściągalności składki zdrowotnej, będziemy osiągali konkretne minimalne pułapy wydatków. I tak się składa, że właśnie w przyszłym roku po raz pierwszy zaplanowany jest dynamiczny przyrost tego odsetka. Na zdrowie ma być zagwarantowane 5,3 proc. PKB. To oznacza, że jeżeli przychody ze składki będą spadać ‒ a jest takie ryzyko – to i tak nakłady na zdrowie będą wzrastać, jest to bowiem zagwarantowane ustawą. Ale oczywiście zależy mi na tym, żeby plan finansowy na 2021 r. był oparty na realnych wskaźnikach. Dzięki temu nie będzie negocjacji o tym, ile pieniędzy ekstra trzeba dorzucić z budżetu na zdrowie.
No to trochę liczb – z szacunków NFZ wynika, że w 2021 r. na zdrowie ma być w sumie wydane 120 mld zł. Wydaje się dużo, ale biorąc pod uwagę, że część z tych pieniędzy trafi np. do innych ministerstw, które – w jakichś ograniczonych zakresach – mają zadania związane z system ochrony zdrowia, to ile tak realnie dostanie NFZ?
Zakładamy, że udział NFZ w ogólnej puli wydatków na zdrowie będzie systematycznie rósł w kolejnych latach. Jako prezes NFZ cieszę się z tego, bo fundusz jest gwarantem, że środki będą wydawane efektywnie. W 2021 r. będzie to ponad 108 mld zł, co oznacza przekroczenie udziału NFZ na poziomie 90 proc.
Z tej kwoty też ma być finansowany zapowiadany przez prezydenta Andrzeja Dudę Fundusz Medyczny (FM)? Bo tu zdania decydentów są podzielone. Jeżeli tak, to nowy projekt „uszczknie” pieniądze, które de facto powinny zasilić budżet NFZ.
Czy to będzie w limicie czy nie, to pytanie natury politycznej. Nawet jeżeli tak, to te pieniądze w ostatecznym rozrachunku i tak będą przeznaczone na zdrowie. I co ważne, NFZ będzie w różnych zakresach realizatorem założeń FM, chociażby w zakresie subfunduszu lekowego.
Kiedy projekt planu funduszu na 2021 r. będzie zapięty na ostatni guzik?
Będzie gotowy jeszcze w lipcu. Teraz dyskutujemy z Ministerstwem Finansów na temat parametrów makroekonomicznych, bo te, które wykorzystaliśmy do naszej prognozy wydatków w maju i do przygotowania wstępnej wersji projektu planu w prognozie trzyletniej, wymagają aktualizacji.
Czy to, że plan jest tak późno ustalany, jest zagrożeniem dla finansów NFZ?
Absolutnie nie. Paradoksalnie poprawi to jakość zarządzania finansami funduszu, bo będziemy mieć większy zasób informacji makroekonomicznych. Plan będzie bardziej realistyczny. Dobrym przykładem jest tutaj zasilenie dodatkową składką z tytułu 13. emerytury, którego nie uwzględniliśmy w planie na 2020 r., bo ustawa została uchwalona później. Wpływ tej dodatkowej składki w okresie epidemii stabilizuje nasze finanse, rekompensując częściowo ściągalność zaplanowanej składki zdrowotnej.
Czy finansowanie walki z COVID-19 odbije się na finansach NFZ?
Ze względu na przygotowane przez nas stabilizujące mechanizmy finansowe ‒ nie. Finansowanie zapobiegania i zwalczania epidemii COVID-19 nie odbywa się kosztem innych świadczeń, za które płaci NFZ. Pieniądze pochodzą ze specjalnego funduszu zarządzanego przez budżet państwa. To główny strumień finansowania zadań związanych z epidemią.
Ile wydaliśmy na zdrowie w czasie epidemii?
Miliard złotych. To są właśnie te dodatkowe pieniądze. 900 mln trafiło do szpitali – na leczenie pacjentów z koronawirusem, transport czy zabezpieczenie gotowości udzielania świadczeń. Na same testy wydaliśmy ponad 30 mln zł.
A jak przyjdzie druga fala epidemii, to budżet też wyłoży dodatkowe miliardy?
Powstał fundusz antycovidowy, którym zarządza BGK. Jego budżet to 100 mld zł. W ten sposób zapewniona jest nie tylko pomoc dla firm w ramach tzw. tarczy antykryzysowej, lecz także zagwarantowane są pieniądze na świadczenia. Na razie NFZ wykorzystało z tego funduszu miliard złotych. Nie obawiam się więc, że zabraknie nam pieniędzy w sytuacji drugiej fali zachorowań.
Ale COVID-19 musiał wpłynąć na finanse NFZ, chociażby przez to, że spadła ściągalność składki zdrowotnej w porównaniu do planu na ten rok?
Rzeczywiście po pięciu miesiącach tego roku mamy niższe od zakładanych wpływy z tego tytułu. Przypomnę jednak, że ten ubytek został zrekompensowany wpływem z 13. emerytury. Tylko z tego tytułu do funduszu wpłynął miliard złotych. Mamy także kolejny mechanizm, który stabilizuje naszą sytuację finansową ‒ to rekompensata składek, które zostały umorzone. NFZ otrzymuje w zamian dotację z budżetu państwa. Po maju ubytek składki szacuję na 4 mld zł, ale w ostatnich dniach otrzymaliśmy już rekompensatę w wysokości 2 mld zł. Pod koniec tygodnia dostałem z ZUS informację, o jakie kolejne pieniądze mogę wystąpić – to 822 mln zł. Poza tym ze względu na mniejszy deficyt, niż planowaliśmy w poprzednim roku, został nam w zapasie prawie miliard złotych. Więc mimo spadku ściągalności składki zdrowotnej sytuacja wygląda stabilnie.
Wracając do projektu planu funduszu na 2021 r., czy wie pan już, na jakie zakresy świadczeń będzie więcej pieniędzy?
Mamy szczególną sytuację i staramy się nie podejmować na przyszły rok nowych zobowiązań, które mogłyby powodować eskalację wydatków. Nie planujemy rewolucji. Pojawienie się wirusa wstrzymało kilka ważnych projektów. To uczy pokory: możemy coś planować, ale potem przychodzi rzeczywistość i musimy się do niej dostosować. Ale już teraz mogę powiedzieć, że w 2021 r. przeprowadzimy redefinicję „sieci szpitali”.
Czyli?
Chcemy bardzo mocno postawić na płacenie za jakość i premiowanie przestrzegania kryteriów propacjenckich. Jeśli szpital będzie przyjazny dla chorego, będzie miał przyznawane dodatkowe punkty. To się przełoży na pieniądze ‒ dostanie ich po prostu więcej.
A kto oceni tę przyjazność?
NFZ. Na podstawie ankiet, które przygotowujemy, a które będą wypełniać sami pacjenci.
Co chcecie sprawdzać?
Przede wszystkim oczekiwania pacjentów. Obecnie nasi konsultanci Telefonicznej Informacji Pacjenta odbierają dziennie 7 tys. telefonów. To jest na tyle dużo, że możemy wyciągać wnioski i je analizować.
Jaki jest główny problem pacjentów?
Zagubienie w systemie.
Tak jakbyśmy już słyszeli o tym...
Dlatego w końcu chcemy uzależnić finansowanie od tego, jak szpital zadba o pacjenta. Chcemy, żeby w szpitalu funkcjonował call center, żeby przeprowadzał ankiety badania satysfakcji wśród chorych. Ale według naszego standardu, tak żebyśmy mogli te dane weryfikować.
Czyli jakie kryteria będą brane pod uwagę?
Na przykład żywienie. Powinno odbywać się według określonych standardów, tak jak to się dzieje w programie „Dieta mamy” wobec kobiet ciężarnych. Inne kryteria to np. wprowadzenie koordynatora, który pomaga pacjentowi poruszać się po systemie. To już działa w opiece onkologicznej.
A co z finansowaniem szpitali w sieci? Teraz jest to głównie ryczałt i większość dyrektorów szpitali bardzo krytykuje to rozwiązanie.
Myślę, że ryczałt będzie w mniejszym stopniu źródłem finansowania, a w większym – formuła kontraktowa. Te proporcje muszą ulec zmianie. Poza tym nie wykluczam powrotu do rozliczania tzw. nadwykonań (czyli świadczeń udzielonych ponad limit określony w kontrakcie z funduszem – red.).
Ryczałt miał być rozwiązaniem, które da dyrektorom wolność w zarządzaniu pieniędzmi. Ta wolność się nie sprawdziła?
Szefowie szpitali są przede wszystkim niezadowoleni z tego, że nie mają możliwości rozliczania nadwykonań. Są przykłady, że szpitale, które nie dostały się do sieci i rozliczają udzielone procedury tylko na podstawie kontraktów, są w lepszej sytuacji, bo mogą rozliczyć przyjęcia ponad limit określony w umowie z funduszem.
I NFZ chce je płacić? Tak z dobrego serca?
Po pierwsze: NFZ ewoluuje w kierunku instytucji, która premiuje jakość i mam nadzieję, że to jest widoczne. A po drugie: za rok 2019 rozliczyliśmy już prawie wszystkie nadwykonania w zakresach świadczeń finansowanych poza ryczałtem. I to nie wszystko ‒ chcemy zapewnić, aby kolejne świadczenia mogły być udzielane pacjentom bez odgórnie narzuconego limitu.
Zmieni się idea tego, kto ma zostać w sieci?
Na pewno trzeba zmodyfikować kryteria, które pozwalają na wejście do sieci. Chodzi o wykreowanie wyraźnej grupy liderów, np. tych, którzy oferują pacjentom najlepszą jakość opieki. Warto też wprowadzić podział, który nie dotyczy tylko stopnia referencyjności ośrodka, tylko np. tego, w jakim stopniu jest to szpital zabiegowy, a jakim zajmuje się leczeniem zachowawczym. Chodzi o to, że musi pojawić się pewna dwubiegunowość działania. Pierwszy kierunek to specjalistyczne szpitale zabiegowe, a drugi ‒ lecznice, które na poziomie powiatowym potrafią zaoferować opiekę długoterminową. Ten drugi element jest niezbędny, szczególnie w kontekście starzejącego się społeczeństwa. Jednostki realizujące takie usługi też muszą być w sieci i zabezpieczać dostęp do świadczeń, w szczególności seniorom.
Powiedział pan, że epidemia nauczyła nas pokory. Czego pan się najbardziej obawia, jako osoba odpowiedzialna za skutecznie działający system lecznictwa?
Uważam, że system opieki zdrowotnej jest od strony finansowej dobrze zaprojektowany. I to jest bardzo uczciwa ocena. Mam jednak świadomość, że może jesienią wystąpić kolejna fala zachorowań. To może spowodować kolejny spadek ściągalności składki zdrowotnej. A ja liczę na to, że zacznie się ona na dniach odbudowywać. Obawiam się też tego, że ta pandemia powoduje pewien deficyt zdrowotny i przez zmniejszenie aktywności samych lecznic wydłużenie kolejek do leczenia.
A nie boicie się, że to jest odłożona w czasie śmiertelność?
To jest tzw. nawis czy deficyt zdrowotny, który powstaje po takim okresie braku ciągłości leczenia. To jedno z pilniejszych wyzwań, z jakim musimy się zmierzyć i temu przeciwdziałać.