- Mamy totalną zapaść w psychiatrii dziecięcej. Ten system w obecnym kształcie będzie funkcjonował najwyżej kilka lat. Reforma jest konieczna - mówią Tomasz Rowiński i Mariusz Panek w rozmowie z DGP.
Reklama
Mariusz Panek, szef Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży w Wieliczce fot. 2x Wojtek Górski / DGP
Panów ośrodki to nieformalny pilotaż reformy systemu psychiatrii dziecięcej?
Mariusz Panek: Nasze ośrodki działają dzięki środkom europejskim. Udało nam się po nie sięgnąć z pozytywnym skutkiem i w ramach programu POWER będziemy testować ten model. Można powiedzieć, że te projekty – bo poza ośrodkami dla dzieci działają też placówki dla dorosłych – są jednym z elementów reformy psychiatrii w Polsce. Obok trwającego już pilotażu Centrów Zdrowia Psychicznego i przygotowywanej przez Ministerstwo Zdrowia reformy leczenia dzieci i młodzieży. Te trzy procesy dzieją się równoległe.
dr Tomasz Rowiński z Instytutu Psychologii UKSW, szef Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży na warszawskich Bielanach, członek ministerialnego zespołu przygotowującego reformę / DGP
Czy panów placówki wpisują się w reformę? Można będzie je później zaadaptować do systemu?
Mariusz Panek: Nasze centra spełniają wszystkie standardy, jakie dla tego typu placówek przewiduje Ministerstwo Zdrowia. Idą nawet dalej, bo w naszych głównych założeniach jest integracja usług medycznych z profilaktyką i wsparciem społecznym. W przypadku dzieci i młodzieży najważniejszym partnerem są szkoły i poradnie psychologiczno-pedagogiczne, a w przypadku dorosłych – ośrodki pomocy społecznej. W modelu Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego sieć usług społecznych jest co najmniej równie istotna jak sieć usług medycznych. Dlatego staramy się te sektory połączyć w jednym procesie terapeutycznym, wydobywamy potencjał podmiotów działających w lokalnej społeczności na danym terenie i z tego budujemy program szyty na miarę.
Resort zdrowia chce zbudować system oparty m.in. na poradniach psychologiczno-pedagogicznych. To jednak wymaga nie tylko współpracy oddolnej, ale też na poziomie resortów odpowiedzialnych za usługi zdrowotne, edukacyjne i społeczne.
To chyba jest jednym z największych wyzwań tej reformy. W jednej placówce będą specjaliści pracujący w systemie edukacji, zatrudnieni na podstawie Karty Nauczyciela i pracujący w systemie ochrony zdrowia, opłacani z kontraktu z NFZ. Inne stawki, inne pensum – da się to pogodzić?
Tomasz Rowiński: Rzeczywiście, problemem, nad którym teraz pracujemy, jest skoordynowanie wsparcia udzielanego w systemie edukacji i zdrowia.
Kolejne wyzwanie to brak kadr. Jeśli podstawową ideą reformy jest przeniesienie wsparcia jak najbliżej pacjenta, to znaczy, że właśnie na tym poziomie będzie potrzeba najwięcej specjalistów. Skąd ich wziąć? Teraz w całym kraju jest zaledwie ponad 300 czynnych psychiatrów dziecięcych.
Tomasz Rowiński: Potrzeba nam więcej psychiatrów dziecięcych, ale przede wszystkim też psychoterapeutów i psychologów mających kompetencje do pracy z dziećmi i rodzinami. Obecnie w systemie jest więcej psychologów i psychoterapeutów niż psychiatrów i to jest zasób, na którym trzeba bazować. Równie istotni są pracownicy socjalni, pielęgniarki oraz pedagodzy.
W obecnym modelu opieki zdrowotnej człowiek doświadczający kryzysu zazwyczaj trafia do psychiatry. Potrzebne jest odwrócenie ścieżki. Chcemy przetestować taki sposób prowadzenia pacjenta, gdzie pierwszy kontakt jest z psychologiem, a jeżeli problem, z którym zgłasza się rodzina, jest kliniczny, wówczas organizowana jest konsultacja psychiatryczna. Pomoc udzielana będzie na bazowym poziomie – w środowisku pacjenta.
Z dużą nadzieją patrzymy na działania Ministerstwa Zdrowia, które podjęło starania, by możliwie szybko zapełnić te luki kadrowe. Powstać ma nowa specjalizacja: psychoterapia dzieci i młodzieży. Jest to projekt finansowany z unijnych pieniędzy w celu stworzenia publicznego systemu szkolenia. Będzie można na tym kierunku kształcić się za darmo.
Ale to zajmie kilka lat. A resort chciałby wystartować z reformą od przyszłego roku szkolnego. Czy to możliwe? Przecież wykształcenie psychoterapeuty trwa cztery lata.
Tomasz Rowiński: Przyszły psychoterapeuta już po roku szkolenia może świadczyć usługi, a po dwóch latach, będąc pod stałą superwizją, może w miarę samodzielnie pracować. Inaczej po prostu nie nauczy się zawodu. Kiedy powstanie nowa specjalizacja, terapeuta obecnie pracujący z dziećmi będzie mógł podejść do egzaminu od razu, bez czteroletniego kursu, przy spełnieniu określonych wymogów.
Ponadto istotne jest stworzenie takich warunków w systemie publicznym, aby opłacało się w nim pracować.
Mariusz Panek: Ten system działa teraz dzięki zapaleńcom. Ale trzeba tak skomponować sytuację organizacyjną, prawną i zadania poszczególnych szczebli samorządu, organizacji pozarządowych, żeby powstał system oparty nie tylko na dobrej woli i chęci współpracy. Mamy nadzieję, że na bazie naszych doświadczeń powstanie model, na którym będą wzorować się inni, chcący wprowadzić podobną zmianę u siebie w powiecie, gminie czy dzielnicy.
Jak to wygląda w praktyce? Czy do takich ośrodków można się zgłosić z ulicy?
Tomasz Rowiński: Owszem, ale my jesteśmy tylko dla dzielnicy Bielany, bo podobnie jak w centrach zdrowia psychicznego dla dorosłych mamy odpowiedzialność za populację na danym terenie. Trafić do nas można w różny sposób, również zgłosić się samodzielnie. Mamy też dzieci i młodzież kierowane przez szkołę, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, ośrodki pomocy społecznej (OPS), sąd, policję, straż miejską, świetlice środowiskowe.
Sąd, policja – to chyba oznacza, że trafiają do państwa dzieci z naprawdę dramatycznymi historiami. Jak wygląda wasza praca?
Tomasz Rowiński: Oceniamy, czy dany problem wymaga natychmiastowej interwencji. Pierwsze spotkanie prowadzi psycholog lub psychoterapeuta, jeśli przychodzi cała rodzina albo rodzic z dzieckiem. Następnie dokonujemy konceptualizacji problemu, czyli zastanawiamy się nad całą sytuacją (w tym nad zasobami rodziny oraz otoczenia i środowiska rodziny). Indywidualny plan zdrowienia jest tak układany, by wykorzystać dostępne usługi i skoordynować wsparcie pomiędzy różnymi podmiotami. Jeśli rodzina została skierowana z OPS, zwykle przychodzi też asystent rodziny, jeśli z sądu – kurator. To są specjaliści, dla których praca w środowisku jest naturalna. Obecnie staramy się nawiązać bardziej intensywną współpracę z pracownikami oświaty – nauczycielami, pedagogami, psychologami szkolnymi. Zaczynamy także współpracę z klasami, która dla szkół stanowi dość duże wyzwanie. Chcemy w ten sposób wspierać edukację włączającą, przede wszystkim uczniów z różnymi problemami w zachowaniu czy też zaburzeniami psychicznymi.
Jak liczny jest wasz zespół?
Tomasz Rowiński: W naszym zespole pracuje 17 osób, w tym psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci, pedagodzy, terapeuci środowiskowi dzieci i młodzieży oraz neurologopeda. Organizujemy grupy wsparcia dla rodziców. Jest to potrzebne, ponieważ rodzice często obwiniają się o problemy dziecka lub wymagają wsparcia w radzeniu sobie z kryzysową sytuacją w rodzinie. My nie chcemy, by byli z tym sami.
Czy panów zdaniem jest możliwe stworzenie takiego systemu, czyli de facto sieci takich placówek jak wasze, w ciągu kilku miesięcy w całym kraju?
Tomasz Rowiński: W psychiatrii dziecięcej nie mamy już czasu. Mamy totalną zapaść. Ten system w obecnym kształcie będzie funkcjonował kilka lat najwyżej. Na Mazowszu zamknięcie jednego oddziału całodobowego psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży może uruchomić efekt domina. Obecnie dla personelu medycznego jest nierealne, aby wykonywać pracę na oddziałach całodobowych w takim klimacie.
Pamiętajmy, że im więcej pieniędzy publicznych zainwestujemy na etapie pierwszych objawów, tym mniejsze będą wydatki w przyszłości ponoszone na psychiatrię dorosłych.
Mariusz Panek: Szacuje się, że dzisiaj z systemu dla dzieci i młodzieży do systemu dla dorosłych przechodzi kilkadziesiąt procent pacjentów. Gdyby ta pomoc była skuteczna, mogłoby przechodzić ok. 15 proc. Warto w ten system inwestować.
Tomasz Rowiński: NFZ wydaje ok. 3 mld zł na psychiatrię dorosłych i 220 mln zł na psychiatrię dzieci i młodzieży. To zdecydowanie za mało.