statystyki

Rusza reforma psychiatrii. Król: Pacjenci, lekarze, cały system – poczują ulgę natychmiast

autor: Mira Suchodolska20.11.2018, 07:07; Aktualizacja: 20.11.2018, 08:37
"Zaległości i zaszłości w psychiatrii dzieci i młodzieży ciągną się przynajmniej od dziesięciu lat, a myślę, że dłużej."

"Zaległości i zaszłości w psychiatrii dzieci i młodzieży ciągną się przynajmniej od dziesięciu lat, a myślę, że dłużej."źródło: ShutterStock

- Reforma psychiatrii dzieci i młodzieży ruszy od nowego roku szkolnego. Jej wdrożenie to cztery lata - mówi Zbigniew Król, wiceminister zdrowia.

Stanął w ogniu nasz wielki dom, a przynajmniej szpitalne oddziały psychiatryczne dla dzieci i młodzieży. A już na pewno Józefów płonie – o czym piszemy w DGP od kilku dni.

Zaległości i zaszłości w psychiatrii dzieci i młodzieży ciągną się przynajmniej od dziesięciu lat, a myślę, że dłużej. Przyczyn jest wiele. Niedofinansowanie, tak, ale też przekonanie od lat pokutujące wśród decydentów, że to nie jest palący problem. Że rodziny, szkoła, jacyś inni, nie do końca zdefiniowani, sobie z nim poradzą. Tak się nie stało. Nie było pieniędzy na dziecięcą psychiatrię, ale także zabrakło zrozumienia zmian cywilizacyjnych, kulturowych, jakie zachodzą w społeczeństwie. Nie dość, że presja ze strony szkoły, rodziny, przybiera na sile, czego nie wytrzymują młodzi ludzie w okresie dojrzewania, to jeszcze coraz większa jest świadomość i – proszę mi wybaczyć – tendencja, aby w dzieciach wyszukiwać dysfunkcje, które trzeba zdiagnozować na szpitalnych oddziałach. Rozumiem rodziców, którzy starają się znaleźć pomoc dla potomstwa, jednak liczba przypadków ADHD, zespołu Aspergera i innych znacznie wzrosła. A w każdym razie potrzeba, żeby je diagnozować.

To jest pana odpowiedź, że rośnie moda na wyszukiwanie przez przewrażliwionych rodziców dysfunkcji u dzieci? Psychiatrzy mówią, że na oddziałach lądują nie dzieciaki z ADHD, ale samobójcy, osoby z depresją, młodzież z zaburzeniami odżywiania – a więc anorektycy, wśród których coraz więcej jest chłopców. Karetki na sygnale przywożą coraz nowych pacjentów, których nie ma kto leczyć, dla których nie ma miejsca, nawet na podłodze.


Pozostało jeszcze 86% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (6)

  • Rozwód władzy z niszczeniem Polaków(2018-11-27 09:06) Zgłoś naruszenie 20

    W poradniach psychologiczno-pedagogicznych nie ma etatów na terapię i psychoterapię. Profesjonaliści są blokowani poprzez konieczność diagnozowania dysleksji. Dyrektorzy nie chcą korzystać z potencjału swoich pracowników. Diagnoza dysleksji to priorytet. Psychoterapii rodzin i wsparcia dla rodzin prawie nie ma w szkołach i poradniach. Takie wieloletnie działania rządu plus presja na nauczycieli i ich głodowe wynagrodzenie doprowadziło do załamania systemu oświaty. Najwięcej tracą na tym najmłodsi - dzieci i młodzież. Tyle lat dbano o zniszczenie rodziny, a teraz wszyscy się dziwią, że młodzi Polacy nie dają rady. Gdzie szukać siły narodu polskiego?

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Neva(2018-11-26 09:34) Zgłoś naruszenie 10

    4 lata, czyli część tych dzieci i młodzieży będzie już dorosła.

    Odpowiedz
  • zenada(2018-11-28 06:25) Zgłoś naruszenie 10

    podobne to do reformy oswiaty

    Odpowiedz
  • iwo(2018-11-29 21:11) Zgłoś naruszenie 00

    !4 lat temu zwróciłam się o pomoc do poradni wychowawczo-zawodowej o pomoc dla córki.wtedy byli na etatach i psycholog i psychiatra,tylko córka nie chciała korzystać z pomocy.Obecnie córka ma 27 lat zdiagnozowaną epilepsję i pretensje do rodziców,że jej zepsuli życie,uważam,że zrobiłam wszystko co mogłam jako matka

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane