Lekarze, którzy złożyli wypowiedzenia, nie chcą ich wycofać. Nowych nie udaje się znaleźć. Od 1 lutego oddział może przestać istnieć.
Prezes Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii (MCN) złożył wniosek o zmniejszenie liczby łóżek na oddziale psychiatrycznym dla dzieci szpitala w Józefowie z 39 do 22. Poinformowano także o możliwości zaprzestania przyjęć chorych – mówi rzecznik Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego w Warszawie. I przyznaje, że istnieje realne niebezpieczeństwo zamknięcia tego oddziału.
O problemach szpitala piszemy od 13 listopada: z powodu natłoku pacjentów wypowiedzenie z pracy złożyli wszyscy lekarze zatrudnieni na oddziale dziecięcym: trzy osoby zatrudnione w sumie na 2,8 etatu. To za mało, aby prowadzić skuteczną terapię. I niewystarczająco, aby pacjenci – trudni, wymagający szczególnej opieki – nie zrobili sobie krzywdy. Zwłaszcza że kontrakt z NFZ na 39 łóżek, choć i tak zdaniem specjalistów zawyżony w stosunku do możliwości, był regularnie przekraczany – niemal każdego dnia liczba pacjentów była bliższa 50 niż 40.
Reklama
O dramatycznej sytuacji oddziału mówiono od wielu miesięcy. Na początku roku lekarze też chcieli odchodzić, ale obiecywano im, że będzie lepiej i dostaną wsparcie. Tak się nie stało, więc złożyli wymówienia.
Sto procent udziałów w MCN, pod które podlega szpital w Józefowie, ma Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego (UMWM). Kiedy po raz pierwszy DGP donosił o trudnej sytuacji placówki, urząd nie chciał zajmować stanowiska, tłumacząc, iż czeka na wyjaśnienia ze strony centrum. Prezes zarządu MCN Michał Stelmański uspokajał, że prowadzone są rozmowy, które mają zachęcić lekarzy do pozostania w pracy. Teraz, jak zapewnia rzecznik UMWM Marta Milewska, takie rozmowy toczą się nadal. Trwa też szukanie w całym kraju specjalistów, którzy zastąpiliby odchodzące lekarki.

Reklama
Do pozostania przekonywać je miało kilkoro ważnych urzędników urzędu marszałkowskiego, był rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, był dyrektor wydziału zdrowia urzędu wojewódzkiego i wielu innych. Ale jak pisze rzecznik: „Lekarze nie dali się przekonać, żeby pozostać w pracy. Nie udało się także skłonić innych specjalistów, aby dali się oddelegować do pracy na tym oddziale”. I dalej: „Pomimo ogłoszeń w prasie, internecie oraz współpracy z firmami rekrutującymi nie udało się pozyskać lekarzy specjalistów z zakresu psychiatrii dzieci i młodzieży” – czytamy w odpowiedzi na pytania DGP.
Lekarze z oddziału, których poprosiliśmy o komentarz, mówią, że spotkania były tylko formalnością, gdyż ani przedstawiciele centrum, ani UMWM nie byli w stanie im niczego sensownego zaproponować. A to dlatego, że sytuacja w psychiatrii, a zwłaszcza tej związanej z leczeniem najmłodszych pacjentów, jest skrajnie trudna. Nie tylko w Józefowie, nie tylko na Mazowszu, ale w całym kraju. Jeśli w krajach rozwiniętych normą jest 10 specjalistów na 100 tys. pacjentów, to w Polsce jest ich zaledwie czterech. I, jak podnosi rzecznik UMWM, nie można się spodziewać, aby było lepiej.
„Od wielu lat Samorząd Województwa Mazowieckiego prowadzi rozmowy z Ministerstwem Zdrowia, NFZ oraz Mazowieckim Oddziałem Wojewódzkim NFZ, wnioskując o niezwłoczne dokonanie realnej wyceny świadczeń dla dzieci i młodzieży w zakresie opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień, uwzględniającej również uwarunkowania występujące w województwie mazowieckim” – pisze. Te „uwarunkowania” polegają na tym, że oddziały psychiatryczne dla niepełnoletnich pacjentów na Mazowszu przyjmują także pacjentów z innych województw, np. z Podlasia, gdzie nie ma ani jednego całodobowego oddziału, który by się nimi zajmował.
Odpowiedzialny za psychiatrię w resorcie minister Zbigniew Król mówił DGP, że z kryzysem w Józefowie i innych szpitalach powinny sobie poradzić, zgodnie z przepisami, organy założycielskie. I to one są władne, aby zabezpieczyć leczenie dzieci. Przedstawił także program reformy, która ma przenieść ciężar opieki nad najmłodszymi ze szpitali na pomoc środowiskową. To jednak wymaga czasu oraz uzgodnień międzyresortowych – np. z Ministerstwem Edukacji Narodowej. I nawet jeśli się uda, na efekty trzeba będzie poczekać kilka lat.
„Realna wycena świadczeń jest podstawowym warunkiem niezbędnym do tego, aby wzrosło zainteresowanie wśród lekarzy specjalizacją w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży. Obecnie lekarze wybierają na specjalizacje lepiej dofinansowane dziedziny niż psychiatria dzieci i młodzieży. Skutki tej sytuacji obserwujemy właśnie w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii” – to kolejny akapit z odpowiedzi rzecznik urzędu marszałkowskiego. Trudno się z nią nie zgodzić, gdyż w sytuacji, kiedy cała służba zdrowia w kraju – od początku transformacji – ma kłopoty, to psychiatria jest na samym końcu medycznego łańcucha pokarmowego.
Jeśli oddział dziecięcy w Józefowie przestanie przyjmować pacjentów, inne jednostki na Mazowszu będą zmuszone przyjąć jego pacjentów. Ale także one borykają się z problemem skrajnego przepełnienia, braku lekarzy specjalistów oraz pielęgniarzy.
Profesor Tomasz Wolańczyk, ordynator oddziału psychiatrycznego w warszawskim Samodzielnym Publicznym Dziecięcym Szpitalu Klinicznym przy ul. Żwirki i Wigury, zapowiedział, że jeśli to nastąpi, on i jego załoga pewnie też złożą wymówienia, gdyż nie są w stanie na swój 20-łóżkowy oddział, na którym jest wciąż ponad 30 pacjentów, dołożyć jeszcze 40 dostawek. – Oddziały młodzieżowe w Józefowie i Instytucie Psychiatrii i Neurologii także nie przejmą dziecięcych pacjentów, bo od wielu miesięcy same pękają w szwach – zauważa profesor. I dodaje, że w Józefowie nie wystarczą większe pieniądze dla lekarzy, trzeba im stworzyć lepsze warunki pracy. A tak doprowadziliśmty do sytuacji, kiedy cały system psychiatrii dziecięcej staje się zagrożony.
– Jestem pesymistką co do przyszłości psychiatrii i losu najmłodszych pacjentów – mówi jedna z józefowskich lekarek. Podkreśla, że boli ją bierność decydentów, którzy od lat udają, że coś robią. I boli ją postawa kolegów po fachu. W połowie listopada, dwa dni po pierwszych publikacjach DGP o kryzysie w szpitalu, odbyła się Ogólnopolska Konferencja Psychiatrii Dzieci i Młodzieży. – Temat był znany jej uczestnikom doskonale. I nikt nie zapytał, co się dzieje w Józe fowie, mimo że były tam dwie z trzech odchodzących lekarek – opowiada. I dodaje, że pewnie bali się zarazić kryzysem personalnym, choć za parę tygodni dojdzie on także do ich placówek.
Niestety, doprowadzi to do znaczącego ograniczenia dostępu do specjalistycznych świadczeń opieki psychiatrycznej dla dzieci.