- Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: w oddziale, który jest przeznaczony dla 35 pacjentów, jest ich niemal 50. I każdego dnia przyjeżdżają karetki na sygnale przywożące kolejnych młodych ludzi. Same stany ostre: próby samobójcze, ciężkie depresje, psychozy, stany pobudzenia.. Trzeba przyjąć. Jakoś im pomóc. Tylko jak? - mówi Agnieszka Dąbrowska, lekarz specjalista w dziedzinie psychiatrii dorosłych oraz psychiatrii dziecięcej, psychoterapeuta.

Dlaczego odeszła pani z oddziału młodzieżowego Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii, rzuciła papierami? Koleżanki i koledzy, którzy wiosną tego roku mieli podobny zamiar, dali się przekonać, i zostali, aby dalej leczyć młodych pacjentów.

Moje odejście z pracy nie było rzuceniem papierami. O zamiarach odejścia w przypadku braku poprawy sytuacji pacjentów leczonych w oddziale młodzieżowym informowałyśmy od kilku miesięcy. lekarze alarmowali prezesa MCN o dramatycznej i pogarszającej się sytuacji w oddziale. Pisaliśmy pisma i postulaty dotyczące poprawy warunków leczenia pacjentów i poprawy warunków pracy pielęgniarek i psychologów. W formie pisemnej informowałyśmy i prosiłyśmy o pomoc konsultantów krajowego i wojewódzkiego, NFZ, Ministerstwo Zdrowia, Urząd Marszałkowski, Wydział Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego i Rzeczników Praw Obywatelskich i Praw Dziecka. Nic to nie zmieniło. Odejście z pracy było dla mnie bardzo trudna decyzją. Było konsekwencja i forma protestu wobec braku reakcji i pomocy ze strony osób decyzyjnych! Zrozumiałam, że bez tak radykalnych kroków z naszej strony nic w tym miejscu się nie zmieni. I niestety wychodzi na to, że miałam rację. Znów w MCN jest kryzys personalny, znów lekarze, specjaliści doszli do wniosku, że nie są w stanie pracować i pomagać pacjentom w takich warunkach. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: w oddziale, który jest przeznaczony dla 35 pacjentów, jest ich niemal 50. I każdego dnia przyjeżdżają karetki na sygnale przywożące kolejnych młodych ludzi. Same stany ostre: próby samobójcze, ciężkie depresje, psychozy, stany pobudzenia.. Trzeba przyjąć. Jakoś im pomóc. Tylko jak? Według standardów małoletni pacjenci powinni być „na dzień dobry” otoczeni opieką psychologów i psychoterapeutów. Minimum przez sześć tygodni powinni przechodzić psychoterapię, zanim zostanie wobec nich - niektórych - wdrożone leczenie farmakologiczne. Do oddziałów prawie codziennie trzy-sześć osób małoletnich wymaga przyjęcia w trybie pilnym.