Resort zdrowia planuje zmiany w programie leczenia HIV i AIDS. Dziś jest ono zbyt kosztowne, a może być tańsze bez szkody dla pacjentów.
Ministerstwo Zdrowia wydaje 400 mln zł rocznie na leczenie chorych na AIDS i zakażonych wirusem HIV. Koszty te rosną z roku na rok. Powód? Leki zamiast tanieć, drożeją, a terapią coraz częściej są objęci obcokrajowcy. Z analizy wykonanej przez ministerstwo wynika, że wzrost kosztów to głównie skutek drogich terapii, które mogłyby być zastąpione przez tańsze i równie skuteczne. Resort szuka oszczędności, żeby przeznaczyć pieniądze na leczenie innych grup chorych. Potencjalnie mogłyby one wynieść 50 mln zł. Chodzi o różnicę w cenie między poszczególnymi preparatami (najdroższe kosztują 1700 zł za opakowanie, a najtańsze – 390 zł).
Spór dotyczy tego, których powinno się używać. Kilka lat temu skończyła się ochrona patentowa bardzo drogiego, ale skutecznego leku o nazwie truvada. Firmy generyczne czekały na ten moment, żeby wypuścić na rynek własne preparaty, które mają ten sam skład, ale są tańsze. To oznacza, że na rynku są dostępne leki tak samo skuteczne, ale o znacznie niższej cenie. Kłopot polega na tym, że producent, który do tej pory produkował lek, wypuścił na rynek kolejny preparat, tak samo skuteczny w leczeniu, ale o mniejszych efektach ubocznych.
Reklama
Lekarze więc znowu przepisują droższy, najnowszy lek, a generyki, które weszły na rynek, nie są wykorzystywane. A koniec ochrony patentowej nie doprowadził do spodziewanego efektu, czyli obniżki cen leków. Widać to po statystykach. Jak wynika z danych Krajowego Centrum AIDS, jeszcze w 2016 r. sprzedano 43,5 tys. opakowań truvady. W 2017 r. truvadą nie był leczony ani jeden pacjent, ale sprzedaż opakowań leków generycznych o takim samym działaniu jak ten preparat wyniosła tylko 13 tys. Reszta pacjentów przeszła na innowacyjny lek. Zdaniem ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego tylko część pacjentów powinna mieć podawany nowy preparat. Reszta mogłaby być leczona generykami.
Lekarze uważają, że wszystkie dostępne na rynku leki powinny znaleźć się w programie leczenia, by specjaliści mieli możliwość ustawiania terapii pod faktyczne potrzeby pacjentów. Zgadzają się jednak z tym, że nie wszystkich pacjentów trzeba leczyć najdroższym lekiem. Dlaczego zatem najczęściej stosowany jest właśnie ten kosztowny środek? Specjaliści uważają, że jego popularność wynika z dostępności. – Cóż z tego, że leki generyczne są w ofercie producentów? Gdy dochodzi do przetargu, nie startują w nich, oferują zbyt małą dostępność leku lub preparaty z krótkim terminem przydatności. W efekcie wiele przetargów z ich udziałem jest unieważnianych – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców.

Reklama
Sami producenci leków generycznych uważają, że ich produkty nie są dopuszczane do przetargów i że to klasyczna wojna rynkowa. MZ zastanawia się, co z tym fantem zrobić. Jednym z pomysłów jest wpisanie terapii do zwykłej refundacji z NFZ. Wówczas resort mógłby negocjować z firmami cenę. Obecnie program leczenia HIV/AIDS w Polsce jest wyjątkowy, bo opłacany bezpośrednio z MZ jako taki, który ma zapobiegać epidemii. To oznacza, że nie ma ograniczeń w kosztach i stawiania pacjentów w kolejce (jak to robi NFZ) po przekroczeniu kwoty dedykowanej na leczenie danej jednostki chorobowej.
Kolejnym pomysłem byłoby wprowadzenie kryteriów leczenia, które ograniczyłyby dostęp do najnowocześniejszych leków, wskazując konkretne grupy pacjentów uprawnione do nich. – Nie chcemy wylać dziecka z kąpielą – mówi jeden z urzędników zajmujących się tym problemem. Wiedzą oni, jak bardzo newralgiczny jest ten temat i że kwestia jakości życia pacjentów też jest istotna. – Wszelkie zmiany będziemy konsultować z lekarzami specjalistami – zapewnia wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski.
Obecnie leczeniem antyretrowirusowym jest objętych 10,8 tys. pacjentów. Co roku liczba nowych przypadków HIV i AIDS rośnie. Jak wynika z danych Państwowego Zakładu Higieny, w 2017 r. ujawniono 1526 nowych zakażonych HIV i 120 nowych przypadków AIDS. Rok wcześniej było to odpowiednio 1270 i 113. Nad Wisłą leczy się też 243 cudzoziemców, z czego połowa to Ukraińcy, a reszta – głównie Białorusini i Rosjanie. To nieco ponad 2 proc. wszystkich pacjentów, ale w spodziewany jest ich wzrost. Odprowadzanie składek przez pracodawców uprawnia ich do wzięcia udziału w darmowym leczeniu.
Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób oraz WHO raportowały w tym roku o rozwoju epidemii HIV w Rosji. Teraz mówią o jej wybuchu na Ukrainie, głównie na wschodzie i w centrum kraju. W Rosji i na Ukrainie zakażone może być ok. 1 proc. populacji, prawie 2,5 mln osób. – Wiele się mówi o możliwym wzroście osób z Ukrainy leczonych w Polsce i z taką ewentualnością należy się liczyć w przyszłości – zauważa Maryla Rogalewicz z Ośrodka Informacji Krajowego Centrum ds. AIDS.