Część personelu medycznego wręcz zniechęca do podawania dziecku naturalnego pokarmu. To wbrew standardom wprowadzonym przez ministra zdrowia.
82 proc. kobiet nie otrzymało informacji dotyczących karmienia piersią od ginekologów, ponad połowa położnych nie informowała o zalecanej długości laktacji, zaś niemal co dziesiąta rozdawała ulotki zachęcające do karmienia mlekiem modyfikowanym – to niektóre z wyników raportu Centrum Nauki o Laktacji. Autorzy raportu przepytali niemal 6 tys. matek z dziećmi, które nie ukończyły drugiego roku życia.
Standardy okołoporodowe są jednoznaczne: zarówno położne, jak i lekarze mają obowiązek zadbać o to, aby matki karmiły piersią. Zgodnie z zaleceniami WHO do szóstego miesiąca dzieci powinny przyjmować wyłącznie mleko matki, które do ukończenia pierwszego roku życia należy uzupełniać sztucznym pokarmem. Dane medyczne wskazują, że prawidłowe karmienie piersią mogłyby zapobiec 13 proc. zgonów dzieci poniżej drugiego roku życia.
Reklama
Raport wyraźnie pokazuje, że zarówno położnym, jak i ginekologom, którzy powinni edukować młode matki, brak nowoczesnej wiedzy o laktacji i znaczeniu karmienia piersią dla rozwoju dziecka.
Z doświadczenia ankietowanych pań wynika, że ginekolodzy prowadzący ciążę nie interesowali się laktacją. Po porodzie ograniczali się do pytania, jak dziecko jest karmione. Kiedy zaś pojawiają się problemy z laktacją, nie wiedzieli, gdzie skierować pacjentkę: aż 8 na 10 kobiet wskazało, że nie otrzymało żadnej informacji. Jeśli już pojawiła się jakaś wskazówka, to w 75 proc. przypadków lekarz kierował do doradcy laktacyjnego, a tylko w 22 proc. do położnej. Część podchodziła do kwestii karmienia piersią z dużym lekceważeniem. „Po 6–8 miesiącach mleko jest bezwartościowe, a zalecenia WHO są dla Afryki”, „Jeszcze się pani roztyje, a dziecka i tak pani nie wykarmi”, czy „szkoda cycków” – to przykładowe opinie, które słyszały kobiety od swoich lekarzy.

Reklama
Nie lepiej było z położnymi. W ponad połowie przypadków nie odwiedzały matki i dziecka w domu – tak jak jest to wymagane w ramach standardów okołoporodowych – cztery razy podczas pierwszych sześciu tygodni po porodzie. I choć – jak zaznaczają mamy – istnieje grupa dobrze wyedukowanych i troskliwych położnych, to jednak wiele wskazówek było wręcz szkodliwych. „A może herbatkę laktacyjną?” – to była najczęstsza porada położnych (44 proc.) na poprawę laktacji, mimo że nie tylko nie istnieją żadne dane naukowe potwierdzające skuteczność tego rodzaju preparatów, a wręcz mogą one być szkodliwe. Towarzystwa naukowe (m.in. Europejskie Towarzystwo Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci) zwracają uwagę, że stosowanie herbatek z koprem włoskim, będącym bardzo częstym składnikiem także herbatek laktacyjnych, nie jest rekomendowane dla dzieci poniżej czwartego roku życia.
Część położnych rozdawała ulotki na temat mleka modyfikowanego, a niektóre wręcz zachęcały do mleka z butelki: „Matka też musi się wyspać, a nie mieć ciągle dziecko na cycu”, „Za mało zarabiam, żeby namawiać na karmienie piersią”, „Daj mleko modyfikowane i będzie z głowy”. Jedna przekonywała, że „dzieci długo karmione piersią są przytłumione i tępe w przyszłości” i nie należy karmić dłużej niż sześć miesięcy.
– Zdecydowanie potrzebne są szkolenia dla personelu medycznego – uważa prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy w dziedzinie neontologii. Mówi też o konieczności większego wsparcia finansowego. – Co prawda NFZ pół roku temu zwiększył finansowanie oddziałów, które prowadzą banki mleka, jednak to nadal za mało.
Magdalena Nehring-Gugulska, dyrektor Centrum Nauki o Laktacji, przyznaje, że problemy są także systemowe. Połowa personelu nie angażuje się i nie wypełnia swoich obowiązków, porady w wyspecjalizowanych poradniach laktacyjnych są odpłatne, a 403 doradców w skali kraju to zdecydowanie za mało.