Po raz pierwszy fundusz wprowadził jednolity, ogólnopolski taryfikator kar, jakie mogą być nakładane na podmioty, z którymi ma podpisane umowy. Ale potrzebne są o wiele głębsze zmiany.
Przykładowa wysokość maksymalnych kar z taryfikatora NFZ / Dziennik Gazeta Prawna
Obecnie za to samo przewinienie można dostać kary różnej wysokości, bo to oddziały funduszu o tym decydują. Taryfikator ma tę sytuację uporządkować. W dokumencie określono maksymalne stawki (jako procent wartości kontraktu) za poszczególne przewinienia, bazując na załączniku do rozporządzenia ministra zdrowia z 8 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej (Dz.U. z 2016 r. poz. 1146).
Reklama

Reklama
Możliwość nałożenia kar uwzględniają umowy, jakie fundusz zawiera m.in. z poradniami i szpitalami i dotyczą niewykonania lub nienależytego wywiązania się z umowy. Nie musi przy tym dojść do szkody. Gdy kara z taryfikatora jest nieadekwatnie wysoka do naruszeń, a dowody nie wskazują na świadome lub lekceważące działania świadczeniodawcy, dopuszczalne jest złagodzenie jej wymiaru.
Kara dla szpitala czy chorych
Sama idea sankcjonowania placówek budzi zastrzeżenia. Przy trudnej sytuacji finansowej wielu podmiotów, która w dużej mierze wynika z za niskich kontraktów z funduszem, ryczałtów czy wycen procedur, kara dodatkowo uszczupla ich finanse. W związku z tym albo się bardziej zadłużą, albo będą oszczędzać – jest ryzyko, że na bezpieczeństwie i jakości.
– Gdy szpitale balansują na granicy bilansowania kosztów i wpływów lub wręcz generują straty, nałożenie kary w wysokości kilku procent kontraktu grozi utratą płynności finansowej – tłumaczy Piotr Miadziołko, dyrektor powiatowego szpitala w Gostyniu. Przypomina, że wysokie kary grożą m.in. za odprawienie chorego z kwitkiem. Szpital musi go przyjąć, ale NFZ nie musi koniecznie za to leczenie zapłacić, wszystko zależy od wielu czynników, np. obecnych limitów w umowach z funduszem. – Ciekawe, jak rozwiązane zostanie to w sieci, bo teoretycznie w ramach ryczałtu szpital powinien przyjąć wszystkich. Potem może to wpłynąć na wysokość ryczałtu na kolejny kwartał, ale jak, tego dokładnie jeszcze nie wiemy – mówi dyrektor Miadziołko.
Brak kar to też złe rozwiązanie. – Kontrola płatnika ma na celu przede wszystkim zapewnienie celowości wydatkowania środków, jakie płacimy w formie składek. Wysokość sankcji powinna motywować szpitale i przychodnie do efektywnej pracy na rzecz pacjentów – podkreśla dr Tadeusz Jędrzejczyk, były prezes NFZ. Ale dodaje, że nie powinna ograniczać środków na samą realizację świadczeń.
Część szefów szpitali nieoficjalnie mówi jednak o korelacji – gdy chcą odzyskać z NFZ więcej pieniędzy np. za nadwykonania, to akurat wtedy jego urzędnicy przeprowadzają kontrolę i nakładają karę. – Zdarza się, że podważana jest zasadność hospitalizacji. Kontrolerzy twierdzą, że chorych można było leczyć w poradni, i wzywają do zwrotu nienależnie przekazanych pieniędzy – twierdzi szef jednego ze szpitali klinicznych. – Nie ma takiej praktyki, to mogą być zbiegi okoliczności – odpiera zarzuty jeden z urzędników funduszu.
Ważniejszy brak wytycznych
Część ekspertów uważa, że wspólny taryfikator to wyłącznie zabieg mający poprawić wizerunek NFZ, ale dla placówek nie ma to żadnego znaczenia. Zwracają uwagę, że maksymalne stawki i tak są określone w rozporządzeniu MZ, i to jest wystarczające, a problem z kontrolami leży zupełnie gdzie indziej. – W mojej ocenie od taryfikatora cenniejsze byłyby wytyczne i instrukcje dla kontrolerów. Jedne inspekcje są pobieżne, a inne szczegółowe. Jedno uchybienie ma istotny skutek, a inne marginalny, ale nie ma dla nich określonej wagi – podkreśla Rafał Janiszewski, prowadzący firmę doradczą dla placówek medycznych.
Fundamentalną kwestią, na którą od lat wskazują pacjenci i eksperci, jest też to, co jest kontrolowane. Sprawdzana jest głównie dokumentacja – podpisy na dokumentach itp. A nie jakość, która jest kluczowa dla chorych. – W pierwszej kolejności należałoby weryfikować, jak leczony jest pacjent, a dopiero jeśli są nieprawidłowości, przeglądać dokumentację. Ale do tego trzeba dobrze wykształconych, doświadczonych kontrolerów, bo stan rzeczywisty o wiele trudniej oceniać niż papiery – mówi szef jednego ze szpitali.
Wątpliwości budzą też możliwości obrony przez placówki, które z wydaną oceną się nie zgadzają. – Po otrzymaniu wystąpienia pokontrolnego świadczeniodawca może złożyć zastrzeżenia do dyrektora oddziału NFZ, więc w zasadzie do tego, który go kontrolował, a w ostateczności do prezesa NFZ, ale, o zgrozo, poprzez szefa oddziału funduszu – mówi Janiszewski.
Stąd w jego ocenie bardziej niż taryfikator potrzebne są wytyczne regulujące i definiujące uchybienia i ich kategorie oraz zmiana procedury postępowania w przypadku odwołań i sporów co do postawionych zarzutów.
Brak specjalistów
Problemem jest też zdecydowanie za mała liczba kontrolerów i ich przygotowanie. Muszą to być pracownicy medyczni i powinni mieć wiedzę związaną z monitorowanym obszarem. Jak twierdzą przedstawiciele lecznic, z powodu braków kadrowych zdarza się jednak, że np. ortopedię kontroluje ginekolog czy okulista. Chętnych do pracy w NFZ brak, m.in. dlatego, że zarobki w funduszu są z reguły niższe niż w szpitalu, a ponadto medyk naraża się środowisku.
Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego i Rady Funduszu, podkreśla, że są w tym zakresie duże różnice terytorialne. – Z danych NFZ o nakładanych karach wynika, że zdecydowana większość kontroli ma miejsce na Mazowszu, a są regiony, gdzie jest ich bardzo niewiele – podkreśla ekspertka. Jej zdaniem kluczowe jest wykonanie analizy, czym spowodowane są takie różnice, i wypracowanie standardów skutecznej kontroli wykraczającej poza sprawdzanie dokumentacji. – Kontrola w swej istocie powinna prowadzić do prewencji nieodpowiednich działań, a nie mieć charakter wyłącznie fiskalny – podkreśla Gałązka-Sobotka.