Gwarantowane finansowanie będzie miało 145 tys. łożek w 593 placówkach – wynika z pierwszych oficjalnych informacji NFZ i Ministerstwa Zdrowia dotyczących sieci szpitali. 319 podmiotów nie weszło na listy.
Reklama
Szpitale w sieci to przede wszystkim duże publiczne placówki. O kwalifikacji do jednego z trzech stopni (od tego zależy wysokość finansowania) decydowały kryteria przedstawione przez ministra zdrowia – im więcej profili leczenia oferował szpital, tym większa była szansa na dostanie się do sieci. Ustawowe kryteria spełniło 565 placówek, 28 zostało dopisane do listy na wniosek NFZ i za zgodą ministra zdrowia – chodzi o unikatowe placówki, których działalności nie mógłby zastąpić żaden inny ośrodek w regionie. Przykładowo na liście na Dolnym Śląsku znalazła się spółka Medinet, która specjalizuje się w kardiochirurgii, albo szpital zakaźny w Łódzkiem, który jako jedyny w regionie leczy chorych z AIDS.
Szpitale z listy pochłoną ok. 93-94 proc. całego budżetu na leczenie szpitalne. – Obecnie środki na ten cel wynoszą 33 mld zł – mówi Andrzej Jacyna, p.o. prezes NFZ.
Placówki w sieci otrzymają pieniądze w formie ryczałtu (na podstawie wykonania w 2015 r.), dodatkowo będzie odrębne finansowanie na 24 procedury szczególnie istotne z punktu widzenia zabezpieczenia potrzeb pacjentów, np. porody, zawały serca, programy lekowe, endoprotezy stawu biodrowego i kolanowego czy usuwanie zaćmy.
Słaba sytuacja w zdrowiu
Powodem wprowadzanych zmian, jak przekonuje minister zdrowia, jest zła sytuacja w ochronie zdrowia. – Zarządzający, samorządy, pracownicy i pacjenci: wszyscy są niezadowoleni. Reforma jest potrzebna – przyznaje minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Jego zdaniem sieć będzie korektą systemu, która rozwiąże część problemów.
– Przede wszystkim ma poprawić się koordynacja leczenia pacjenta, zwiększyć dostępność do poradni szpitalnych, sieć ma też doprowadzić do skrócenia kolejek na SOR i w izbach przyjęć – wylicza minister zdrowia. I dodaje, że obok zabezpieczenia podstawowego leczenia szpitalnego dla pacjentów, jednym z głównych celów wprowadzenia sieci jest uporządkowanie sytuacji na ostrym dyżurze.
– Sytuacja bywa tutaj dramatyczna – przyznaje Radziwiłł. Chorzy czekają godzinami w bardzo różnych warunkach. Powodem tego jest to, że na ostry dyżur przyjeżdżają obok poważnie chorych pacjentów także tacy, którzy nie mogli dostać się do lekarza w normalnym trybie. Żeby rozdzielić te dwa strumienie każdy szpital ma mieć obowiązek prowadzenia nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, do której będą kierowani chorzy niewymagający szpitalnej interwencji.
To jednak oznacza, że część placówek obecnie działających w trybie nocnym zniknie. Chyba że wygrają konkursy.
Kolejnym bonusem ma być zagwarantowanie bardziej kompleksowej opieki nad pacjentem. Przede wszystkim poprawić ma się dostęp do rehabilitacji. Po niektórych zabiegach czy operacjach, jak tłumaczy jeden z autorów ustawy o sieci wiceminister Piotr Gryza, rehabilitacja musi się znaleźć w planie leczenia. Obecnie pacjenci szukają rehabilitacji na własną rękę, ustawiając się od początku w kolejce. Teraz będzie to automatyczną kontynuacją leczenia.
Poza siecią
Reszta pozostałych placówek, która do tej pory miała finansowanie z NFZ, jeżeli będzie chciała zostać w systemie i oferować bezpłatne leczenie, będzie musiała wystartować w konkursach. Będą rywalizować o 6–7 proc. pozostałych środków. Dotyczy to głównie mniejszych niepublicznych albo też jedno- lub kilkuprofilowych szpitali. W sieci nie znalazł się żaden szpital tzw. jednego dnia, które wyspecjalizowały się w wykonywaniu zabiegów w trybie jednodniowym.
Na Mazowszu poza siecią znalazły się 32 placówki (83 są na liście), na Podkarpaciu w takiej sytuacji znalazło się 25 placówek (31 się zakwalifikowała), w Opolskiem nie weszło 6 szpitali, zaś w Kujawsko-pomorskiem 26. Minister Radziwiłł przekonuje, że bardziej miarodajną liczbą – zamiast liczby szpitali (które mogą być różnej wielkości) jest liczba łóżek: poza siecią znalazło się 7,9 tys. łóżek szpitalnych (z 145 tys.).
Szef resortu zdrowia broni się przed zarzutami, że sieć dyskryminuje niepubliczne placówki. – Znaczenie ma struktura, kompleksowość leczenia, liczą się merytoryczne kryteria, a nie struktura własności – podkreśla Radziwiłł. I dodaje, że w konkursach wygrają najlepsi, co będzie z korzyścią dla pacjentów. Konkurs ofert będzie rozpisany na opiekę długoterminową, opiekę psychiatryczną, rehabilitację ambulatoryjną oraz świadczenia AOS.
Eksperci przyznają, że lista, która została opublikowana, nie stanowiła zaskoczenia. – Najważniejsze teraz będzie to, ile w regionach zostanie pieniędzy na konkursy dla tych jednostki, które się nie zakwalifikowały – mówi Andrzej Mądrala, wiceprezes Pracodawców RP. I dodaje, że w niektórych województwach z wstępnych wyliczeń wyglądało, że może być proporcjonalnie mniej pieniędzy niż w innych. Głównymi poszkodowanymi mogą być m.in. Mazowsze i Śląsk. Andrzej Jacyna uspokaja, że NFZ uruchomi dodatkowe środki.
2,4 mld więcej na leczenie w tym roku
Minister finansów wydał wstępną zgodę na to, by NFZ uruchomił zapasy finansowe. Kwota będzie jednak niższa niż ta, o którą wnioskował szef Funduszu. Zamiast 2,6 mld zł NFZ może przekazać dodatkowo na leczenie jeszcze w tym roku 2,4 mld zł.
Negocjacje przede wszystkim dotyczyły wydatków pochodzących z funduszu zapasowego – to pieniądze, które są trzymane na czarną godzinę: np. gdyby nagle przestała spływać składka (to z niej jest finansowane leczenie) albo wybuchła epidemia. NFZ chciał z niego wydać już teraz 400 mln zł. Minister finansów zgodził, na niewiele ponad 200 mln zł. Dodatkowe 740 mln zł będzie pochodziło z rezerwy budżetowej NFZ (w tym zakresie minister finansów zgodził się na uruchomienie całej wnioskowanej kwoty), a najwięcej, bo 1,4 mld zł, z „oszczędności”. NFZ policzył, że o tyle ma więcej pieniędzy, niż początkowo planował wydać (i co zapisał w planie finansowym na rok 2017). Część środków pochodzić ma z lepszego, niż zakładano, spływu składki, oraz tego, że szczepienia będą finansowane przez ministra zdrowia, a nie jak pierwotnie przewidywano przez NFZ, ale także z niewykorzystanych pieniędzy na leczenie w ramach dyrektywy transgranicznej (chorzy mogą leczyć się za granicą i oczekiwać zwrotu kosztów terapii do wysokości, w której jest refundowana w Polsce).
Na co będą przeznaczone pieniądze? Część środków ma pomóc sfinansować sieć szpitali (mają one otrzymać tyle, ile dostały w 2015 r. wraz ze świadczeniami wykonanymi ponad limit – koszt tych ostatnich wyniesie ok. miliarda złotych). Pozostała kwota ma pomóc lecznicom uporać się z nie najlepszą sytuacją finansową wynikającą m.in. z wprowadzenia wyższej stawki godzinowej oraz zwiększenia pensji minimalnej, które spowodowały czasem nawet kilkuprocentowy wzrost wydatków szpitalnych budżetów. Zrekompensować ma to wyższa wycena punktu (z 52 do 54 zł), w których są rozliczane świadczenia.
Zmiany zaopiniować musi Rada Funduszu oraz sejmowa komisja finansów. Ostateczna decyzja zapadnie 6 lipca.