31,5 mln zł – taka dodatkowa kwota ma trafić do szpitali, które zapewnią pacjentom kompleksową i skoordynowaną opiekę po zawale mięśnia sercowego. Placówka, która zaoferuje takie rozwiązanie, będzie w pakiecie zapewniać choremu m.in. niezbędne badania, zabiegi i operacje, rehabilitację według wskazań lekarza oraz specjalistyczną opiekę ambulatoryjną w ciągu roku od zawału.
Chodzi o to, by pacjent po wyjściu ze szpitala miał zapewnione potrzebne mu świadczenia, zamiast szukać na własną rękę przychodni i stać w kolejkach, przez co skuteczność wcześniejszej interwencji szpitalnej spada. By dostać wyższą stawkę za leczenie, placówka będzie też musiała przestrzegać ustalonych z góry terminów, np. zapewnić rehabilitację kardiologiczną w ciągu maksymalnie 14 dni od wypisu ze szpitala.
Reklama

Reklama
NFZ poprawił projekt zarządzenia w sprawie koordynowanej opieki kardiologicznej i skierował ponownie do konsultacji. O problemach, jakie wynikały z poprzedniej wersji, pisaliśmy w DGP. Chodziło m.in. o to, że szpital miał dostawać wyższą wycenę wtedy, gdy chory wróci do pracy zawodowej. Tymczasem decydują o tym często osobiste decyzje, a nie względy medyczne. – Teraz warunkiem będzie zaświadczenie kardiologa o tym, że pacjent odzyskał zdolność do pracy – tłumaczy Krystian Wita, wicedyrektor Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach-Ochojcu. Podkreśla, że to dobra zmiana.
– Za pacjenta, który spełni ten warunek, szpital dostanie o 10 proc. więcej pieniędzy za I i IV etap leczenia, czyli szpitalny i opiekę ambulatoryjną – wyjaśnia. Ponadto w nowej wersji zarządzenia za zakończenie wszystkich indywidualnie zaplanowanych etapów leczenia placówka ma dostawać 15, a nie 10 proc. premii. – Uwzględniono też przy tym procedury kardiochirurgiczne, o ile będą choremu niezbędne. W poprzedniej wersji zarządzenia były one przy naliczaniu premii pominięte – tłumaczy wiceszef szpitala w Ochojcu.
To, co może martwić, to kwota przewidziana przez fundusz jako koszt realizacji koordynowanej opieki kardiologicznej. Nieznacznie podniesiono ją do poziomu 31,5 mln zł. Ale rzeczywiste koszty mogą być znacznie wyższe. Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda – jak już informowaliśmy – chciałby bowiem, żeby pomoc dla zawałowców w ramach koordynowanych świadczeń była nielimitowana.
I fundusz ku temu się przychyla. A to może oznaczać, że z rehabilitacji skorzystać będzie mogło o wiele więcej pacjentów niż dotychczas. Podobnie może być z implantacją urządzeń kardiologicznych (np. rozruszników). Teraz tę procedurę przechodzi 3–4 proc. zawałowców, a szacuje się, że powinno około 8 proc. Wizyty u specjalistów po wypisie ze szpitala też byłyby bardziej dostępne. Jak szacują kardiolodzy, może to zwiększyć wydatki o około 200 mln zł. Do tego dojdą wymienione wcześniej bonusy.