statystyki

Prezes PKP SA: Zarzuty NIK nieprawdziwe. Pendolino to sukces

autor: Paweł Sołtys, Marek Tejchman25.11.2015, 06:59; Aktualizacja: 25.11.2015, 07:40
Jakub Karnowski przed prezesurą w PKP SA (od 2012 r.) był prezesem PKO TFI SA

Jakub Karnowski przed prezesurą w PKP SA (od 2012 r.) był prezesem PKO TFI SAźródło: Materiały Prasowe

- Pendolino wymyślili moi poprzednicy, a ja nie byłem z tym projektem związany personalnie czy emocjonalnie. Krytykowałem ten pomysł w pierwszych miesiącach mojej pracy w PKP. Natomiast po bardzo trudnym procesie wprowadzenia pendolino na tory, który polegał m.in. na przeprowadzeniu ogromnych inwestycji i przygotowaniu nowych systemów informatycznych, okazało się, że jest to komercyjny sukces - uważa Jakub Karnowski, prezes PKP SA, a zarzuty NIK uważa za nieprawdziwe.

Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie negatywnie ocenia funkcjonowanie Grupy PKP. Najważniejszy zarzut dotyczy zakupu pociągów Pendolino, który zdaniem NIK był działaniem niegospodarnym. Co pan na to?

Kontrola NIK dotyczy okresu od roku 2010 do połowy 2013, czyli naszego działania sprzed dwóch i pół roku. Zarzut dotyczący pendolino wydaje się oderwany od rzeczywistości, dlatego że jesteśmy po 11 miesiącach funkcjonowania projektu, który spowodował 30-proc. wzrost liczby pasażerów PKP Intercity, jakościową zmianę obsługi klienta i jest komercyjnie opłacalny.

Nikt nie kwestionuje tego, że pendolino okazało się sukcesem komercyjnym, ale NIK stawia zarzut, że te pociągi i tak nie mogą jeździć z maksymalną prędkością. Innymi słowy – mogliśmy wybrać alternatywne składy, które osiągałyby podobne czasy przejazdu, byłyby produkowane w Polsce i kosztowałyby znacznie mniej.

To jest fałszywa teza. Pendolino wymyślili moi poprzednicy, a ja nie byłem z tym projektem związany personalnie czy emocjonalnie. Krytykowałem ten pomysł w pierwszych miesiącach mojej pracy w PKP. Natomiast po bardzo trudnym procesie wprowadzenia pendolino na tory, który polegał m.in. na przeprowadzeniu ogromnych inwestycji i przygotowaniu nowych systemów informatycznych, okazało się, że jest to komercyjny sukces. Do przetargu, który był ogłoszony w 2009 r., zgłosiła się tylko jedna firma – Alstom. Żadna inna nie wyraziła zainteresowania. A nawet gdyby się zgłosiła i wygrała, to dzisiaj żadnego pendolino w Polsce by nie było, bo żaden z polskich producentów nie jest gotowy do stworzenia tego typu produktu.

Ale z perspektywy czasu może nie warto było wyznaczać tej maksymalnej prędkości na 240 km/h, tylko na 200. Wtedy ten przetarg byłby otwarty dla innych podmiotów.

Pociągi kupuje się na 30 lat. Infrastruktury nie da się wyremontować w ciągu roku, tak jak przez rok nie da się zbudować autostrady. Co roku będziemy zwiększać zmodernizowane odcinki i przy każdej zmianie rozkładu jazdy czas przejazdów będzie skrócony.

Pytanie, czy nie odwrócono kolejności. Kontrolerom NIK-u chyba o to chodzi, że najpierw powinno się zbudować odpowiednie tory, a później wpuszczać na nie pociągi.

To jest teoria. W Polsce nie da się zgrać tego momentu w czasie i zaplanować, by w tym samym momencie były gotowe i pociągi, i tory. Pociągi nie leżą na półkach, to nie jest supermarket.

A kiedy te pociągi będą mogły jeździć z maksymalną prędkością?


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (5)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie