Berlin nie zamierza zmieniać prawa. Trzeba zwiększyć presję na Brukselę, by przewoźnicy nie zostali na lodzie
Z uzyskanych przez nas nieoficjalnych informacji wynika, że odpowiedzi rządu niemieckiego w sprawie płacy minimalnej – mimo że pozornie szczegółowe – nie odnoszą się w precyzyjnym stopniu do postawionych przez Komisję pytań. Najbardziej niepokojące jest to, że z pisma jednoznacznie wynika, iż Niemcy nie zamierzają się wycofać ze swoich przepisów.
Reklama
Regulacje, które wprowadzają obowiązek płacy minimalnej także dla zagranicznych firm przewozowych, weszły w życie z nowym rokiem. Jako że zaprotestowało przeciwko nim wiele krajów (także Słowacja, Czechy, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowenia, Chorwacja, Litwa, Estonia, Portugalia, Hiszpania i Irlandia) KE poprosiła Niemcy o wyjaśnienie wątpliwości. Komisja zwykle w podobnych sprawach zajmuje stanowisko w ciągu trzech tygodni. Nasi eurodeputowani liczą, że tym razem stanie się to nawet w ciągu tygodnia. Ale sytuacja robi się coraz groźniejsza, bo podobne rozwiązanie wprowadzają pod presją związków zawodowych Francuzi. Do tego – jak podaje RMF – Niemcom udało się odwlec debatę na temat skutków wprowadzenia nowych zasad płacy minimalnej w Parlamencie Europejskim. Z punktu widzenia Niemiec i Francji najwygodniejszą taktyką może być próba gry na czas.

Reklama
Z punktu widzenia unijnych regulacji ta sprawa to przypadek praktyk protekcjonistycznych i złamania zasady swobody przepływu kapitału, osób i towarów. Ale zachodnim sąsiadom może sprzyjać to, że ta sporna kwestia podlega kompetencjom aż trzech unijnych komisarzy: ds. transportu (Violeta Bulc), zatrudnienia (Marianne Thyssen) i rynku wewnętrznego (Elżbieta Bieńkowska). Bruksela będąca pod presją dwóch największych unijnych graczy może chcieć przeciągać rozstrzygnięcie sporu.
– Komisja będzie się zastanawiać, kto ma rację, a w tym czasie godzące w unijne swobody przepisy będą obowiązywały – niepokoi się Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. Bo choć Niemcy zawiesili nową zasadę, to tylko wobec przewozów tranzytowych, co nie zadowala naszych firm. Zdaniem byłego ministra ds. europejskich Mikołaja Dowgielewicza nasz rząd powinien wywierać ciągłą presję na Komisję. – Wykorzystać wszelkie instrumenty polityczne i prawne, by bronić interesu polskich przewoźników, tym bardziej że sprawa jest ewidentna. Rekomenduję twardą postawę, jaką Brytyjczycy zastosowali ostatnio w ważnej dla siebie sprawie instytucji clearingowych – podkreśla Dowgielewicz. Chodziło wówczas o zasadę, że te instytucje muszą być usytuowane w krajach strefy euro, z czym nie zgadzali się Brytyjczycy i co zaskarżyli do unijnego sądu, który ostatecznie przyznał im rację.
Presję na rząd zamierzają wywierać przewoźnicy. W środę zbiera się ich komitet protestacyjny. – Oczekujemy, że nasz rząd wystąpi natychmiast do Komisji Europejskiej o niezwłoczne moratorium na stosowanie tych przepisów. Powinniśmy także przygotować wniosek do unijnego sądu – mówi Jan Buczek.
Zdaniem Janusza Łacnego, prezydenta International Road Transport Union, kluczowa jest w tym momencie harmonizacja struktury kosztów, jakie firmy ponoszą w związku z zatrudnieniem kierowców. – Nie można porównywać niemieckiej czy francuskiej płacy z polską, ponieważ u nas pracodawcy ponoszą też koszty związane z dietami czy ryczałtami, które nie zawsze występują w innych państwach. Dlatego trzeba dążyć do ujednolicenia zasad wynagradzania kierowców – uważa Janusz Łacny. – Poza tym kluczowe są wszelkiego rodzaju wymogi natury administracyjnej. Jeśli poszczególne państwa unijne będą wprowadzać takie bariery, to funkcjonowanie międzynarodowego rynku przewozów drogowych będzie znacznie utrudnione. Dlatego potrzebna jest większa aktywność naszych przedstawicieli w KE – podsumowuje.