Po Wielkiej Brytanii i Polsce kolejne kraje Europy zakazują wlatywać rosyjskim liniom do swojej przestrzeni lotniczej. To ma utrudnić podróżowanie Rosjanom i uderzyć w ich przewoźników, w tym największą linię z tego kraju – Aerofłot. Wczoraj na stronie internetowej moskiewskiego lotniska Szeremietiewo widać było bardzo dużo odwołanych lotów – przede wszystkim do Europy. O ile jednak rzeczywiście wprowadzony zakaz znacznie ograniczy obroty przewoźników z Rosji, to nie przekreśli możliwości podróżowania obywatelom tego kraju do wielu popularnych miejsc. Przykładowo nad Polską nadal latają samoloty linii egipskich na trasie z Moskwy do kurortów nad Morzem Czerwonym.
Niektórzy eksperci obawiają się, że na trasach obsługiwanych dotychczas przez Aerofłot o wiele bardziej aktywni będą teraz przewoźnicy z krajów, które nie potępiają władz Rosji. Skuteczniejszy, choć pewnie trudniejszy do wprowadzenia byłby zatem zakaz przelotu nad krajami UE samolotów zmierzających do Rosji. Inna sprawa, że przewoźnicy rosyjscy wciąż mogą latać nie tylko do Egiptu czy Maroka, tyle że wydłużonymi trasami.
Reklama
Zakazy dla rosyjskich przewoźników wprowadzane przez kolejne kraje Europy spowodowały analogiczne retorsje ze strony Rosji. W przypadku linii lotniczych ze Starego Kontynentu powoduje to często znaczne wydłużenie trasy lotów do Azji. Nad gigantycznym terytorium Rosji codziennie leciały setki samolotów na Daleki Wschód – do Korei Południowej, Chin, Japonii czy Singapuru. Przykładowo nasz LOT na trasie Warszawa–Seul ominie Rosję od południa m.in. przez Turcję, Kazachstan i Chiny. Według Mariusza Piotrowskiego z portalu Fly4free rejs na zmienionej trasie będzie o około godzinę dłuższy. W znacznie gorszej sytuacji jest jednak choćby linia Finnair, która w Helsinkach rozwinęła swój hub przesiadkowy, skąd oferuje dużo lotów do Azji. Trasy samolotów fińskiego przewoźnika będą musiały być znacznie bardziej wydłużone, a duża część z nich zostanie zawieszona. Eksperci nie wykluczają, że w drodze do Japonii będą się kierować w stronę bieguna północnego i Alaski, czyli kompletnie w innym kierunku niż dotychczas.
Eksperci podkreślają też, że wybuch wojny to dla branży lotniczej kolejny cios po pandemii COVID-19. – Zniesienie obostrzeń dawało nadzieję, że ruch lotniczy będzie się mocno odbudowywał. Teraz znowu trzeba przygotować się na duże spadki – mówi Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Przyznaje, że oprócz większych kosztów lotów do Azji dla przewoźników działających w Polsce problemem będzie spowodowane wojną odcięcie rynku ukraińskiego. Z racji emigracji do naszego kraju oferowane miejsca w samolotach z Polski do Ukrainy stanowiły 6 proc. całej podaży z naszych lotnisk. Dla porównania do Rosji to był tylko 1 proc. miejsc. W ostatnim czasie dużo Ukraińców w drodze np. do USA przesiadało się w Warszawie. Do portów w całej Ukrainie dużo połączeń z Europy uruchamiały też tanie linie lotnicze – Ryan air czy Wizz Air. Obaj przewoźnicy jeszcze bardziej rozbudowany rozkład połączeń z Ukrainy szykowali na najbliższe lato.
Teraz nikt nie wie, kiedy ukraińskie lotniska będą mogły wznowić działalność. Trzeba jednak założyć, że po zakończeniu działań wojennych trzeba będzie trochę poczekać na przywrócenie połączeń z tamtejszych portów.
Michał Kaczmarzyk, szef linii Buzz, czyli polskiej spółki córki Ryanaira, spodziewa się, że wybuch wojny w Ukrainie sprawi, że przynajmniej przez pewien czas w całej Europie spadnie ochota na latanie, nawet do rejonów w pełni bezpiecznych. Zapewne wiele osób, które w najbliższym czasie planowały np. wypad turystyczny, będzie na razie odkładać takie wyprawy.
Adrian Furgalski przewiduje zaś, że odbudowie ruchu lotniczego po pandemii nie będą też sprzyjać wywołane wojną negatywne zjawiska gospodarcze, np. inflacja czy zmniejszenie PKB. A te problemy mogą spotkać całą Europę.
Ubocznym skutkiem kłopotów z koniecznością omijania Rosji i wydłużenia podróży do Azji może być jednak próba szybszego rozwoju połączeń w przeciwną stronę – np. do USA. LOT liczy np., że dużą popularnością będą się cieszyły przywracane na przełomie marca i kwietnia połączenia z Warszawy do Los Angeles, a także inne reaktywowane po pandemii połączenia transatlantyckie.