Od początku roku do końca sierpnia w Polsce zarejestrowanych zostało 188,2 tys. nowych samochodów osobowych. Wynik jest o 3,7 proc. lepszy niż osiągnięty w tym samym okresie roku ubiegłego, co – wziąwszy pod uwagę to, co dzieje się w Europie Zachodniej – powinno w naszych dilerach budzić poczucie sukcesu. Ale tak nie jest. Przedstawiciele branży tradycyjnie już lamentują, zwracając uwagę, że tendencja jest wyraźnie spadkowa i rynek z impetem wjeżdża w kryzys.

Rzeczywiście, o ile od stycznia do maja widać było ożywienie na rynku motoryzacyjnym (w styczniu sprzedaż poszybowała do góry o rekordowe 22 proc.), o tyle od czerwca można mówić nawet nie o stagnacji, a recesji w branży. W czerwcu sprzedaż spadła o ponad 5 proc. rok do roku, a w lipcu – o niemal 10 proc. Sierpień przyniósł kolejny dołek – zarejestrowano u nas kolejne 8 proc. aut mniej. I to w porównaniu z sierpniem ubiegłego roku, więc nie można użyć argumentu, że „klienci wyjechali na wakacje”. Bo przecież rok temu też na nich byli, a mimo to chętniej odwiedzali salony i robili w nich zakupy.

PKB w dół, więc ceny również

Powód tego, że salony pustoszeją, jest zupełnie inny. Gospodarka zwalnia (PKB w drugim kwartale wzrósł tylko o 2,4 proc.), realne pensje spadają, bo dusi je wysoka inflacja, a ze strefy euro napływają coraz gorsze informacje. Wszystko to sprawia, że z zakupem nowych samochodów wstrzymują się nie tylko klienci indywidualni, ale przede wszystkim firmy – a te stanowią 50 – 60 proc. klienteli firm motoryzacyjnych. Po prostu boją się tego, co przyniesie niedaleka przyszłość, więc wolą kumulować gotówkę na ciężkie czasy, które mogą wkrótce nastać, niż przeznaczać ją na zakup czterech kółek.

Jak jednak wiadomo, kryzys ma również to do siebie, że podczas niego można upolować atrakcyjne okazje. I dotyczy to także zakupu samochodów.

Pod względem cen najbliższe miesiące będą idealnym czasem na zakup nowego samochodu, szczególnie dla małych przedsiębiorców potrzebujących do działalności jednego, góra kilku aut.

Bo w tym roku autosalony, zmuszone kiepską sytuacją rynkową, znacznie wcześniej niż zwykle ruszyły z akcjami promocyjnymi. Niektóre, jak Renault, Fiat czy Hyundai wprost anonsują, że już wyprzedają modele z rocznika 2012. To ewenement, bo w poprzednich latach takie akcje rozpoczynały się dopiero w listopadzie.

Ale nawet marki, które nie mówią jeszcze wprost o rocznikowej przecenie, kuszą klientów atrakcyjnymi promocjami – rabatami sięgającymi 10 – 15 proc. wartości auta, darmowymi ubezpieczeniami, lepszym wyposażeniem wybranych wersji czy preferencyjnymi kredytami i leasingami.