Nowych pasażerów najszybciej przyciągają przewoźnicy regionalni i przywracane połączenia lokalne.
Pociągi zyskują na popularności / DGP
Kolej powoli wychodzi z zapaści, w której znalazła się ponad 10 lat temu. Najnowsze dane za pierwsze półrocze pokazują, że uda się utrzymać pozytywny trend, który obserwujemy od kilku lat. Według Urzędu Transportu Kolejowego od stycznia do końca czerwca z usług wszystkich przewoźników skorzystało 161 mln pasażerów. To wzrost o ponad 7 proc. (o ponad 9 mln pasażerów) w porównaniu do tego samego okresu w 2018 r. Ignacy Góra, szef UTK, szacuje, że cały 2019 r. zamknie się wynikiem bliskim 330 mln podróżnych (wzrost o ok. 20 mln w porównaniu z 2018 r.).
Reklama
W ostatnim czasie nowych pasażerów najszybciej przyciągają regionalni przewoźnicy samorządowi. Największy, prawie 30-proc. wzrost liczby podróżnych odnotowała Łódzka Kolej Aglomeracyjna, jeden z najmłodszych przewoźników w Polsce, który jeździ od zaledwie pięciu lat. Podróżnych kusi nowoczesnym taborem – wykorzystuje pociągi Flirt Stadlera i Impulsy z Newagu – i częstotliwością kursów. Pasażerów szybko przybywa (o ok. 20 proc.) także Kolejom Dolnośląskim, które starają się reaktywować kolejne połączenia. W czerwcu spółka uruchomiła kursy z Wrocławia do Lubina.
W trakcie otwarcia połączenia nie obyło się jednak bez skandalu. Początkowo przewoźnik uznał, że pociągi nie będą zatrzymywać się w czterech miejscowościach. To wywołało głośne protesty ich mieszkańców, którzy w dniu uruchomienia kursów wyszli na tory i zablokowali inauguracyjny przejazd. Postawili na swoim i po kilku dniach pociągi zaczęły się zatrzymywać w ich miejscowościach. To pokazuje, jak bardzo oczekiwane jest przywracanie lokalnych połączeń.
Wyraźne, kilkunastoprocentowe wzrosty przewozów w pierwszym półroczu odnotowały także Koleje Śląskie, Koleje Wielkopolskie czy Szybka Kolej Miejska w Warszawie. W wielu województwach połączenia lokalne to jednak wciąż domena spółki Przewozy Regionalne (nazwa handlowa – PolRegio). To lider pod względem liczby przewiezionych podróżnych. W pierwszym półroczu z jego usług skorzystało ok. 43 mln osób (wzrost o 7 proc.) Przewozy Regionalne nie mogą się jednak pochwalić nowoczesnym taborem. Spółka przez lata borykała się z ogromnymi długami. Po objęciu 51 proc. akcji przez państwową Agencję Rozwoju Przemysłu i przyznaniu 770-mln dotacji przewoźnik próbuje wyjść na prostą. Wciąż czeka jednak na decyzję Komisji Europejskiej, która oceni, czy pomoc publiczna była dopuszczalna.
Drugą pozycję pod względem liczby przewiezionych podróżnych (ponad 30 mln) utrzymują Koleje Mazowieckie, codziennie dowożące rzesze pasażerów do pracy lub szkoły w stolicy. W ostatnim czasie już ich tak mocno nie przybywa, na co wpływ mają m.in. liczne remonty torów.
PKP Intercity, czyli narodowy przewoźnik dalekobieżny, z wynikiem prawie 23 mln podróżnych zajął 3. miejsce, odnotowując 6 proc. wzrostu. Może się natomiast pochwalić poprawą statystyk dotyczących punktualności. Według ostatnich dostępnych danych UTK w I kwartale 80 proc. pociągów przyjeżdżało na stacje o czasie. Najgorzej było pod tym względem w II kwartale 2018 r., kiedy spóźniała się blisko jedna trzecia składów.
Karol Trammer z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”, autor wydanej właśnie książki o likwidacji torów w III RP „Ostre cięcie. Jak niszczono polską kolej”, ocenia, że pod względem liczby pasażerów wciąż mamy do czynienia z odbijaniem się od dna. Przypomina, że jeszcze w 1989 r. koleją jeździło 950 mln pasażerów. – Wskutek zamykania wielu linii w poprzednich dekadach zeszliśmy do bardzo niskiego pułapu i mocno odstajemy do sąsiadów. Rocznie jeździ u nas np. tylu podróżnych co w niespełna 9-mln Austrii. To pokazuje, że potencjał wzrostu jest ogromny – zaznacza. Według Trammera kluczowa powinna być odbudowa połączeń lokalnych – do takich miast jak Jastrzębie-Zdrój, Łomża czy Mielec. Jest też duży potencjał połączeń dalekobieżnych, gdzie wzorem Czech na niektóre oblegane trasy powinno się dopuścić prywatnych przewoźników.