Miało być taniej i wygodniej. Może być drożej, i to sporo. A jeszcze nie można zapłacić za przejazd w sieci.
Założenie było bardzo chwalebne. Dzięki ofercie Wspólny Bilet kolejowa podróż z przesiadką (jedną lub kilkoma) miała być tańsza. Częściowo miały więc zostać zniwelowane problemy podróżnych, które przed laty spowodował podział PKP. Teraz mamy kilkunastu przewoźników: oprócz PKP Intercity, które skupia się na przewozach dalekobieżnych, istnieją przewoźnicy regionalni kontrolowani przez samorządy, a także spółka Polregio z większościowym udziałem Skarbu Państwa.
Podróżnych często odstraszała wyprawa z przesiadką ze względu na ceny. Wszystko przez to, że u każdego przewoźnika zawsze najdroższe są początkowe kilometry. Szef PKP Krzysztof Mamiński kilka miesięcy temu zarzekał się, że po wprowadzeniu Wspólnego Biletu przejazd stanieje, bo cena będzie liczona według taryfy degresywnej – im dalej, tym taniej za każdy kolejny kilometr. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk mówił, że wprowadzenie Wspólnego Biletu będzie dla niego jednym z priorytetów.