Założenie było bardzo chwalebne. Dzięki ofercie Wspólny Bilet kolejowa podróż z przesiadką (jedną lub kilkoma) miała być tańsza. Częściowo miały więc zostać zniwelowane problemy podróżnych, które przed laty spowodował podział PKP. Teraz mamy kilkunastu przewoźników: oprócz PKP Intercity, które skupia się na przewozach dalekobieżnych, istnieją przewoźnicy regionalni kontrolowani przez samorządy, a także spółka Polregio z większościowym udziałem Skarbu Państwa.

Podróżnych często odstraszała wyprawa z przesiadką ze względu na ceny. Wszystko przez to, że u każdego przewoźnika zawsze najdroższe są początkowe kilometry. Szef PKP Krzysztof Mamiński kilka miesięcy temu zarzekał się, że po wprowadzeniu Wspólnego Biletu przejazd stanieje, bo cena będzie liczona według taryfy degresywnej – im dalej, tym taniej za każdy kolejny kilometr. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk mówił, że wprowadzenie Wspólnego Biletu będzie dla niego jednym z priorytetów.

Rozwiązanie jest dostępne od niedzieli, ale nie powinno być dla nikogo powodem do dumy, bo nie jest atrakcyjne. Na razie do projektu przystąpiło tylko sześciu przewoźników: PKP Intercity, Polregio, SKM Trójmiasto, Koleje Mazowieckie, Koleje Wielkopolskie i Łódzka Kolej Aglomeracyjna. Największe zdziwienie może jednak budzić to, że w wielu przypadkach oferta Wspólny Bilet może być droższa, niż gdyby kupować bilety osobno po staremu. Na Dworcu Centralnym zapytaliśmy wczoraj o połączenie z Warszawy do Szczytna. Po pierwsze okazało się, że kasjerka nie może sprzedać Wspólnego Biletu na najszybsze połączenie, które trwałoby 3 godz. 28 min. Jak tłumaczyła, w Olsztynie byłoby za mało czasu (cztery minuty) na przesiadkę z pociągu pospiesznego do osobowego. Wspólny Bilet może być wydawany tylko wtedy, gdy jest minimum 10 minut na przesiadkę. Według jednego z kolejarzy chodzi o to, że przewoźnicy się boją, iż w przypadku opóźnień pasażerowie będą żądać odszkodowań.

Ostatecznie kasjerka zaproponowała połączenie z prawie półtoragodzinnym czasem oczekiwania na przesiadkę w Olsztynie. W ramach Wspólnego Biletu kosztowałoby 58 zł. Okazuje się jednak, że przejazd tymi samymi pociągami byłby o ponad 8 zł tańszy (49,90 zł), gdyby po staremu kupić dwa osobne bilety (39,90 zł za PKP Intercity i 10 zł za Polregio). Skąd ten absurd? Jak tłumaczy jeden z kolejarzy, na tych trasach przewoźnicy wprowadzili promocje, które w przypadku Wspólnego Biletu nie działają.

Oczywiście znajdziemy takie przykłady, że ze Wspólnym Biletem podróż będzie tańsza. Przykład: osoba dorosła jedzie z Olsztyna do Krakowa (najpierw osobowym spółki Polregio do Iławy, a dalej pendolino spółki PKP Intercity). Według nowej oferty zapłaci 191 zł, czyli 11 zł mniej niż po staremu. Tyle że, jeśli na tej samej trasie pojadą trzy osoby dorosłe i dziecko, to sytuacja się diametralnie zmieni: jeśli zdecydowaliby się na rzekomo korzystniejszy Wspólny Bilet, to zapłaciliby ponad 693 zł, czyli o ponad 140 zł więcej niż po staremu, kupując osobne bilety. Powód? W przypadku Wspólnego Biletu nie da się – tak jak w przypadku Biletu Rodzinnego – zaoferować każdemu dorosłemu jadącemu w towarzystwie dziecka 30-proc. ulgi. – Przewoźnicy się bali, że zniżki będą się kumulować, a tym samym spółki będą miały spadek przychodów z biletów – mówi DGP osoba związana z rynkiem kolejowym.

Tyle że według ekspertów to ślepa uliczka, bo przy takim zamieszaniu i nikłych profitach z oferty będzie korzystać garstka podróżnych.

– Ta taryfa to kompromis. W tym projekcie oprócz PKP biorą także udział koleje nadzorowane przez samorządy województw – mówi wiceprezes PKP Andrzej Olszewski. Dodaje, że oferta powinna być ulepszana, m.in. od stycznia dołączą kolejni przewoźnicy.

Zamieszanie potęguje to, że oferta na razie jest dostępna tylko w kasach. Według Andrzeja Olszewskiego w internecie (platforma Bilkom.pl) miała wystartować w niedzielę w ograniczonym zakresie, obejmując tylko trzech przewoźników z udziałem Skarbu Państwa.