Skoro minister jest de facto szefem ekspertów badających wypadki pociągów, a do tego nadzoruje spółkę PKP, to nie ma żadnej gwarancji, że katastrofy kolejowe będą wyjaśniane obiektywnie.
To kwintesencja wczorajszego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, który zakończył trwający ponad cztery lata spór między polskim rządem a Komisją Europejską. Zarzuty Brukseli sprowadzały się do całkowitego uzależnienia Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych od ministra infrastruktury, co w konsekwencji rodziło wątpliwości co do jej bezstronności.
– PKBWK powinna być odporna szczególnie na sugestie i naciski dotyczące kształtu czy wyników postępowań. Trudno jednak mówić o takiej pozycji, gdy zależy od ministra nadzorującego jednocześnie spółki kolejowe. To rodzi niebezpieczny konflikt interesów – podkreśla Jakub Majewski z Fundacji Prokolej, ekspert ds. transportu.