Skoro minister jest de facto szefem ekspertów badających wypadki pociągów, a do tego nadzoruje spółkę PKP, to nie ma żadnej gwarancji, że katastrofy kolejowe będą wyjaśniane obiektywnie.
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
To kwintesencja wczorajszego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, który zakończył trwający ponad cztery lata spór między polskim rządem a Komisją Europejską. Zarzuty Brukseli sprowadzały się do całkowitego uzależnienia Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych od ministra infrastruktury, co w konsekwencji rodziło wątpliwości co do jej bezstronności.
– PKBWK powinna być odporna szczególnie na sugestie i naciski dotyczące kształtu czy wyników postępowań. Trudno jednak mówić o takiej pozycji, gdy zależy od ministra nadzorującego jednocześnie spółki kolejowe. To rodzi niebezpieczny konflikt interesów – podkreśla Jakub Majewski z Fundacji Prokolej, ekspert ds. transportu.
Dyrektywa o bezpieczeństwie kolei (2004/49) wymaga, aby komisja wyjaśniająca wypadki kolejowe była niezależna od zarządcy infrastruktury i przedsiębiorstw kolejowych. Tymczasem Skarb Państwa w osobie ministra jest większościowym właścicielem zarządcy infrastruktury kolejowej – PKP PLK (kontroluje 85,90 proc. akcji). Co prawda po rekonstrukcji nadzór nad przewoźnikiem doraźnie przejął premier, ale w założeniu jest to stan tymczasowy i spółka ma wrócić pod opiekę szefa resortu infrastruktury.

Gigantyczne inwestycje

Zdaniem Trybunału Sprawiedliwości przy takich powiązaniach jest niedopuszczalne, aby ministrowi była jednocześnie podporządkowana komisja wypadkowa. Pojawia się bowiem ryzyko, że troska szefa resortu o zapewnienie jak najlepszych wyników finansowych kontrolowanych spółek będzie kolidować z zadaniami organu dochodzeniowego. Wyeliminowanie tego zagrożenia stało się kluczowe zwłaszcza teraz, kiedy prace modernizacyjne na kolei ruszyły z kopyta, a członkowie komisji mają coraz więcej pracy, bo statystyki wypadków i incydentów na torach poszybowały w górę.
– Podobnie jak w przypadku transportu drogowego jesteśmy pod tym względem na końcu rankingów państw UE. A gigantyczny program inwestycyjny realizowany przez PKP PLK dodatkowo rozregulowuje system bezpieczeństwa. Na torach jest mnóstwo maszyn i ludzi, a ruch pociągów jest prowadzony bezpośrednio po placach budowy – tłumaczy Jakub Majewski. – Próbujemy pogodzić inwestowanie dużych pieniędzy w modernizację infrastruktury, unikając paraliżu sieci kolejowej. Ale przy braku przygotowanych objazdów cierpi bezpieczeństwo i punktualność. Nie pomagają też archaiczne przepisy i systemy sterowania ruchem, które dopiero zastępuje się komputerami. Powinniśmy więc na poważnie zająć się bezpieczeństwem i wzmocnić PKBWK – dodaje ekspert.

Bez samodzielności decyzyjnej

W skład komisji badającej wypadki kolejowe wchodzi 12 członków stałych powoływanych i odwoływanych przez ministra. Również specjaliści wynajmowani doraźnie są wyznaczani z układanej przez niego listy fachowców. Komisja jako organ ulokowany w strukturach Ministerstwa Infrastruktury jest uzależniona od niego w kwestiach budżetowych oraz personelu pomocniczego, a przygotowywane przez nią raporty powypadkowe wymagają podpisu szefa resortu. Zgodnie z ustawą o transporcie kolejowym PKBWK wykonuje bowiem swoje zadania w jego imieniu. W ocenie trybunału w Luksemburgu nie można w takiej sytuacji mówić o żadnej samodzielności decyzyjnej ani odrębności organizacyjnych komisji i stąd Polska naruszyła dyrektywę o bezpieczeństwie kolei.
Ryzyka złamania unijnych przepisów nie ma natomiast w odniesieniu do innych komisji wyjaśniających incydenty i katastrofy transportowe, które podlegają ministrom. Na przykład Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych – tak jak PKBWK podległa szefowi resortu infrastruktury – znajduje się w innej sytuacji, gdyż unijne przepisy dotyczące bezpieczeństwa w powietrzu różnią się od kolejowych, jeśli chodzi gwarancje niezależności prowadzonych dochodzeń.
Zdaniem ekspertów rozwiązaniem, które pozwoliłoby uniknąć zarzutów potwierdzonych przez TSUE, byłoby np. przesunięcie PKBWK pod nadzór kancelarii premiera. Taki zresztą manewr wykonano w odniesieniu do Urzędu Transportu Kolejowego. Wcześniej regulator rynku podlegał ministrowi, który jednocześnie miał pod sobą PLK, co znowu rodziło konflikt interesów. Z kolei nie tak dawno UTK przejął sam nadzór nad komisjami powoływanymi do wyjaśniania mniej groźnych wypadków.
Zdaniem ekspertów rozwiązaniem, które pozwoliłoby uniknąć zarzutów potwierdzonych przez TSUE, byłoby np. przesunięcie PKBWK pod nadzór kancelarii premiera

orzecznictwo

Wyrok TSUE z 13 czerwca 2018 r. w sprawie Komisja Europejska przeciwko Polsce, sygn. akt C 530/16. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia