Centralny Port Lotniczy powstanie zbyt późno i kosztem rzezi lotnisk regionalnych. Ale rząd chce budować nowy hub dla LOT-u.
Wejście do lotniczej pierwszej ligi i mądra dalekowzroczna inwestycja czy megalomański infrastrukturalny pomnik i utopione pieniądze? Centralny Port Lotniczy (CPL) to nowe planowane lotnisko w rejonie autostrady A2 o docelowej przepustowości 50–60 mln pasażerów rocznie, którego budowa miałaby pochłonąć ok. 30 mld zł. A tak naprawdę znacznie więcej, bo rządowe szacunki nie uwzględniają np. budowy linii szybkiej kolei.
W tym tygodniu Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów zarekomendował budowę CPL, co ogłosił minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Wcześniej przy resorcie Adamczyka przez kilka miesięcy pracował zespół, który badał sensowność tej inwestycji. W branży krąży żart, że jego członkowie byli zdalnie sterowani – drogą radiową. Wzięło się to stąd, że w połowie lutego w wywiadzie dla Radia Białystok prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że centralnie zlokalizowane, duże międzynarodowe lotnisko jest Polsce potrzebne, a jego budowa powinna być dla kraju priorytetem. Czy właściwe jest to, że lider partii rządzącej zasugerował wynik przed ogłoszeniem rekomendacji? Być może w Polsce inaczej się nie da niczego zbudować. W każdym razie na zwolenników budowy CPL słowa lidera PiS podziałały jak prąd wznoszący na pilota szybowca.