Port bije rekordy przeładunku. Mógłby zwiększyć swoje możliwości, ale rząd nie pali się do budowy nowej drogi, a kolejarze nie śpieszą się z remontem torów.
W 2018 r. w porcie morskim w Gdyni przeładowano 23,5 mln ton towarów, o prawie 11 proc. więcej niż przed rokiem – poinformował DGP prezes Adam Meller. Tym samym padł kolejny rekord. Gdyński port zajmuje pod tym względem trzecie miejsce w Polsce, po Gdańsku i zespole Szczecin–Świnoujście. Na Bałtyku Gdynia powoli dobija do pierwszej dziesiątki. Przychody Skarbu Państwa z tytułu podatków odprowadzonych od towarów przeładowanych w Gdyni sięgają już blisko 7 mld zł. Władze portu szykują inwestycje, które znacznie zwiększą jego możliwości. Do 2022 r. kosztem 550 mln zł m.in. zostanie pogłębiony tor podejściowy, a także akweny wewnętrzne. Dzięki temu będą mogły tam zawijać największe statki – o zanurzeniu do ponad 15 m. Port właśnie uzyskał 273 mln zł unijnej dotacji na ten cel.
Problem w tym, że możliwości nie będą mogły być wykorzystywane, jeśli nie zostanie poprawiony dojazd od strony lądu. A z tym nie jest najlepiej i na razie nie widać szans na szybką poprawę. Kłopoty są zarówno z dojazdem drogami, jak i koleją. Do portu prowadzi teraz jedna droga, z której mogą korzystać duże ciężarówki. To łącząca się z obwodnicą Trójmiasta Trasa Kwiatkowskiego, której budowa ślimaczyła się 34 lata. Jej elementem jest długa estakada nad szeregiem prowadzących w stronę portu torów przeładunkowych. Przez to, że obiekt długo stał niedokończony, jego konstrukcja ciągle wymaga napraw. Jak przyznaje Adam Meller, trzeba było tam wprowadzić ograniczenia tonażowe nacisku na oś. Trasa często staje w korkach, bo okoliczne tereny w ostatnich latach zostały mocno zabudowane. Dlatego władze portu od kilku lat walczą o szybką budowę trasy alternatywnej. To planowana od dawna tzw. Droga Czerwona, która ma być przedłużeniem kończącej się w Gdyni-Chyloni ekspresowej obwodnicy Trójmiasta (S6). – Budowa nowej trasy ma kosztować 1 mld zł, a to znacznie przekracza możliwości samorządu Gdyni. Uważamy, że budową powinien zająć się rząd – mówi Adam Meller.
Reklama
Ministerstwo Infrastruktury było bliskie zgody. Wstępne obietnice w tej sprawie składało już jego dwóch wiceszefów – w 2017 r. Jerzy Szmit, a na początku 2018 r. Kazimierz Smoliński. Obaj nie są już jednak wiceministrami, a resort infrastruktury znowu usztywnił swoje stanowisko. Jego rzecznik Szymon Huptyś twierdzi, że problem dojazdu do portu w Gdyni to sprawa miasta, bo prowadząca do portu trasa ma status drogi powiatowej, czyli zarządzanej przez lokalne władze. Dodaje, że Gdynia wzorem innych samorządów mogła ubiegać się na ten cel o środki unijne. Władze miasta odpowiadają, że konieczny byłby wkład własny, minimum 300–400 mln zł. A to nieosiągalne dla samorządu.
Podlegająca rządowi Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad mogłaby zbudować drogę kategorii ekspresowej. W tej sytuacji władze portu zamierzają zamówić szczegółową koncepcję Drogi Czerwonej i walczyć o zmiany w prawie, by za ostatnią milę, czyli odcinek drogi prowadzącej bezpośrednio do portu, odpowiadał rząd. Wtedy GDDKiA musiałaby nie tylko myśleć o usprawnieniu dojazdu do nabrzeży, ale także przejąć od miasta zarządzanie nad wymagającą remontów Estakadą Kwiatkowskiego.

Reklama
Do portu trzeba też poprawić dojazdy koleją. Spółka PKP PLK ma to w planach, ale kolejarzom nie wyszły już dwa przetargi na przebudowę ogromnego układu torowego prowadzącego do portu. Wszystko przez to, że po lawinowym wzroście kosztów materiałów i robocizny wykonawcy zaczęli mocno windować ceny za kontrakt. W ostatnim przetargu najtańsza oferta sięgała niemal 2 mld zł i przekraczała kosztorys o prawie 900 mln zł.
PLK ma też problemy z modernizacją zbudowanej jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym magistrali węglowej ze Śląska do Gdyni. W przetargach na remont pierwszych odcinków ceny dwukrotnie przekraczały kosztorysy. „Węglówkę” trzeba zelektryfikować, a na długich odcinkach zbudować drugi tor. Na alternatywnej trasie z Trójmiasta na południe Polski, która prowadzi m.in. przez Tczew, nie ma miejsca dla pociągów towarowych, bo kursuje tam dużo składów pasażerskich.
Według niektórych obserwatorów port w Gdyni cierpi w dużej mierze na sporach politycznych. Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie pali się do budowy nowej drogi w sytuacji, gdy władzę w mieście, okolicznych samorządach i województwie mają politycy kojarzeni z Platformą Obywatelską. PiS woli wydać niemal miliard na budowę przekopu Mierzei Wiślanej, który pozwoli rozwinąć port w Elblągu.