Organ ma prawo odmówić budowy domu na terenie zagrożonym klęską żywiołową, jeżeli uzna, że taka inwestycja może negatywnie wpłynąć na życie i zdrowie okolicznych mieszkańców – orzekł NSA.
Sprawa dotyczyła właściciela działki pomiędzy dwoma korytami rzeki, który planował na niej postawić dom. Ponieważ nie było możliwości podłączenia go do ogólnej kanalizacji sanitarnej, zamierzał wybudować również szczelny zbiornik na ścieki. Zgody na inwestycję nie wyraził jednak dyrektor regionalnego zarządu gospodarki wodnej, który powołał się na art. 88l ust. 1 ustawy – Prawo wodne (Dz. U. z 2016 r. poz. 352 ze zm.). W świetle tego przepisu zabronione jest wykonywanie robót oraz czynności utrudniających ochronę przed powodzią lub zwiększających zagrożenie powodziowe, w tym m.in. budowy innych obiektów budowlanych (pkt 1), sadzenia niektórych drzew lub krzewów (pkt 2) i ingerowania w ukształtowanie terenu (pkt 3).
Reklama

Reklama
Organ podkreślił, że położenie działki jest na tyle niefortunne, że w razie powodzi mogłoby dochodzić do podmycia fundamentów budynku. W jego ocenie planowana inwestycja miałaby także negatywny wpływ na bezpieczeństwo pozostałych mieszkańców. Wyjaśnił, że każda nowa zabudowa na terenie zagrożonym powodzią powoduje zmniejszenie możliwości retencji wodnej, a także utrudnia ewakuację mieszkańców podczas powodzi. Urząd nie zaaprobował również budowy zbiornika na ścieki, gdyż w przypadku katastrofy mogłoby dojść do wymieszania się nieczystości z wodami wezbraniowymi.
Mieszkaniec uważał, że niesłusznie odmówiono mu prawa do podjęcia inwestycji, zwłaszcza że – jak podniósł – poczynił już na nią pewne nakłady. Argumentował, że działka znajduje się na naturalnym wzniesieniu i jest oddalona od jednego koryta rzeki o kilometr, podczas gdy drugie jest wyschniętym starorzeczem, które nie stwarza zagrożenia. Dodał też, że rzeka nigdy jeszcze nie wylała, a po sąsiedzku stoją już dwa inne domy. Podkreślił, że wybudowany dom zamierza w przyszłości sprzedać.
Sprawa trafiła do prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, ale i ten nie przyznał mu racji. Zwrócił uwagę, iż nie ma znaczenia, że rzeka nigdy do tej pory nie wylała. Liczy się bowiem możliwość i prawdopodobieństwo wystąpienia powodzi w przyszłości. Uznał też, że bez znaczenia dla rozpoznawanej sprawy pozostaje to, iż w okolicy stoją już inne budynki.
Odniósł się również do planów mężczyzny dotyczących sprzedaży nieruchomości. Podkreślił, że gdyby organ I instancji wydał zgodę na wybudowanie domu, to mogłoby dojść do sytuacji, w której nabywca zainwestowałby pieniądze, pozostając nieświadomym zagrożeń na tym terenie. Nowy właściciel mógłby bowiem założyć, że skoro dom stoi, to musiało zostać wydane na niego pozwolenie, a zatem teren ten musi spełniać określone warunki. Dodał, że tym sposobem mógłby on być narażony nie tylko na utratę mienia, lecz także zdrowia i życia.
Mężczyzna pozwał organ do WSA w Warszawie. Jednak z uwagi na niekorzystny wyrok złożył kasację do NSA. Ten jednak orzekł, że organy słusznie nie zgodziły się na planowane inwestycje. Skład orzekający podkreślił, że nie ma znaczenia to, iż działka położona jest na wzniesieniu i nigdy nie była zalewana. Znajduje się bowiem w obszarze szczególnie zagrożonym.
Sąd zwrócił też uwagę , że szczegółowa analiza mapy planowanej inwestycji wskazuje jednoznacznie, że nieruchomości sąsiadów znajdują się już poza obszarem starego koryta rzeki. Planowany dom byłby zatem jedynym, który znajdowałby się na terenie, gdzie ryzyko wystąpienia fali powodziowej jest tak wysokie – skonkludowały sądy.
ORZECZNICTWO
Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5 października 2016 r., sygn. akt II OSK 3379/14