2,7 mld zł do wzięcia na gospodarkę odpadami komunalnymi. To wsparcie unijne, na które od 31 października wnioski przyjmie NFOŚiGW. Ale mimo takich pieniędzy śmieciowy problem nie zniknie
dr inż. Karolina Skalska-Józefowicz menedżer w dziale doradztwa biznesowego EY / Dziennik Gazeta Prawna
Krzysztofa Kawczyńskiego przewodniczącego Komitetu Ochrony Środowiska Krajowej Izby Gospodarczej / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Wsparcie, które nawet na 85 proc. projektowanej inwestycji oferuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, pochodzi z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, II osi priorytetowej Ochrona środowiska, w tym adaptacja do zmian klimatu, przedsięwzięć z zakresu gospodarki odpadami komunalnymi (działanie 2.2). Jest ono kierowane do samorządów, jednostek organizacyjnych działających w ich imieniu, a także innych podmiotów świadczących usługi publiczne będące obowiązkami własnymi JST. Chodzi o zmniejszenie ilości składowanych odpadów komunalnych. Ma to zostać osiągnięte m.in. dzięki zapewnieniu właściwej infrastruktury do zagospodarowywania odpadów. Nabór wniosków będzie trwał do 30 grudnia 2016 r. Należy je składać za pomocą Generatora Wniosków o Dofinansowanie dostępnego na stronie: http://gwd.nfosigw.gov.pl/.

Reklama
– Barierą uzyskania dofinansowania dla racjonalnych, uzasadnionych przedsięwzięć może okazać się brak uchwalenia wojewódzkich planów gospodarki odpadami wraz z planami inwestycyjnymi. Zgodność z nimi stanowi obligatoryjny wymóg – mówi Donata Bieniecka-Popardowska, główny specjalista w wydziale Komunikacji Społecznej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Przedstawicielka NFOŚ dodaje też, że w przypadku PSZOK-ów o dofinansowanie ubiegać mogą się przedsięwzięcia zlokalizowane na terenie całego kraju, o kosztach kwalifikowanych ponad 2 mln zł lub obsługujące ponad 20 tys. mieszkańców.
Czy znajdą się chętni na te pieniądze? – Nabory trwają do 30 grudnia 2016 r. i dopiero ich rezultat pozwoli precyzyjniej zwymiarować realne zainteresowanie – unika odpowiedzi przedstawicielka NFOŚiGW.
– Podstawę finansowania będą stanowić plany inwestycyjne będące załącznikami do wojewódzkich planów gospodarki odpadami (WPGO). – A ponieważ opracowanie nowych WPGO niestety opóźnia się, może to wstrzymać wykorzystanie środków unijnych – wątpliwości ma również dr inż. Karolina Skalska-Józefowicz, ekspertka EY. [opinia]
Selektywna zbiórka leży
O ile finansowane z unijnym wsparciem inwestycje mogą zmniejszyć ilość śmieci na składowiskach, to raczej nie przyczynią się do znaczącego zwiększenia ich odzysku czy recyklingu. A tu zagrożenie jest szczególnie duże. Bo dzisiaj segregujemy ok. 15 proc. komunalnych odpadów.
Zdaniem specjalistów nawet wykorzystanie w pełni dofinansowania nie przyczyni się do uzyskania przez Polskę zakładanego na 2020 r. poziomu odzysku i recyklingu w wysokości 50 proc., wymaganego przez UE. Spalanie nie jest bowiem uznawane ani za odzysk, ani za recykling.
– U nas system gospodarowania odpadami komunalnymi działa bardzo sprawnie, nie mamy żadnych problemów – mówi Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli. – Jeździłem nawet niedawno po okolicznych wioskach i zauważyłem, że naprawdę duża ilość odpadów jest segregowana. Odbierający odpady od mieszkańców miasta i kilkunastu okolicznych gmin międzygminny Związek Eko-Przyszłość dobrze wywiązuje się ze swoich zadań – dodaje. – Rzeczywiście mamy niezłe wyniki jeśli chodzi o segregację odpadów – potwierdzai Grzegorz Wiater, przewodniczący zarządu związku. – Mamy dobry system segregacji, podobny do tego, jaki chce wprowadzić resort środowiska (odrębnie szkło, metale + plastik, papier, odpady biodegradowalne). Mamy też 10 PSZOK-ów na 13 gmin, część z nich powstało przy wsparciu z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Prowadzimy też działania edukacyjne w zakresie segregacji, np. w szkołach – dodaje.
Grzegorz Wiater nie ukrywa jednak, że nawet u nich z wypełnieniem unijnych wymogów będą problemy. I to już w 2018 r., kiedy będzie obowiązywał 30-proc. obowiązek odzysku i recyklingu. 50-proc. poziom z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się w ogóle niewykonalny. W związku selektywnie zbiera się obecnie ok. 22 proc. śmieci i ten poziom jest stabilny. Generalnie eksperci w zakresie odpadów zauważają, że przychylniej do segregacji podchodzą mieszkańcy wsi, dla których kilka czy kilkanaście złotych różnicy między opłatami za segregowane czy niesegregowane śmieci robi różnicę. W miastach przynajmniej bogatsi mieszkańcy nie chcą sobie tym problemem zawracać głowy. Tym samym często niemożliwe jest segregowanie odpadów w całych osiedlach mieszkaniowych.
Najlepiej u źródła
Nawet najnowocześniejsze instalacje do segregacji śmieci są w stanie wydzielić maksymalnie 15 proc. odpadów. – I to słabej jakości. A takich nikt nie chce kupić albo odbiera za grosze – wyjaśnia Remigiusz Bisak, kierownik ds. ochrony środowiska w Toensmeier Zachód Sp. z o.o. Specjalista zwraca uwagę na jeszcze jedną sprawę. Nawet segregowane odpady są dzisiaj bardzo zanieczyszczone – wśród nich ok. 45 proc. to odpady zmieszane. Wysegregowane z nich surowce też nie są dobrej jakości. Nieraz nadają się tylko do spalenia. A odzysk energii nie jest recyklingiem. Nieosiągnięcie poziomów wymaganych przez UE będzie się wiązać z wysokimi karami. – Dla małych gmin liczonych w setkach tysięcy złotych, dla dużych – w milionach – mówi Remigiusz Bisak.
Zdaniem specjalistów, by tego uniknąć, innego wyjścia nie ma – trzeba segregować śmieci w domach. A jeśli nie pomoże zintensyfikowana edukacja, trzeba przemówić przez kieszeń. Czyli ustalić karne opłaty za niesegregowanie śmieci. Na znacznie wyższym poziomie niż za segregowane.
Kto ma szanse na środki z UE
Na dofinansowanie mogą liczyć przedsięwzięcia:
● obejmujące swoim zakresem elementy gospodarki odpadami zgodnej z hierarchią sposobów postępowania z odpadami, w tym instalacje do ich termicznego przekształcania (do wzięcia 1,6 mld zł),
● projekty dotyczące tylko instalacji do termicznego przekształcania odpadów (500 mln zł).
Odrębny nabór z 2,7-miliardowej puli przewidziano dla punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych (tzw. PSZOK-ów) – 200 mln zł, oraz projektów obejmujących elementy gospodarki odpadami zgodnie z hierarchią postępowania z odpadami, ale z wyłączeniem instalacji do ich termicznego przekształcania (400 mln zł).
OPINIA EKSPERTA
Obecnie w Polsce na bardzo zaawansowanym etapie budowy lub rozruchu znajduje się sześć instalacji termicznego przekształcania odpadów, a dwie kolejne w Warszawie i Rzeszowie znajdują się na etapie projektowania. Budowa spalarni w Rzeszowie realizowana jest przez PGE GiEK i ma na celu eliminację wysłużonych bloków węglowych. Przez marszałków województw wstępnie zostało zgłoszonych 12 nowych spalarni, a sądząc po alokacji funduszy na poszczególne zadania, można odnieść wrażenie, że termiczne przekształcanie odpadów jest aktualnie technologią preferowaną.
Budowa spalarni często jest jedyną możliwością domknięcia systemu gospodarki odpadami w regionie i nie można z niej rezygnować. Ponadto technologia przetwarzania termicznego nie pozostawia żadnej frakcji, której dalsze zagospodarowanie jest niejasne. Natomiast utylizacja odpadów w typowej instalacji do mechaniczno-biologicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych (MBD) skutkuje pozyskaniem frakcji nadsitowej, tj. tzw. preRDF lub RDF. Zarówno część wytworzonego preRDF i RDF, jak i część frakcji podsitowej stanowi nierozwiązany problem.
Należy jednak mieć na uwadze trendy demograficzne w naszym kraju. W Polsce bowiem z roku na rok maleje liczba mieszkańców i ilość powstających odpadów spada. Do tego dochodzi oczywiście hierarchia postępowania z odpadami, która przede wszystkim nakazuje ograniczanie ilości powstających odpadów oraz możliwość zamiany wyeksploatowanych węglowych bloków energetycznych lub ciepłowniczych na kotły typu „multifuel”. Wkrótce możemy zatem stanąć przed koniecznością utrzymywania na rynku instalacji, które ze względu na niewystarczającą ilość odpadów do przetworzenia nie wykorzystają w pełni swoich mocy przerobowych, co stworzy prawdopodobieństwo dalszego wzrostu stawki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi lub innych danin publicznych.
TRZY PYTANIA DO...
Wyjścia nie ma – śmieci trzeba rozdzielać w domu
Do końca 2020 r. Polska musi wypełnić obowiązek odzysku i recyklingu odpadów komunalnych na poziomie 50 proc. A nawet w nowoczesnej sortowni odzysk to maksymalnie 15 proc. Czy bez zwiększenia segregacji u źródła nie podołamy temu wymogowi?
To prawda, bez istotnego wzrostu ilości i jakości odpadów segregowanych „u źródła”, czyli w naszych domach i mieszkaniach, nie mamy szansy wywiązać się z celów roku 2020. Obecnie na poziomie gospodarstw domowych w sposób selektywny zbieramy zaledwie 12 proc. odpadów surowcowych, a jakość tej zbiórki budzi wiele uwag, po prostu są to odpady mocno zanieczyszczone i często zbierane w jednym pojemniku lub worku jako tzw. suche. To dodatkowo dyskwalifikuje część z nich. Na przykład papier z takiej zbiórki jest mocno zanieczyszczony i na ogół nie nadaje się do recyklingu. Dodatkowe kilka procent odpadów surowcowych jest wybieranych w instalacjach regionalnych (RIPOK), co łącznie może przekładać się na 15 proc.
Analizując sprawozdania gminne za rok 2015, wyłania się niezbyt optymistyczny obraz naszej zbiórki selektywnej i recyklingu, bo przyrost zbiórki selektywnej w stosunku do roku 2014 mieści się w granicach błędu statystycznego, czyli jest stagnacja. Tymczasem prawda jest znana od dawna i chyba dość prosta. Jeśli my jako mieszkańcy nie wykonamy swojej pracy i nie posortujemy własnych odpadów na poziomie gospodarstw domowych, to albo będziemy zmuszeni płacić znacznie więcej za śmieci, albo będziemy powiększali nasze zapóźnienie w stosunku do średniej unijnej. A to może nas jako kraj słono kosztować.
Czy i jakie obiekty należałoby więc preferować funduszami unijnymi, żeby zbliżyć się do wymaganego przez Unię Europejską poziomu?
Nie powinniśmy wskazywać na konkretne obiekty, ale na metody postępowania z odpadami. Jest unijna hierarchia postępowania z odpadami, którą nasze prawo krajowe wpisało do ustaw i krajowego planu gospodarki odpadami. Wystarczy tylko wdrożyć tę hierarchię w życie i nie musimy nic więcej robić poza jej przestrzeganiem, czyli nie składować odpadów. Najbardziej pożądanym sposobem postępowania z odpadami jest ich recykling, ale aby nasze odpady trafiły do recyklerów, muszą zostać odpowiednio zebrane i przygotowane. Jeśli w naszym koszu ich nie rozdzielimy, to później będzie to kosztowne lub niemożliwe. Instalacje regionalne, w tym sortownie, są po to, aby nasze wstępnie posegregowane odpady przygotować do recyklingu, czyli je doczyścić i zbelować.
Każdy kraj członkowski ma swobodę w dochodzeniu do ustalonych na poziomie UE celów i w zasadzie możemy robić to po swojemu, ale na razie nie wymyślono lepszej metody prowadzącej do recyklingu niż wcześniejsze posegregowanie odpadów w gospodarstwach domowych. To jest fundament każdego europejskiego systemu. Polityka UE, w tym w obecnej perspektywie finansowej, wspiera w zakresie postępowania z odpadami głównie recykling, jednak jeśli przy niektórych odpadach mamy wybór tylko między składowaniem a odzyskiem energii (spalaniem), to lepsze jest spalanie z odzyskiem energii.
Należy jednak wyraźnie wskazać, że najwyżej w hierarchii postępowania lokuje się unikanie wytwarzania odpadów, a zaraz za nim jest wykorzystanie odpadów, natomiast recykling jest dopiero na trzecim miejscu. Warto o tym pamiętać przy decyzjach zakupowych, bo to my wytwarzamy odpady i powinniśmy dwa razy się zastanowić, zanim po coś sięgniemy. Często tego nam brakuje i efektem są np. 2 mln ton rocznie marnowanej żywności. Każdy z nas traci, bo płacimy w sklepach, kupując za dużo, a następnie płacimy drugi raz za żywność wyrzucaną do kosza.
Czy obecne przepisy wystarczająco preferują segregację u źródła? Jeśli nie, to co należałoby zmienić – edukację? Stosować kary? Zmienić przepisy?
Przepisy prawne zmienia się najłatwiej, gorzej ze zmianą naszych nawyków i przyzwyczajeń. To jest dla nas wyzwanie na najbliższe lata. W krajach starej Unii swoje systemy selektywnej zbiórki budowano przez co najmniej 10 lat, my mamy znacznie mniej czasu.
Dlatego potrzebna jest ogromna praca edukacyjna w gminach, ale w pewnym momencie musimy włączyć także edukację przez kieszeń, czyli dla tych, którzy nie chcą segregować odpadów, opłaty powinny być kilka razy wyższe. Oczywiście wybór będzie należał do każdego z nas. Osobiście głęboko wierzę, że my nie jesteśmy gorsi i sami posprzątamy w naszym polskim domu.