- Po uchwaleniu przez parlament nowych przepisów samorządom nie będzie się opłacało organizować kursów do najodleglejszych miejscowości - mówi w wywiadzie dla DGP Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, prezes Zrzeszenia Gmin, Województwa Lubuskiego.
Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa chce znowelizować ustawę o publicznym transporcie zbiorowym. Jak pan ocenia ten projekt?
Reklama
Bardzo źle. Niestety, boimy się, że możemy zostać postawieni przed faktem dokonanym, a nasze wysiłki w ostatnich latach, zmierzające do uporządkowania i zoptymalizowania zbiorowego transportu publicznego, również w kontekście dowozu dzieci do szkół, mogą lec w gruzach. Gdy analizujemy propozycje, które mają się znaleźć w projekcie ustawy, trudno nie odnieść wrażenia, że na jej kształt duży wpływ miało lobby przewoźników prywatnych.

Reklama
To poważny zarzut.
Tak, ale jak inaczej można wytłumaczyć to, że zamiast chronić samorządy, które dbają, żeby transport zbiorowy dotarł do każdej, nawet najmniejszej i najbardziej odległej miejscowości, rząd zamierza chronić wyłącznie prywatnych przewoźników? Zgodnie bowiem z projektem organizowane przez władze lokalne przewozy użyteczności publicznej będą wykonywane wyłącznie na tych liniach, które nie będą obsługiwane przez przewoźników komercyjnych na zasadach rynkowych. Jeśli samorząd ma uzupełniać deficytowe linie i tylko na nich jeździć, powinien móc poniesione z tego tytułu straty rekompensować kursami na rentownych trasach. Niestety, ustawodawca tego nie przewiduje. Co więcej, nowelizacja przyznaje prywatnym podmiotom możliwość ubiegania się o dopłatę z budżetu państwa z tytułu honorowania ulg ustawowych. Tymczasem organizatorom komunikacji miejskiej nie przyznano takiego prawa, nawet wtedy, gdy w ramach zawartego porozumienia międzygminnego organizują publiczny transport zbiorowy wykazujący znamiona powiatowych przewozów pasażerskich.
Projekt wprowadza także obowiązek organizowania kursów w połowie przedziału czasowego połączeń już istniejących. To chyba dobra zmiana, bo obecnie w wielu miejscowościach autobusy odjeżdżają albo rano, albo po południu.
Nie zgadzam się z tym, bo w bardzo wielu przypadkach będzie to prowadzić do tworzenia kursów nierentownych, których funkcjonowanie będzie powiększać i tak już duże koszty utrzymania publicznego transportu zbiorowego ponoszone przez samorządy. Wprowadzenie w życie nowego obowiązku będzie wynikało wyłącznie z konieczności stosowania ustawy, a nie z rzeczywistego zapotrzebowania na utworzenie i utrzymanie większej liczby połączeń w ramach linii komunikacyjnej, wynikającego np. z analizy popytu na usługi komunikacyjne.
Zniesienie ograniczenia dotyczącego wysiadania pasażerów wyłącznie na przystankach określonych w rozkładzie jazdy nie spowoduje wzrostu kosztów, a także ta zmiana jest krytykowana przez samorząd. Dlaczego?
Chociażby ze względów bezpieczeństwa. Pamiętajmy o tym, że przy wielu przystankach nie ma zatok. Z tego samego powodu zatrzymywanie się autobusu na prośbę pasażera będzie prowadziło do paraliżu komunikacyjnego, który dotknie także właścicieli prywatnych aut. Co więcej, nawet jeśli przystanek będzie miał zatokę, to spełnienie próśb pasażerów będzie prowadziło do tego, że w szczycie przewozowym autobusy nie będą się w nich mieścić. W efekcie będą musiały czekać na pasie ruchu, aż zrobi się dla nich miejsce. Najbardziej ucierpi na tym komunikacja miejska, w której zaczną występować duże opóźnienia w realizacji rozkładu jazdy. Nie będzie też sensu utrzymywania połączeń pospiesznych. Ten projekt jest nie do przyjęcia także z innego powodu.
Jakiego?
Gdyby nowelizacja została uchwalona w proponowanym kształcie, na marne pójdzie cała nasza gigantyczna praca związana z organizacją przewozów na obszarze niemal całego powiatu. Planujemy zakup 27 autobusów i budowę infrastruktury (m.in. zajezdni, dworców i przystanków), żeby dowozić ludzi do pracy z okolicznych miejscowości, młodzież do szkół, a dzieci ze wszystkich wsi na basen miejski itd. Efekt nowych przepisów będzie taki, że my się wycofamy z realizowanego przez ostatni rok projektu, a przewoźnicy prywatni łaskawie pojadą tylko tam, gdzie im to się opłaci. Czy o to chodziło pomysłodawcom nowej ustawy?